sobota, 19 sierpnia 2017

Okna

pomyłam, Kochany Pamiętniczku, drugi raz w tym miesiącu, ale przez te ulewy brudne były jak świnie...
Duży pokój sobie odpuściłam, jako i lustra, albowiem prawdopodobnie w poniedziałek wieczorem zlądują wnuki, zostawiające - cytuję drugą babcię - takie słodkie odbicia łapek.
Hmmm... Polemizowałabym.
Ale co sie będę wysilać, skoro i tak mnie czeka sprzątanie, a moje nieposprzątane mieszkanie jest idealne w porównaniu z mieszkaniem Synowej.
W sumie, nieważne.
Kwiatki przewloklam do dużego pokoju, bo tu łatwiej będzie upilnować Papryczka.
Przynajmniej taką mam nadzieję.
I sprawa się rypła, bo okazuje się, że we wtorek będzie na mnie czekał prezes (ojapierdolę, sam prezes) warzywkowy, jako że warzywka się przeniosły do stolycy, i jak o tym pisałam, nie zapłaciły mi. Mamy rozmawiać o finansach. Zagram va banque, bo...
W sumie robię im korektę za darmo, jak ma rozum, zapłaci mi, tym bardziej, że nie śpiewam stawki, za jaką powinnam rzeczywiście pracować.
Kciuki mile widziane.
Na fejsbuczku poczytałam sobie co nieco i...
W sumie mogę się zgłosić gdzie indziej i popolować.
Nie jest źle. Trzeba tylko uwierzyć w siebie, nawet na stare lata, na kompletną starość :D

Przy zamykaniu wrześniowego numeru zonk.
Pół dnia łaziłam i marudziłam, o 14 klops.
Wszystko się zwaliło i co minutę otwierały się drzwi, bo każdy chciał na gwałt...
Ile gwałtów można znieść?
Już szykowałam się do wyjścia, gdy wpada JJ z pytaniem, czy w tytule wstępniaka JB nie ma błędu...
Ojapierdolę.
Było co raz.
Otwieram słownik, bo zamiast mózgu miałam już galaretę i gdybym się uparła, obroniłabym wersję co raz, chociaż oczywiście powinno być coraz.
I tak, Kochany Pamiętniczku, jestem wdzięczna JJ, który co miesiąc wpędza mnie do grobu, a co cztery go zakopuje, ale nie jest taki najgorszy co nie?
Tak się w moim korektorskim żywocie różnie plecie.

A dziś na Manhattanie zorientowałam się, że zamknęli mój ukochany mięsny.
Więc koniec z tatarem, z mieloną wołowiną, bo w okolicy nie ma innego takiego, gdzie wołowinę mielą i tłuką na życzenie...
Zatem przejdę na wegetarianizm chyba, chociaż po wczorajszej (kupnej) wersji obiadu wege długo się zbierałam do pionu :P

Mój drugi pracodawca, budżetówka, jest nie do podrobienia.
Pracowałam tam kilka lat, po urodzeniu Inżyniera odeszłam stamtąd na rentę.
Bo tak pasowało.
Mało, że spłacili mi 75 tysięcy ówczesnych złotych z kredytu dla młodych małżeństw, chociaż wychodząc z założenia, że nie jestem już ich pracownikiem i płacę sama za swoje grzechy (pieniądze wróciły do mnie), to do dziś co roku dostaję niezłą kaskę za wczasy pod gruszą.
Pani z działu socjalnego namówiła mnie na aparaty słuchowe, w sensie, że mam wziąć wycenę i dostanę kasę... I to dzięki temu mam aparaty, które zmieniły moje życie...
A jak już byłam sama z chłopakami, to zawsze mnie kopała w dupę: pani SJ, nie ma pani alimentów, sama się pani męczy, bogatsi od pani biorą kasę, pisać, pisać, że dzieci kurtek na zimę nie mają.
Dziękuję pani z działu socjalnego.
I wtedy opłacało się chwilę popracować w budżetówce.
Nigdy tego nie nadużywałam, ale...
Żeby prywatni pracodawcy choć w 1/10 dbali o ludzi tak, jak tam.
I nie, że to za nasze podatki, chociaż może się mylę.
Wszędzie pracowałam uczciwie, dając z siebie 120 procent,

Alem się rozpisała, ojapierdolę :P

Zatem: we wtorek o 14.00 proszę o kciuki.

Z góry dziękuję :D 
 


7 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki! Glukoza

    OdpowiedzUsuń
  2. jako że znowu mam wolny kciuk bo zwolnił się u Batumi to masz mojego na pewno ;-)
    nie pamiętam kiedy okna myłam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. A ja pamiętam, bo zapisuję :) Drugi raz w tym miesiącu. Dla mnie to test, czy jeszcze żyję ;)

      Usuń
  3. ja pierdziu, na prawdę, przestane tu do ciebie zaglądać, jak Ty te okna tak szorowała będziesz... normalnie wpędzasz mnie w głębokie kompleksy i jeszcze w depresje okienna :(

    Widzisz - pracodawcy prywatni, gdy zatrudniają 20 osób i więcej też maja obowiązek tworzenia i dokonywania odpisu na ZFŚS, zasady określa ustawa, czyli powinno być podobnie jak w budżetówce... tyle, że prezesi biorą tę kasę najczęściej do własnej kieszeni i nie pomaga, że PIP notorycznie solenne kary za to sadzi (taki ich konik w prywatnych firmach, pewniak do premii bo kontrolerzy z PIP mają premie). Jeśli zatrudnia mniej niż 20 osób, ma obowiązek raz w roku płacić świadczenie urlopowe w kwocie określonej przepisami, ale tu migają się różnie interpretując zapisy przepisów o urlopach... wiwat nasze prawo pracy niejednoznaczne (z resztą jak i cale pozostałe prawo w tym kraju bezprawia)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Demi, nie bierz tego tak osobiście. Każdy ma jakieś zboczenie... :) To wszystko wiem, i Ty wiesz, ale życie jest życiem...

      Usuń
  4. Trzymałam,
    Malina 52

    OdpowiedzUsuń