maleńka, szkoda łez. W samo sedno Kochany Pamiętniczku...
Aż szkoda mi palców na stukanie, całe życie z debilami. Mówiłam w grudniu, że nie zrobię książki, to na kolanach prawie błagał, a i Bossowi "tylko Stara Jędza".
Miało być gotowe, zapięte na ostatni guzik, po zamknięciu numerku miałam usiąść i spokojnie zrobić, rezerwowałam sobie 4 dni na ten pierdolony indeks.
I co?
Wszystko w polu.
Zamykamy 30 stycznia, a i 30 stycznia do drukarni idzie bydło. Kobieta od krówsk się sprężyła i OK, to co zostało zrobię w jeden dzień z palcem w dupie.
Ale książka?
Pierdolę, nie robię. Powiedziałam wprost, że nie zrobię, bo nie. Nie Bossowi. Ale redaktorowi. Nie płacą mi za odwalanie jego roboty, a że nie zorganizował?
W dupie to mam.
Niech sam siedzi i kombinuje, jak przewalić indeks. Mi to rybka. Uczciwie zrobiony indeks ma sprawdzany każdy odsyłacz. Jak stron jest 300, a odsyłaczy średnio na nich 10, to ile razy trzeba to sprawdzić?
Może mnie w dupę pocałować. Normalnie sprawdzają to dwie osoby przez tydzień.
Mam wyjebane.
No a i warzywka też dały dupy. Ale o 17 zwinęłam się i pojechałam do domu. Nie płacą mi za czekanie, płacą za robotę. Roboty było na dwie godziny, czekałam sześć. To mi się kompletnie nie opłaca, czas to pieniądz.
Z adwokatem umówiłam się na poniedziałek, nie wygląda to różowo, a facet jak katarynka odpowiada: ale odebrał pismo, czym mnie wkurwia.
Szwagier wałek sobie robi, trzeba będzie dać sprawę do sądu, mimo pierdolenia o Szopenie, że się zmienił.
Od razu wiedziałam, że złotówki z ręki nie wypuści, a ja nie mam ochoty na kilkunastoletnie procesy. Niech sobie weźmie te pieniądze. Mnie one na nic. Dzieci żal, ale powinny mnie od razu posłuchać, a nie mówić, że piszę scenariusze, że się zmienił. Tacy jak on się nie zmieniają, a już w tej rodzinie nigdy. Jedyne co zostanie, to mieszkanie po mnie. Chociaż tyle.
Rozliczenie ze spółdzielni przyszło i że mam 133 niedopłaty. WTF?
A. Za liczniki. Ponoć była faktura gdzieś podpięta, ale nie zauważyłam. Sama się dziwiłam, że liczniki założone, a faktury nie ma, ale co tam, nie ma, nie płacę. Nie chce mi się jej nawet szukać, zapłacę.
Lezę zapłacić i szok.
Trzymałam chcicę na wodzy, a tu kilka stów mniej.
A.
Prowizja za kredyt odnawialny...
Jak co roku. Nie chcę z niego rezygnować, bo własne oszczędności mam, ale mikre, a tu nie wiadomo, co wyskoczy w związku ze sprawą.
Więc zamiast wydać kilka stów na szaleństwo płacę haracz bankowi.
Ale fajnie, że mam z czego.
I zabezpieczenie jak coś.
Życie kosztuje.
A z fajniejszych rzeczy.
Jojczałam o Dzień Babci.
A tu w niedzielę Inżynier puka o audiencję. Audiencję otwiera Alienek, gapiący się na monitorek jak sroka w kość i speach Inżyniera, że Alienek taki zawstydzony, że go zatkało, więc on mówi i blablabla... a mi łezka kap, kap, kap, i gadam do Alienka, a Bandyta Jeden banana na mordke wciąga i "baba" i sruu do monitorka.
Tak, wiem, głupia jestem :)
A dziś wreszcie ze szpary unijnej wyciągnęłam
Wzruszona, że im się chciało. Że Alienka uczą.
Bo od Pierworodnego nigdy nie pamiętali i nie uczą.
Wróć.
W tym roku się szarpnęli i wieczorem na Hangoucie napisał, że od Papryczka i Małej Wiedźmy.
Doceniam.
Ale...
Tam już bez problemu mogli te laurki skombinować. Mała Wiedźma nawet pisać ładnie umie. A Papryczek mógł coś narysować.
Nevermind.
Słowa jak sztuczny miód, erzatz, cholera, nie życie...
Miał być raj, miał być miód i ćwiartka na popicie...
Na miod i cwiartke nie licz od zycia, a na pewno nie od innych, zatuptaj do sklepu i sama se kup:))
OdpowiedzUsuńNie przejmuj sie Jedzo, wiem, ze to boli, ale oni kiedys dozyja tego samego, tak to dziala.
Ano,ja też wiem.
OdpowiedzUsuńAle to marna pociecha.
A picie już od dawna mam na swój własny rachunek, no chyba że u Barana ląduję, ten mnie rozpija na swój własny, na maksa :D