Kochany Pamiętniczku, zostawiając mi, znaczy się, Inżynier w spadku zostawił, wirusa, pieczołowicie wypasionego na paracetamolu. Pił z jednej butelki ze mną w mieście, ale zlekceważyłam to i już w piątek wirus się zemścił.
W pracy (bo warzywkowałam) nagle zrobiło mi się przeraźliwie zimno od środka i od razu wiedziałam, że koniec bliski.
Pobieżyłam więc w te pędy w domowe pielesza i naszpikowałam się tym, co znalazłam.
Ale wirus miał to w dupie i w sobotę potarabaniłam się do apteki.
Na widok takiej kupki nieszczęścia, pani dała mi nawet syrop z kodeiną, nie bacząc, że wpędzi SJ w nałóg.
Niestety, mimo szpikowania się tym tu, powiedziałam Synowej, że nie przyjdę na randkę z Alienkiem do starego ZOO. Alienek dopiero co chorował, ona w ciąży i też pokasływała, a ja grałam taki koncert płucny, że nieboszczyk Chopin z zazdrości w grobie się przewracał...
W poniedziałek nawet nadziei nie było.
Więc we wtorek ruszyłam do przychodni, no i tradycyjnie, cały dzień w plecy, bo pani doktor przyjmie dopiero po południu, a i to łaskawie, bo komplet ma.
Po południu w przychodni ani śladu tego kompletu. Pani doktor, nic jej nie ujmując, siksa po studiach. Osłuchała i sruuu do telefonika, jakąś apkę tam miała. Nawet nie wiem, co mi dolega, usłyszałam tylko, że płuca czyste. W uszach drapie mnie tak, że zrezygnowałam ze słuchawek. A gardło napierdala, jakby cała bandaa krasnoludków szorowała je papierem ściernym, żeby je wygładzić.
Z apteki wyszłam biedniejsza o prawie 200 zł, nie licząc kolekcji z górnego zdjęcia, ale za to bogatsza o
zestaw ratunkowy. Pomyślałam, że szlag trafi wirusy od razu i w krotkich abcugach wykitują, nie wiedząc nawet, jak bardzo się myliłam.
To nie są lekarstwa. Dopiero w domu ogarnęłam tę kuwetę. To są, kurwa, suplementy diety i pomagają tak, jak umarłemu kadzidło. Nie ma żadnej poprawy, a w dziś w nocy, o trzeciej, zdesperowana wypluwaniem kolejnej tony z płuc, poszłam do kuchni i przeprosiłam się z polopiryną i pectosolem. Zasnęłam po tym i spałam do rana, aczkolwiek po przebudzeniu nie tylko Chopin był na mnie wkurwiony, ale i Ludwik Waryński, który jak wiadomo na płuca w więzieniu zszedł.
Kurwa.
W przychodni co idę, a chodzę rzadko, ale recepty odnawiam, za każdym razem jest inny lekarz.
Młode toto, ja też młoda, ogarniam wszystkie wynalazki na tip-top, ale jeżeli lekarz ma w telefonie apkę do leków, to na chuja mi lekarz? Też sobie apkę zainstaluję, tyle że recept nie mogę wypisywać.
Nie chorowałam od tak dawna, że nie mam żadnej orientacji w świecie lekarskim ani na NFZ, ani prywatnie. Poszłabym prywatnie, może by mnie ktoś poważnie potraktował. Na razie kaszlę, cyrk był i strasznie było mi głupio, jak w galeryjnym barze kupowałam obiad na wynos, a de volaille dochodziły i dostałam w tym czasie ataku dławiącego kaszlu, a woda mineralna była na dnie wózka, przysypana toną zakupów, bo UWAGA! POZOR! ACHTUNG! WNIMANIJE! moja Synowa oszalała i zbieramy naklejki na Słodziaki. Bo to zwierzątka są. I nie dociera do niej, że lepiej kupić to gówno za 50 zł, jak zbierać naklejki. Zbiera dziadek, więc zbieram i ja. Zjadłam cukierka, bo to na wierzchu było i o mało do rygi nie pojechałam. KURWA.
A w Biedronie koło kas stada zombie. Zombie żebrzących o naklejki. Bierze pani naklejki? Biorę, nawet kartę sobie wyrobiłam Biedronki, bo za to jest jedna naklejka. I dokupiłam przy kasie słodyczy, czego nigdy nie robię, bo dzięki tym pięciu złotym miałam dodatkowe trzy naklejki. Zwariowałam na stare lata.
Po wyjściu z domu okazało się, że straciłam głos. Nie wiedziałam tego, bo tylko w niedzielę rano rozmawiałam z Inżynierem, a potem u lekarza PRZED zażyciem leków jeszcze głos miałam.
Teraz już tylko na migi, zakupy robiłam na migi, ale że znana jestem jako stara wariatka, to się niczemu nie dziwili.
Listowy był, jeżu kolczasty, jaki nieprzyjemny typ teraz nas obsługuje, że ojapierdolę. Znów polecony za potwierdzeniem, wreszcie wyliczyli mi ten podatek, o który się tak martwiłam, całe 25 zł. Więc sprawy mieszkaniowe wyprostowane, a o to chodziło.
Do banku poszłam w niedzielę przypadkowo i od razu z niego wyskoczyłam. Myślałam, że włamałam się do cudzego banku, a tam niespodziewajka. Już od czwartku leżała tam kasa i z banku, i z książeczki. A mówili, że z miesiąc potrwa.
Zaraz porozsyłałam wg dyspozycji i właściwie sprawy spadkowe zapięte na ostatni guzik, taką mam nadzieję, że nic nie wyskoczy.
Pisałam z informacją do szwagierki, która wyniosła się z córką w Bieszczady czy w inne Beskidy, nie wiem, to na B i to na B :) Odpisała, że szwagier już i tak stracił szacunek u wszystkich, więc dobrze, że się nie pieniaczymy, bo szkoda i zdrowia, i pieniędzy. Zaś jej mąż od lat miał jakiegoś guza na mózgu i teraz traci kontakt z rzeczywistością, rozmawia z widmami i z umarlakami. Smutne, ale co poradzić. Każdy ma swoje piekło.
A ja w ramach dopieszczania wzbogaciłam się dziś o
Dlatego wyszłam z domu, bo musiałam to odebrać, a i w aptece czekała druga porcja leku, zamówiona, więc... Głupia ja, wiem, ale cóż :)
Dobrze, że jeszcze mam wolne, może się wykuruję. Może chociaż bez przytulasków zobaczę się z Alienkiem.
Alienek na bank będzie miał siostrzyczkę. Kalafiorkówna nam rośnie powoli :)
Bo inaczej i Słowacki dołączy do grona wkurwionej konkurencji, a to już będzie nieciekawe :D
A teraz na fachowców od prądu czekam, Będą badać komisyjnie, czy jak wsadzę drut albo widelec w kontakt, to mnie tylko popieści, czy od razu do Abrahama na piwo pośle. Trzymajcie kciuki mocno :)
I do Barana dzwoniłam, że chuj bombki strzelił i świąt nie będzie, w sensie, że jak nic nie trzaśnie, to będą. Powinien się zmartwić, włosy z głowy rwać, ale gdzie tam. Olał to. Taki skunks. Bo ten chuj jednak strzelił, a teraz może odstrzelić i nic nie wiadomo, a wszystko zależy od Kalafiorkówny skubanej :)
Zdrowiej :))
OdpowiedzUsuńto będzie komplet :)) wnucząt znaczy :))
Rozmnażają się chyba przez paczkowanie :) Dziękuję. Nie ukrywam, że mam obawy, bo... Ale na razie nie piszę scenariuszy. Żadne pieniądze nie gwarantują nic.
UsuńJa na takie dziwne przeziębienia polecam sól emską,a na kaszel acc optima.
OdpowiedzUsuńDobry jest syrop z sosny,który sama robię od paru lat(chociaż w tym roku nie dałam rady😕)I syrop z kwiatów czarnego bzu.Do jednego i drugiego można dac kropelkę spirytusu.Sadze jednak,że niestety przy takim rozwiniętym paskudztwie jednak silniejsze już rzeczy trzeba wziąć.
Zdrowiej szybko
Poczytałam, next time. Za późno. Po prostu zapisano mi leki od Sasa do Lasa i dupa :) Nie chorowałam ponad 20 lat, więc zapomniałam o tych dobrych wynalazkach, jak sól emska. Nie warto chodzić do lekarzy, mają nasrane jednak. Znaczy się, ci młodzi...
Usuńno ja wczoraj przeczytałam tą notkę w tak zwanym międzyczasie
OdpowiedzUsuńnie napisałam komcia i
dziś obudziłam się z łbem jak dynia , nosem jak kalafior i szczekam
także ten
zaraz idę do piwnicy po sok z kwiatów bzu < dostałam od kuzynki > , miodek , cytryna i inne takie bo nie mogę doprowadzić do rozwinięcia
zdrowia życzę
Mądra z Ciebie kobieta, a ja zgłupłam. Straciłam kasę i straszę w okolicy, zanosząc się kaszlem prowadzącym prawie do rzygania :)
UsuńNapisałam komentarz ale poooszedł w kosmos. Mąż czyścił mi komputer i nie mogłam opublikować:)
OdpowiedzUsuńWięc po raz drugi piszę ale już w skrócie ;)
Ja z mężem przez klimatyzację samochodową chorowaliśmy prawie dwa miesiące / kaszel i katar /. Sami się leczyliśmy , bo jak poszłam do lekarza to lekarz stwierdził że skoro żyję bo oddycham to po siedmiu dniach katar przejdzie.Żadnego badania, nawet ciśnienia nie zbadał, żadnego skierowania do laboratorium.Wyszłam z gabinetu trzasnąwszy drzwiami. Olał moje siwe włosy i pesel.
Kaszel nie dawał spać nam i sąsiadom jak pisałam przez dwa miesiące. A w przychodni nie ma do kogo złożyć skargę.Zresztą szkoda zdrowia na utarczki ze służbą zdrowia, to był TYLKO kaszel i katar.
to byłam ja Babcia Ania :)
Ta. tylko kaszel i katar. Częściowo winny Inżynier, częściowo klima w pracy (aczkolwiek systematycznie czyszczona, ale właśnie. Lekarz.Zgadzam się z Tobą. Dodaj do tego mój słuch i od razu wychodzę na idiotkę bez PESELU :) Nadającą się do utylizacji. Witaj w klubie :P
UsuńLatem byc chorym, o mamuniuu. Szybkiego ozdrowienia życzę !
OdpowiedzUsuńLato nie ma nic do rzeczy. Latem łatwiej to przeżyć, bo nie trzeba zdychać pod toną lumpów. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności, po prostu :) Thank you :) Staram się najlepiej jak mogę :P
Usuń