Kochany Pamiętniczku, a taka głupia...
Zdrowy tryb życia atakuje zewsząd, chyłkiem, ukradkiem i znienacka.
A ja wciąż zapominam o tym wspaniałym kawale:
Stirlitz ukradkiem karmił niemieckie dzieci. Od ukradka dzieci puchły i umierały.
I tak od czytania tych wszystkich pierdół wpadły mi w oko buraki. Że sok z buraków to umarłych z grobu wyciąga. A że lubię, a i nadciśnienie ponoć redukuje, to co sobie będę żałowała.
Wyciągnęłam sokowirówkę, od paru dni sok popijam, a jakże, zadowolona, bo lubię, no i wiecznie będę żyła.
Amen.
Zamiast piwska szklaneczka soku, wzbogaconego, a jakże, a to marcheweczka, a to gruszeczka, a to jabłuszko.
Cót, mjut i ożeszki laskowe.
Ale samopoczucie od dwóch dni do dupy.
A dziś, ojapierdolę, jak mnie zakłuło, tom całą Drogę Mleczną zobaczyła.
A pracuję, jak ten siwy mrówek, z zaparciem, ale herbatkę piję, bo...
Dwa siki dziennie to trochę mało.
A tu jeszcze kłucie.
Wracam do domu, w charakterze konia po westernie, bo znów po godzinach i...
Wrzucam na Googla: skutki uboczne picia soku z buraków, bo mnie olśniło.
I co ja paczę?
Ano, mało, że męczę się z myciem sokowirówki i wynoszeniem wysłodków, to jeszcze sama sobie grobek kopię.
Precz ze zdrowym trybem życia!
Niech żyje mój rozum. I nie czytamy więcej internetów.
Dopóki nie stosuję cudów wianków, ale jem śledzie wtedy, kiedy mam na nie ochotę, a biały ser, kiedy za mną chodzi - nic mi nie jest.
I tego się będziemy trzymać - mój organizm wie najlepiej, czego mi potrzeba, a sok z buraków chodził ze mną raz na ruski rok, a tu cały tydzień go piłam :D
Teraz będę odkręcała wszystko, mając nadzieję, że uratuję nereczki.
Inżynier już w poniedziałek nie wytrzymał i litanię napisał.
Odpisałam grzecznie, ale bez euforii.
To nie jest coś, o czym można korespondować.
A jeszcze po bandzie pojechał, jak Synowa jesienią: zagrał kartą Alienka.
Ona na wieść, że nie jadę do UK też nią zagrała: a Alienek.
Ale...
Nie, to tak nie działa, Alienek to inna bajka i tak, jak ja nie mieszałam chłopców do małżeństwa, tak oni nie będą mnie Alienkiem straszyli.
Facet ze zdjęcia miałby dziś 88. urodziny.
A w pracy wpada do mnie dziś
Ja, z entuzjazmem: o rety, jaki fajny dzień, kominiarz w pracy, będę miała farta.
A kominiarz: Ale jest trzynasty...
A ja na to: nie szkodzi.
Parę chwil później oddaję korektę koleżance i wytykam, merytorycznie, co jak wiadomo, do moich zadań nie należy. Na to ląduje Boss i marmoli: no, no, proszę, proszę, przykłada się pani. A ja na to: ktoś musi :p
I tak mimo ataków kłującego bólu udało mi się dotrzeć do domu, a teraz luz i hasta maniana.
Nie licząc smogu, to żyć, nie umierać, bo
Mimo mrozu. Na dworze minus pięć, a w tramwaju plus trzydzieści, ja w zimowym płaszczu. Wyobraża sobie ktoś chodzenie latem w zimowym płaszczu?
Nic dziwnego, że wszyscy chodzą smarkający i kichający, bo to niezdrowe takie skoki temperatury, a trudno w tramwaju, jadąc dwa przystanki rozbierać się do rosołu.
A propos tego rozbierania, kolega dziś mi uświadomił, że to nie chodzi o rozbieranie się do rosołu (chłopców zawsze rozbierałam, bo jeszcze nie odkryłam sposobu na spieranie rosołu z T-shirtów z bawełny, więc na hasło: rosół lecieli po specjalne, stare rzeczy, że jak kapnęło, to szat nie darłam), ale... O rozbieranie zabitej kury do rosołu. A umarłabym nieświadoma tego :)
Zaszokowani byli w pracy, że nie drę szat i nie marudzę, ale wszystko opóźniło się tak, że... nie miałam chwili wolnej. A w pracy chodzi mi o to, żeby pracować, a nie czekać godzinami na pracę. Jak jest praca, nie marudzę. Nakręca mnie bezczynność i czekanie, aż ludzie wezmą się solidnie do pracy, żebym ja miała co robić.
A ukochani rządzący planują, żeby na etacie nie można było dodatkowo dorabiać, tylko żeby trzeba było zakładać działalność gospodarczą.
Jak im ten posrany pomysł przejdzie, to pogorszy mi się, bo nie będzie kasy, o której chłop nie wie. Nie będzie mi się opłacało z warzywkami się bawić za te parę groszy, jak jednocześnie będę musiała działalność gospodarczą ogarniać. A pracuję tam, gdzie żadna szara strefa nie działa, nie ten poziom. Chociaż?
Olśniło mnie.
Polak potrafi.
Już kiedyś rozmawialiśmy o tym z Kierownikiem Budowy.
I tym optymistycznym akcentem żegnam Cię, Kochany Pamiętniczku, jeszcze obiad na jutro muszę ogarnąć.
Baran i Postman wrócili w domowe pielesza. Szczęśliwie. Ale Murzynka nie przywieźli :P :) Szkoda :D Co będziemy zatem piec?

Swego czasu, jak z anemią w szpitalu leżałam, mama wmuszała we mnie sok z buraków i od tamtej pory na samą myśl mam odruch wymiotny. Buraki lubię.
OdpowiedzUsuńNo właśnie analizując moje padnięcie dowiedziałam się, że to mit i złudzenie apteczne :) Wyrzekała się żaba błota, a sama w nie wlazła. Te wyskakujące zewsząd linki, a że lubię surowiznę, w tym sok z buraków, to nie analizowałam, tylko w netowe pierdoły uwierzyłam. Pora wrócić do mądrych ksiąg, których mam dostatek. Tam są też podawane przeciwwskazania i skutki uboczne. Bo każda rzecz, nawet zioło, może być i lekarstwem, i trucizną.
Usuńaaa i ja miałam przygodę z sokiem z buraków afeeee a i tak potem mi musieli wpuścić krwi od chłopa z czarnymi wąsami ( bo teraz mi rosną )
OdpowiedzUsuńa piec będziecie rogaliki hahaha
Ha, to mi wtedy chyba wpuścili krew od jakiegoś grubasa (grubnę bez opamiętania) ;))))))
UsuńRogaliki? NEVER :) Rogaliki to na grilla i podać do tego ketchup :P
UsuńPatrz, mamo Klary, nie miałam transfuzji, a też grubnę. Pewno ktoś uroki na mnie rzucił, trzeba odczyniać :)
Też mam wąsa, któraś z nas musi zacząć golić, bo jak będziemy się całowały? :)
Murzynka chciałaś piec? Murzynka... a mnie się okazuje, że kakao nie służy na te dorosłe lata :( ... a murzynka zawsze dobrze upiec, choć małą blaszkę :) :) Zaś Murzyna (z imieniem psa mi się kojarzy, jak nic w jakimś filmie musiał pies się tak wabić), Murzyna to inaczej możnaby było wykorzystać, jeśli jednak nie przywieźli... to nie ma nad czym gdybać :)
OdpowiedzUsuńCo do diety, to tez wyznaje tę zasadę, że się je to na co ma się ochotę. Przez lata na sam zapach czosnku zwiewałam, bo nie znosiłam, a obecnie zajadam się w hurcie... a imbir, jeszcze trochę i sam będę wpieprzać na surowo zdaje się.
Całe życie byłam mądra, Demi, ale zaraziłam się netowym szaleństwem, co kawałek jakieś linki wyskakują. W sumie jestem odporna na reklamy, w sensie, że must have jakieś tam pestki czy inne cuda, a już do sikania ze śmiechu doprowadzają mnie cudotwórcy. No ale burak? Uwielbiam buraki i co mi może zrobić poczciwy burak. Nie wyciągnęłam nauczki ze szparagowej lekcji, kiedy żrąc szparagi bez opamiętania, parę lat temu dorobiłam się dzięki temu dny moczanowej :) Do trzech razy sztuka... :) Jednak nic tak życia nie upiększy, jak na starość jeden głębszy :P Witaj w klubie czosnko- i imbiromaniaków. Też jestem fanką, ale tu akurat znam proporcje, bo kiedyś z Inżynierem tak poczosnkowaliśmy wszystko, że kazali mi iść do domu z pracy :) Było lato, a nawet moja skóra jechała czosnkiem :) A z imbirem jestem ostrożna, jako że to nie nasze zioło, więc poczytałam... Człowiek całe życie się uczy.
Usuńnie dosyć, że cały czas się uczy, to jeszcze głupi umiera ... gdyby tak można było kilka żyć przeżyć, ciekawe - jak bardzo głupi byłby człowiek w tym ostatnim życiu lub jak bardzo swej głupoty byłby świadomy? :) :)
Usuń