chwili nie miałam, żeby na chwilę usiąść i coś zanotować.
To był zwariowany czas.
Samolot w miarę punktualnie wylądował i tylko Alienka wyściskałam, dopiaskowe imieninowe graty mu dałam i polecieliśmy na Libelta, gdzie poszło, o dziwo, migusiem.
Okazało się, że oni też się cieszą, że są ze mną. Właśnie ze mną, bez swoich rodzin.
I potem już szło to wolnym walcem, z górki, o tak
Bo znów, jak zawsze, nadawaliśmy na tych falach.
Bezustannie. Do dziś boli mnie szczęka. I nie, nie przyłożyli mi w nią, ale te teksty. Monty Python by się nie powstydził.
W PKO spędziliśmy bite kilka godzin. Bo to najpierw musieli się zrzec książeczki na moją korzyść, a system ni chujenki nie chciał wpuścić ani pana obsługującego, ani jego koleżanki. Jak zwykle: trzy podania, klucz od mieszkania i fotografia pradziadka i prababci, ale po wielu - mimo wszystko przesympatycznych chwilach - wyszliśmy z PKO i jak nic nie rąbnie, we wrześniu książeczka powinna być zlikwidowana.
Jako że chłopcy wstawali o trzeciej w nocy, a już było późne popołudnie, pojechaliśmy do The Mexican, bo ja chciałam...
Moje dzieciaczki kochane :)
Posiłek też zacny, posileni wróciliśmy w domowe pielesze, ale przedtem wlecieliśmy jeszcze do Brovarii na piwko, tradycyjnie.
Wieczór przegadany, prześmiany i...
Spać poszliśmy tylko dlatego, że trzeba było nazajutrz wstać.
Rano dostali wypasione śniadanie, żeby nie było, że matka o nich nie dba, tylko po knajpach przegania i pojechaliśmy likwidować konto Eksa. Okazało się, że najprościej będzie zrzec się na moją korzyść, co też uczynili, ale w tym banku system był przyjaźniejszy. Trafiła nam się przesympatyczna panienka. Powiedziała nam też, czego nie musiała robić, że ktoś reklamował w marcu konto, a to już było dawno po przejęciu przez nas spadku. Gdybyśmy chcieli wgląd do konta, to każdy miesiąc kosztowałby nas 10 zł. Powiedziała, czego nie musiała, że nie warto, bo nigdy nie było tam dużych kwot. Domyślamy się zatem, że było to konto do renty Eksa, a pieniądze za willę wsadzili gdzie indziej. I OK. Zrezygnowaliśmy ze sprawdzania konta, bo w sumie szkoda kasy na nic.
Teraz wiadomo, dlaczego szwagier nie odpowiadał na pisma adwokata, zajęty wyprowadzaniem majątku.
I OK.
Nie ma problemu.
Pojechaliśmy do PZU, Pierworodny odebrał swoją część ubezpieczenia, a jako że nie ma konta w złotówkach, zrzekł się tego na mnie. Już wczoraj wieczorem miałam tę kasę na koncie.
Pojechaliśmy na Stary Rynek, znów do Brovarii, czekaliśmy na Synową i Alienka. Poszliśmy na obiad do knajpy wybranej przez nią.
Osy. Osy. Osy wszędzie. Inżynier mówił, że to do kompotu Pierworodnego tak zapieprzały, ale nie sądzę. Wszyscy walczyli z osami, więc ze względu na bezpieczeństwo Alienka poszliśmy do środka. I... Inżynierowi szóstka poszła. Na pierogu. A nie mówiłam? Od trzech lat proszę, błagam, namawiam, że zamówię mu wizytę u dentysty, ale nie, nie ma czasu i zęby ma OK. Moja dentystka nie odbierała telefonu, więc pojechaliśmy do HELPu, ale okazało się, że nie można ot tak, zaklajstrować. Więc opatrunek i na kawę do Avenidy, jeszcze z Synową i Alienkiem się zobaczyć. Dentystka oddzwoniła i wcisnęła Inżyniera na jutro, ale cudem.
Po kawce do domu i kolejny wieczór z bajki.
Pospaliśmy troszkę dłużej, po czym pojechałam z Pierworodnym na grób Eksa do M. Pomnik był świeżo postawiony, co widać było po nieruszanych od mojej ostatniej wizyty wieńcach, które kamieniarz z boku położył. Nowy wieniec, świeczuszka, paciorek i do domu. Inżynier nie pojechał ze względu na ząb. Okazało się, że w HELPie założyli mu opatrunek byle jak. Pani poprawiła, co dalej, nie wiadomo. Wstępnie wizyta pod koniec września, bo jak będzie konieczne (oby nie było!), leczenie kanałowe, to w UK zbankrutuje...
Życie.
W międzyczasie poleciałam na pocztę, bo...
Mama Klary zrobiła mi superniespodziewajkę i z Bieszczad wysłała do mnie naparstek.
Naparstek doszedł, za co bardzo dziękuję, ale... Przykro mi, strasznie...
Tyle wyciągnęłam ze szpary unijnej. Jak wyciągałam, chłopcy śmiali się, że wąglika dostałam, zanim jeszcze kopertę otworzyłam. Wykrakali. Powiedziałam, że płazem nie popuszczę.
Na poczcie kazali mi iść rzut beretem dalej, do listonoszy.
Poszłam, poprosiłam kierownika.
I sruuu... Że awizo w drzwiach, że reklamowałam i pewno ten naparstek to zemsta listowego. A pani na to, że awiza sądowe mogą nawet nakleić na drzwiach, takie są przepisy. Nie uwierzyłam, powiedziałam, że złożę skargę. Pani spokojnie, że to samo mi odpiszą, podając paragrafy. No cóż. A zmiażdżony naparstek nie musi być winą listowego, mógł się zmiażdżyć gdzieś po drodze, jak rzucali worki. Jako że oba argumenty brzmiały logicznie i rzeczowo, tośmy sobie jeszcze pogawędziły o wyższości starych skrzynek nad szparami unijnymi i po mojej deklaracji, że będę sądy omijała kołem, żeby nie mieć więcej awiz w drzwiach, rozstałyśmy się w pokoju :)
A naparstek spróbuję skleić, tylko muszę klej kupić.
Spakowali się, łupy zabrali i dary i pojechaliśmy. Inżynier do żony i Alienka, zobaczyć się z rodziną teścia, a ja z Pierworodnym na obiad. Inżynier wciągnął zapiekankę na Teatralce, ale my nie mieliśmy na to ochoty. Poszliśmy więc w Jeżyce i mieliśmy pecha. Trafiliśmy na Dąbrowskiego 42, od lat kusił mnie ten szachulcowy budynek. No i Pierworodnemu odpowiadał polski jadłospis, bo indyjskie i inne bajki to ono mają w UK.
Najpierw nagrzało mnie, dosłownie czekanie na obsługę. Kiedy wreszcie kelner się przywlókł, a już mieliśmy wychodzić, obiecał, że kurcgalopkiem. Gówno prawda. Piwo donosił kolejne 20 minut. A ja umierałam z pragnienia. I tylko moja uczciwość nie pozwoliła mi wyjść po zamówieniu, bo ja porządna jestem. Drogo, bo sygnowane podpisem Makłowicza. Cena nieadekwatna do jakości. Pierworodny mówił, że żurek przepyszny. Ale gołąbki dupy nie urwały, co też powiedziałam wprost kelnerowi, jałowe były. I - co mi się nie zdarza - nie dałam złotówki napiwku. Trudno, na przyjemność trzeba sobie zasłużyć.
Mural był ładny tylko :P
Wolnym walcem potoczyliśmy się na Ławicę, gdzie poczekałam na Inżyniera i pożegnałam ich w pośpiechu, bo na poczcie czekały na mnie hurtem warzywka.
Dolecieli.
Jak los pozwoli, będziemy się widzieć niedługo.
Dziś ogarniałam kuwetę, bo to i pościel, póki pogoda sprzyja, i tu plamka, tam plamka, no co :)
Nie jestem perfekcyjną panią domu, ale...
Porzundek (mój) zaś ale musi być.
Dziękuję, życie, za te darowane chwile.
I aż trudno mi uwierzyć, że oni też takich potrzebują :)
Akademia Rolnicza zrobiła mi piękny surprise. Ojapierdolę :0
A teraz
Ale to juterko. I napisali, że tak tęsknią, że jak mogę, to proszą, żebym przyszła wcześniej, niż zamierzałam :)
Co wszystkich tak na mnie pogięło? :)
A szwagierka z Niemiec, gdy posłałam jej zdjęcie grobu, napisała, że szwagier lecząc szwagierkę, robiącą za gońca między nami, o mało jej na drugi świat nie wyprawił. Jako że ona też lekarka, to sądzę, że wie, co mówi.
No nic. Dlatego trzymam się od nich z daleka. Nie mam parcia, ale... lubię życie :D
I tak sucho mam w mieszkaniu, że nowa (od remontu) szafa mi się rozsycha! A ma dopiero 5 lat. A szafa z domu, prawie taka stara jak ja, wciąż stoi i animrumra.
Ojapierdolę :)
Dziś są urodziny Eksa. Miałby 68 lat. Młodo zmarł.
A ja codziennie zaglądałam i zastanawiałam się gdzie się podziałaś :))) a tu taki fajny czas dla Was :))
OdpowiedzUsuńW sumie fajny, bo wszystko zamknięte. Taką mam nadzieję :)
UsuńWarto bylo czekac na wpis, ciesze sie razem z Toba.
OdpowiedzUsuńMiło, Jolu :) Thx :)
UsuńTo juz wszystko za toba, czy jeszcze cos do zalatwienia zostalo?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Mam nadzieję, że to wszystko. Jedyne, co może wyskoczyć, to jakieś długi, ale odpukać, mam nadzieję, że nic takiego nie ma. Po moim bracie długi wyskoczyły po 10 latach, chociaż nie przejmowałam spadku i kosztowały mnie dużo zdrowia i pieniędzy. zanim to odkręciłam. Serdeczności :)
UsuńPrzykro mi, że naparstek rozbity! Myślę, że jeszcze pojadę w Bieszczady, to przywiozę Ci drugi:) Naparstki już zawsze będą kojarzyły mi się z Tobą.
OdpowiedzUsuńCudny czas z chłopakami!
Mamo Klary, jestem niepocieszona, że zadałaś sobie tyle trudu, a tu taki klops. Jeszcze raz dziękuję i widzę, że miło Ci się kojarzę :) Cudny, a jeszcze piękniejszy, gdy się wynieśli :P
Usuńfajnie, że wszystko super :)
OdpowiedzUsuńimbirella
THX, Imbi :)
UsuńPiękny czas, super, że wszystko udało się załatwić! U nas problem, bo szwagier u siebie i ma nowy problem zdrowotny, nie wiem co to bedzie .
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki, żeby i u Was się poukładało.
UsuńZwariowany czas, ale odwalilas kupe dobrej roboty i to jest bardzo wazne.
OdpowiedzUsuńIstne wariatkowo, ale czasem tak bywa.
UsuńTakie wspólne chwile zostają w człowieku na zawsze,mimo,że trzeba było tyle spraw załatwić,ale przecież też ważne jest żebyś miała spokojna głowę.
OdpowiedzUsuńNam ten ostatni wyjazd też bardzo dobrze zrobił,bo ostatnio dużo znowu złego się wydarzyło,A dzięki tym chwilom jakoś tak z nowymi siłami podchodzimy i do tego co się ciągle pierniczy i do budowy.
Do tego wszystkiego doszły jeszcze chwile i wzruszenia i zaskoczenia,bo dziewczyna syna powiedziała mi tak miłe słowa,że normalnie mnie zatkalo
Cieszę się Twoimi radościami, Lilijko i życzę jak najmniej zmartwień :)
Usuń