zrobił mi dzisiejszy dzień.
Rano Messenger od Inżyniera, że wyszli.
No to nadęłam się jak ropucha, ale mnie zgasił.
I Messenger od Żony Inżyniera, że może mi dać płytkę z wesela.
Się umówiłam.
Manhattan i takie tam i nagle... Messenger od Inżyniera.
Że Pierworodny wynosi się do Irlandii.
Jako że słońce napierdalało od rana, zamiast do Inżyniera, napisałam do Jego Żony.
Dosłownie.
Pojebało?
I musiałam odkręcać.
Na szczęście Dziewczyna ma poczucie humoru i jednak nie wzięła sobie tego do serca.
Spotkałyśmy się, krótko, ale treściwie.
I zamiast chaupkę ogarniać oglądałam film z wesela.
Ale chaupkę i tak ogarnęłam.
A PP (Pojebany Pierworodny) odszczeknął, że to plan B. Na co ja, bez odpowiedzi, że plan A, znaczy się obywatelstwo, tańszy. I trwoga mi w duszy zalęgła się, bo oczami wyobraźni zobaczyłam Ich Czworo w moim (tak, już moim), mieszkanku.
Nie ma takiej opcji.
Never.
Wojna to wojna, ale wojny nie ma.
Brexit to jeszcze nie wojna, tym bardziej, że Brexitu nie ma, to tylko referendum...
Ale jak mam z nim pogadać, jak nie mam jak?
Rozmowa z wariującymi dziećmi i trzeszczącym w tle TV nie jest rozmową...
Ano...
Pojebało go do reszty i nie da się ukryć, więc gdybym nie pamiętała tej polany, na której majstrowaliśmy go 13 września, zalanej słońcem i pachnącej już jesienią, skłonna bym była uwierzyć w teorię Barana, że ktoś inny go majstrował.
Tak się nieszczęśliwie składa, że majstrował ich obu jeden facet...
Chaupkę ogarnęłam, ogóraski zakisiłam, wesele zaliczyłam, nakręcone super, będę szukała płyty z wesela Pierworodnego. Wstyd, ale nie oglądnęłam jej nigdy.
"Nie mam z Tobą ładnych wspomnień..."
Inżynier zameldował się z piwkiem, zatem i ja z piwkiem (miło mieć z kim wypić), Brexit obgadaliśmy.
Dwie godziny kłapania ozorem.
Przy okazji dowiedziałam się, że nie chytrząc ze zbijaniem ceny kupił nowego forda z takimi wypasionymi opcjami, że ojapierdolę.
Bo sprzedający wycenił auto uczciwie, ale bajerów na stronie nie opisał.
A Inżynier, jako i ja, nie targuje się, bo nie umie.
Ma to po mamusi.
I tak gawędząc doszliśmy zgodnie do wniosku, że jednak Pierworodny po matce ma rozumek, ale nie tak do końca. Jest inteligentny, jak mamusia, ale postawę życiową ma tatusia.
I tu jest pies pogrzebany...
A Inżynier ma wszystko po mnie, choć urodę nie tak do końca, nie licząc tuszy :P
Małżeństwo go nie zmieniło, w sensie, że wciąż nadajemy na tych samych falach.
Więc, Kochany Pamiętniczku, nie jest źle.
Są w życiu sprawy, na które nie mamy wpływu:
Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.
Ano.
Pozostaje mi się pogodzić z decyzjami moich dzieci i żyć z tym.
Nie ma innej opcji.
A opcje do wyboru nie zawsze są takie złe :)
Chociaż niektóre rzeczy bolą jak cholera...
Jak dwie cholery...
Jak cały las...
Nie wiedziałam, że się serca tak ostudzą... Uwierzyłam, że umiera się parami. Nie wiedziałam, że się ludzie różnie budzą, jak okręty, nie te same, lecz w tej samej wciąż przystani...
Nevermind :P
W łazience znów śmierdzi ćmikami, muszę te 2 dni przeżyć, albo i więcej, bo dopiero w poniedziałek będę mogła zgłosić w administracji, że znów cuchnie...
Juterko też chyba będzie się działo, aczkolwiek dziś nie odezwał się Kierownik Budowy, który miał baterię wymieniać.
Co ma wisieć, nie utonie...
PS W cieniu dziś było 35 stopni. Twarda ze mnie sztuka, przeżyłam :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz