środa, 2 sierpnia 2017

Jeżu

kolczasty, Kochany Pamiętniczku, mało wczoraj wioski nie  wyjebało w Kosmos, tak waliło. Czytać można było bez lampy, bałam się nawet okno uchylić i po dwóch godzinach miałam wrażenie, że się uduszę w mieszkaniu.
Tak, że noc ciężka jak cholera, dobrze, że w mojej dzielni grad nie padał, w innych wielkości piłek golfowych leciał. Choć sam grad to przespałabym, nie słyszałabym nawet rąbania o parapet.
I komu przeszkadzało to zimnawe lato? Jak ktoś potrzebuje gorąca, niech wypieprza na Madagaskar czy inne Kanary :) Żądam powrotu zimnego lata.
Pani od warzywek odpisała mi, że pracodawca się zmienił. A mnie to guzik obchodzi, pracowałam i zapłata się należy jak psu zupa. Tak się zastanawiam, czy za te pieniądze śmieszne opłaca mi się  
robić, no ale pecunia non olet.
Miałam wrócić w czwartek, ale piszą mi, że  może w piątek coś będzie, rękawów znów sobie nie wyrywają. Pierdolę...
Film na Onecie wyczaiłam "Zamieszkajmy razem", z Jane Fondą i Geraldine Chaplin. Nie tylko ja się starzeję, jak widać, ale i gwiazdy też. Te zestarzały się przecudnie, a  figury mają cud, miód i orzeszki laskowe. Film wzruszający, jest na VOD za darmo, polecam.
W poniedziałek przyszła nowa karta do bankomatu, ale powiedziałam sobie, że pomyślę o tym jutro. Jeżu kolczasty, nienawidzę tych stale zmieniających się stron bankowych. Ostatnio za rączkę prowadził mnie Inżynier, nawet nie marudził, złagodniał pod tym względem na moje stare lata. Dzisiaj płaciłam za neta, więc sobie myślę: aktywuję kartę, będę miała z głowy. O dziwo, poszło łatwo, ale w piśmie było tak enigmatyczne sformułowanie co do płacenia, że poszłam do piątki. Moje obawy okazały się słuszne, nie przyjęli płatności. Musiałam jeszcze dodatkowo aktywować kartę w bankomacie, więc spacerkiem polazłam, wróciłam mokra jak mysz, a to już przed dwudziestą ruszyłam. W pokoju 27 stopni, chłodniej nie będzie, dupa. Ale karta działa i mam to z głowy.

Tak jak nie jadłam od dawna mięsa, tak w te upały mnie naszła nieprzeparta ochota na mięso. Musiałam zjeść teraz, zaraz, już, jakbym w ciąży była. Wczoraj wpieprzyłam 6 cebul nadziewanych mielonym (MLASK), a dziś nagotowałam mięsa, miało iść do słoików, ale nie chce mi się ich wyparzać, duszone się skurczyło, starczy na 3 dni. Boję się wkładać mięso do słoików, nigdy tego nie robiłam, boję się jadu kiełbasianego. zresztą jaki to  ma sens, skoro dobre wychodzi i zaraz znika? Ale jestm dziś objedzona po pępuszek.

W panikę wczoraj wpadłam i przeczołgałam się znów na kolanach, bo nagle zaczęło mi śmierdzieć palonym plastikiem. Kompik nadawał jak złoto, nic się nie fajczyło, a plastikiem jechało. Otworzyłam balkon i jak pizgnęło... Ktoś na dworze musiał jakiś plastik palić, ale w taki upał po co?


1 komentarz:

  1. może ktoś ten plastik w ten upał to nie z własnej woli palił, tylko tak mu wyszło, albo mu (w starszawym autku) matka natura z wysoką aurą temperaturową po prostu pomogła), a mięska na 3 słoiki to faktycznie nie ma co wkładać do słoików - 3 dni obiad z głowy, zawsze to coś, bo komu by się chciało gotować w tę pogodę :) ;) skoro przecież już ma ugotowane:)

    OdpowiedzUsuń