a walizka po peronie skacze, Kochany Pamiętniczku.
Wkurw totalny ogarnął mnie w pracy za sprawą Synowej od Inżyniera i nie odpuszcza za Chiny Ludowe.
D. zauważyła, że jest ze mną nie tak, gdy wlazłam do kuchni, żeby sobie herbatkę zrobić. Taką mam parszywą mordę, że wszystko się na niej maluje, a na dokładkę ciśnienie mi tak skoczyło, że wyglądałam jak burak po liftingu.
Navigare necesse est...
A zaczęło się tak niewinnie na Messengerze, bo się nudziłam jak mops czekając na prackę.
Zapytałam, co Alienek dziś zbroił, bo co rusz mam fajne filmiki, jak pędzi do otwartej zmywarki, rzucając inną robotę, jak chomikuje jedzenie na później i inne takie tam rozrywki pojebanej na maksa babci, za co Synowej chwała i cześć. Bo ta od Pierworodnego nigdy mnie tak nie rozpieszczała, a z Alienkiem jestem na bieżąco.
No i informuje mnie, że kupili bilety do PL. Bo lecą do PL urządzać Alienkowi pierwsze urodziny. I lament, że bilety drogie, że już nie ma biletów za 40 zł w obie strony.
Hmmm....
Lecą tuż przed świętami, więc jak sobie wyobrażali cenę? Primo po pierwsze.
Primo po drugie. Po chuja lecą, można Alienkowi roczek w UK zrobić. Dziury w niebie nie będzie. No ale dla niej, jak wiem, to jest okazja pokazania się w PL i poszpanowania.
Rybka mi to.
U mnie nie będą, bo... nie ma warunków lokalowych, co orzekł sam Inżynier. Bo ona ma lepsze warunki lokalowe.
Tak, oczywiście.
W moich mizernych warunkach lokalowych wyprawiłam komunię Inżyniera na 21 osób i wszyscy się znakomicie bawili. Do dziś wspominają.
Ale rybka mi to. Lepsze warunki mieszkaniowe to stara kamienica, gdzie już na klatce schodowej śmierdzi grzybem i moczem, a w mieszkaniu w klitkach, w których nie można się poruszyć śmierdzi psem. Bo śmierdzi i żaden miłośnik zwierząt mnie nie przekona, że nie śmierdzi. Przyjmuję tłumaczenie, że ponaddziewięćdziesięcioletnia babcia nie dojedzie do mnie. Ale nie przyjmuję tłumaczenia o lepszych warunkach w miejscu, gdzie nie ma czym oddychać, żeby wstać, trzeba skakać, no i śmierdzi. I pies co kawałek szczeka tak, że własnych myśli nie słychać.
Dla mnie - śmierdzi, aczkolwiek po kilkunastu minutach nie czuję smrodu i te parę godzin wytrzymam.
Ale nie będą u mnie, bo im się nie opłaca przeprowadzać na te parę dni.
I dobrze. Moje badyle ocaleją. A i ja, spojrzawszy w harmonogram zrobiłam wzdech-wydech-wzdech. Bo będę w międzyczasie warzywka robiła. No cóż, ktoś na adwokata musi pracować, nawet jak cała moja zapłata za miesiąc pracy to pół honorarium adwokata za jeden raz.
Nie będzie prania pościeli i sprzątania, ganiania za Alienkiem i gotowania.
Cud, mjut i ożeszki laskowe.
Nie ma za co :)
Ale...
Odkąd się pobrali - jestem za burtą.
Ależ wszystko rozumiem. Pismo mówi: opuścisz matkę swą i ojca swego.
Super.
Brawo, hurra, jestem za,
Ważne, że dzieci są szczęśliwe.
Jeszcze raz.
Understand, że Inżynier też jest wykończony, jak najbardziej. Jakbym ja taką żonę miała... Miałam takiego męża i jakoś nie skoczyłam z basenu na główkę, ale nevermind. Widocznie silny po mamusi.
Więc kółeczko i raz, i dwa, i wianuszek do środka, panie proszą panów...
Tyle że na moją nieśmiałą prośbę, że może przez ten tydzień tu znajdzie chwilę na odsunięcie mi lodówki, że kupię sobie wtedy nową, nadął się jak ropucha... Że ma harmonogram zapełniony, że przecież wniosą, wyniosą i takie tam...
Tak, wiem, przywiozą mi, nikt mu nie każe wynosić starej. Aczkolwiek muszę za to zapłacić i to nielicho. Za wypoziomowanie i inne cuda wianki osobno.
Ale...
Jak przywiozą, to wstawią na brud po starej?
A nic, poradzę, kurwa sobie, nie ma tematu.
Rozumiem, że muszą Alienka wśród wszystkich jej znajomych pokazać.
Bo Inżynier już raczej ziomków tu nie ma.
Nieważne, co tam moja lodówka.
No i KURWA.
GWÓŹDŹ PROGRAMU.
Przełykam wszystko i mówię Synowej, że fajnie, że mają kasę na bilet.
AND?
Że mam się cieszyć, że wysłuchują mojego jojczenia, że tyle wydaję na adwokata.
Tak, kurwa. Wymyśliłam sobie wydawanie na adwokata.
Dla własnej przyjemności wpakowałam już dwie pensje w adwokata. I wpakuję może jeszcze dwie.
No, kurwa.
A przecież MOGĘ kazać, żeby sobie to sami załatwiali. Latając do PL, płacąc.
Nic to, Michałku.
Rzekłam, że idę do chowaczka brukwiaczka, bo akurat doleciał. I poszłam.
Pół godziny później Inżynier się odezwał.
Nie odpisałam dotychczas, bo kurwica wciąż mną miota. Cokolwiek nie powiem - zajmie jej stronę, tak jak uczyłam, wkurwiona tym, że Eks zawsze uważał, że mama ma rację, nawet jak jej, kurwa nie miała...
Mam za swoje.
A mógł wybrać inną. Tej innej mu nie daruję... Ano :) Jakkolwiek na początku nie byłam jej zagorzałą fanką, zawsze można wybrać gorszą, co nie?
Ale w sumie co mnie to?
Co będzie, to będzie, z mieszkania mnie nikt nie wywali, a że oni zostaną z gołą dupą, rybka mi to.
Nie wiem, co jest TAM.
Wiem, że dopóki mnie nie wypierdolą, muszę pracować do usranej śmierci, bo nikt się mną nie zajmie. Bo jestem mniej ważna od kotków, piesków i innych żyjątek (obrońców zwierzątek, z całym szacunkiem, proszę o ewentualne niekomentowanie, albowiem wiem, nauczona ostrym bacikiem, że liczą się tylko one, reszta do piachu i morda w kubeł). I gdy będzie trzeba wybierać między leczeniem mnie a kotełka, ewentualnie innego piesełka, kotełek albo piesełek górą. No bo taki bezbronny, a ja sprężyć się mogę i zapierdalać dalej.
Amen.
Gdzieś tę żółć musiałam wylać, i wylałam.
To mój Pamiętniczek, i moja żółć.
Wyszłam z pracy, nawet niemiotana uczuciem obowiązku, jak wczoraj, bo okazało się, że wczoraj wykorzystano mnie #meetoo, nie nie dosłownie tak, ale na zasadzie: ale dlaczego korektorka nie ma posiedzieć, skoro nam nie idzie?
Jadąc, marzyłam o kupieniu miodowego, aczkolwiek staram się nie pić i mi się to nawet udaje.
Włażę do piątki, a tam ciemno jak w dupie u Murzyna...
Aczkolwiek na dworze jeszcze jasno.
Pytam, co jest. Od południa na osiedlu nie ma prądu.
Nie ma wody zatem ani ogrzewania. Nie ma windy. Nie ma płatności kartą. Ale na szczęście mam drobne. Pani Ania uśmiecha się w wątłym świetle ledowej lamki i mówi, że jak dla mnie kredyt otwarty :) W życiu nie brałam nic na kredyt, znaczy się alkoholu i żywności, bo meble i inne takie tam i owszem :)
Płacę za łomżę, pnę się na swoje piętro... Rozmyślam, co będę czytała. Świeczek ci u mnie dostatek. W iPhone mam 50 GB, jest co podłączyć do iPada. Oba naładowane... Da się żyć.
Ostatkiem sił wsiada do łodzi, na wiosłach zaciska swą dłoń...
Ledwo żywa (kiedy ja ostatnio chodziłam po schodach, wyjmując wiadukt na Hetmańskiej, który omijam, jak tylko mogę) wtykam klucz do zamka i....
Na korytarzu zapala się światło.
Mamy lampy reagujące na ruch.
Kurtyna.
Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać.
Nie wiem, co dalej,
Pewno jutro tradycyjnie Inżynier zaprosi na Skype w niedzielę.
Ale...
Nie mam ochoty rozmawiać.
Nie powiem, że mnie KURWA wkurwia jego żona w depresji, bo musi cały dzień zajmować się dzieckiem. Nie martwiąc się KURWA, za co jutro zakupy zrobi.
Nie, żebym jej zazdrościła.
Ale po kiego chuja planuje troje dzieci, trzy koty i psa, skoro z jednym dzieckiem i dwoma kotami nie ogarnia tej kuwety.
Nie pracując.
Ja pracowałam, na czarno, ale pracowałam.
Ogarniałam.
KURWA.
Nagroda dla wskazanie mi miejsca, gdzie mnie bezboleśnie uśpią.
Bo mam dość bycia najbardziej pojebaną w galaktyce...
Zastanawiam się, przy tym pojebanym rządzie, czy nie wnieść ustawy o obowiązkowe usypianie teściowych po ślubie młodych, coby się nie nerwowały niepotrzebnie :P
Wcale Ci sie nie dziwie, zes wkurwiona na maksa.
OdpowiedzUsuńAle mnie oczy z hukiem na podloge wypadly przy cenie biletow w te i nazad w cenie 40 zlotych!!!
Ja pierdole w tej cenie to ja sobie moge kupic bilet do kina na jeden seans bon buk nie na jakis maraton filmowy:))
Nic dziwnego, ze tak Polacy lataja po calej Europie.
Juniorowie lecieli z NYC do Buffalo w tym samym stanie na urodziny Tatka i jeden bilet w obie strony kosztowal ich 250 dolarow.
Jak się upoluje, to się ma. Ja na święta, a więc w okresie, kiedy płaci się jak za zboże poleciałam za 500 zł, ale za to z bagażem 32 kilo plus 10 plus dodatkowa mała torba plus zakupy w wolnocłowym, w obie strony, więc w sumie za darmo. Tu są tzw. tanie linie lotnicze. Te 40 zł to było za bagaż podręczny tylko w jedną stronę, jakieś 5 lat temu :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńOt, widzę, że Twojemu synowi, podobnie jak mojemu- oczy cipą zarosły. Ech, te dzisiejsze synowe...
OdpowiedzUsuńAno. Do pięt jej nie dorastam. Im się należy, bo są młodzi... Ale spoko, póki jestem od nikogo niezależna. I oby tak do końca :)
UsuńTwoja sytuacje rozumiem, a umnie jest tak ze bez Ksiecia nic sami nie zrobia, jak tosciowa ma cos do zrobienia to wola Ksiecia, a w domu ma 3 chlopa. Tesc tez tylko czeka na wolne i dopytuje co bedzie robil bo by mu pomogl w czymstam, jak oni zyja jak bez niego to ja nie wiem.
OdpowiedzUsuńOj,mnie też wiele spraw drazni, ale jak to ja ,nie oczekuje zbyt wiele,cjhociaz J. chciałby czasem połechtania po ego i podziekowania.Co mnie ukuło,ze juz kolejny raz pod choinkę nei dostalismy nic,a rodzina partnerow corke i owszem. Tak jakby utarło się,że my to jesteśmy od dawania...
OdpowiedzUsuńAle ciul tam,jak mam to daje,nie mam to nie,już sama siebie strofuję i pilnuję, żeby zbytnio nie wychodzić przed szereg.
Ukłuło!Az mnie po oczach,jak przeczytałam swoj koment,haha.
UsuńMówiłam Ci już dwa,trzy lata jak dobrze pójdzie i będę poznanianką(czką?)to wtedy każdy wkurw będziesz mogła wyładować na mnie😉
OdpowiedzUsuńTy sobie walniesz piwko,ja drina i będzie ok.
Póki co celuję w Grunwald lub Junikowo to się poszlajamy między Dębcem a tamtymi ha ha
Oczywiście, że się poszlajamy :)
Usuń