piątek, 3 sierpnia 2018

Staram się

Kochany Pamiętniczku, ze wszystkich sił się staram.
Trzymać fason. Nie dać się. Nie zwracać uwagi na pojebańców.
Ale tak się nie da.
Dziś w redakcji zaatakował mnie, no może nie dosłownie, ale majestatycznie i z wielką emfazą zwrócił mi uwagę na literówkę w JEGO artykule szef działu internetowego.
Podkreślił, że ja się czepiam, jak na stronie internetowej są błędy, a tu sama puściłam.
Ojapierdolę.
Nie czepiałam się, po prostu powiedziałam, że jest brzydki błąd na stronie i trzeba go poprawić, że nie mam dojścia do panelu administracyjnego. W tytule był.
Czyli dobry uczynek został ukarany.
Gdybym chciała poprawiać wszystkie błędy na stronie internetowej, miałabym dodatkowy etat. Facet w papierowej gazecie pisze raz na ruski rok, w ostatniej chwili.
Nie ma wydruku, nie wiadomo, czy to moja wina. Ale niech mi będzie.
A zresztą lata mi to wkoło dupy. Tyle że nie kalafiorem, a dlaczego, wyjaśnię później.
Mam nauczkę, nie pomagać.
Strony internetowej nie mam w zakresie pracy.
Jak i dodatku budowlanego, który odkryłam przypadkowo. Około 50 stron, znaczy się, dla mnie dodatkowe 100.
Minął tydzień mojej pracy, a ja mam może z 10 stron z ponad 200. I to po pierwszej, nie po drugiej korekcie.
W pracy pustki.
Wszyscy na urlopach.
Więc ja będę silna, zwarta gotowa, na zrobienie 400 stron w cztery dni :P
No i literówka, skaranie boskie i jak tak można.
Kocham swój zawód i jednocześnie go nienawidzę. Po tylu latach powinnam mieć wyjebane.
I mam.
Ale i tak przeżywam, jak mrówka okres za każdym razem.
Jedyne, co mnie trzyma przy życiu to fakt, że nie puściłam nigdy błędu ortograficznego :)
Szczęściara ze mnie, co nie?
Bo koleżance w tytule poszła "sfastyka". I nikt kurde, nie zauważył, oprócz mnie, ale ja nie z tych, co latają kablować. Obśmiałam się wtedy jak norka. Moja była szefowa, włascicielka firmy, polonistka nota bene (nota bene piszemy po łacinie jako dwa słowa, wersja polska jest notabene, tak, tak zwykły zjadacz chleba tego nie wie) odesłała mi kiedyś tekst na wydruku, zakreślony i z napisem "inną trzcionką". Zaś kierownik z Auschwitz w ramach rozgrywek personalnych też podesłał mi tekst z napisem: proszę jeszcze raz przeczytać artykół. Chyba gdzieś mam nawet ten karteluszek :) Nie było wtedy telefonów, bo sfociłabym.
Ale atmosfera nieciekawa, bo wszyscy nabuntowani, że jak niewolnicy.... A spuszczę zasłonę milczenia, bo chuj wie, kto to czyta.
Ale polemizowałabym z tym niewolnictwem.
Perspektywa niewolnictwa przez "Chatę wuja Toma" jest nieco wypaczona.
Bo... Niewolnik kosztował pana duże pieniądze, więc poza przypadkami, kiedy panu szajba odbiła, niewolnik miał gdzie mieszkać, co jeść, opiekę lekarską miał, rachunkami nie musiał sobie głowy zawracać.
Wiem, wiem, obrazoburcze to, co piszę. Nie miał wolności.
Ale życie nauczyło mnie, że nie ma wolności od, jest tylko wolność do.
Wolność wyboru.
Mogę więc wybrać, czy mam wyjebane i nie będzie mi dane, wyląduję, nie płacąc rachunków, zbierając puszki na śmietnikach, czy mam dalej zapierdalać w tym kółku.
Też mi wolność.
Z rzeczy przyjemniejszych. Chyba będę miała drugą wnuczkę. Kalafiorek (bo tym razem mamy Kalafiorka, nie Alienka) jeżeli ma siusiaka, skrzętnie go ukrywa, więc wstępna diagnoza: Kalafiorkówna nam rośnie. I oby zdrowa była i oby jej jakiegoś głupiego imienia nie dali, bo że mnie nawet nie zapytają, to mam jak w banku :P  Chociaż do Alienka się przyzwyczaiłam i nawet gdyby mu zmienili imię, pozostałby Alienkiem. Bo Alienek jest tylko jeden, tak jak Papryczek i Mała Wiedźminka najukochańsza.  Next skan za jakieś dwa tygodnie w PL. Może coś wykaże.

Rozleniwiona upałem olałam dzień gospodarczy. Będzie jutro. A ja mam wieczór z My Shadow, Radiem Pogoda i...
Nevermind :P
Coraz częściej wszystko jest nevermind (uwielbiam to słówko).
Nawet ja dla mnie.

C'est la vie :)


8 komentarzy:

  1. Taki charakter,niby się ma w odwłoku a jednak gniecie:) Masz rację z tą wolnością,niewolnictwo w zakamuflowanej,nowoczesnej współczesnej formie ma się bardzo dobrze .
    Z racji linienie po oparzeniu nie bardzo mogę coś robić na zewnątrz, wyjść z domu tez nie, upał,słonce od rana do nocy,sucho, bo zero deszczu, okropność. Niedługo nie bede maila co oglądać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Alienek bedziem ail siostrzyczkę znaczy się.No rozwojowa rodzinka, niech się szczęsci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :) Zanosi się na siostrzyczkę, niech będzie, co ma być. Zdrowe i rozchuliganione, jak cała reszta :)

      Usuń
  3. Jędzo,Ty to jesteś na prawdę dobry człowiek i nie wypisuj mi tu zaraz,że nie... powyzywasz,powyklinasz A potem wszystko zrobisz na tip top.
    I gratulacje na kolejne dziecko w rodzinie,nie ważne co będzie,ważne by zdrowe było.Fakt,że czasami niektórzy wymyślają te imiona,że nie wiadomo czy to dziecko czy pies czy kot póki się nie widzi że jednak dziecko😉
    Mam znajome Lamię i Gizelę🤗 A ich bracia to Tyber i Flokar
    Ja prdl, że tak powiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AAAAAAAAA, faktycznie ,troszku dziwacznie;)))))

      Usuń
    2. No moi aż tak nie dziwaczą, aczkolwiek mam trochę żalu, ze ani jedni, ani drudzy nawet mnie nie zapytali w tej kwestii. No ale muszę z tym żyć, w końcu to nie moje dzieci. Ja je i tak przezywam, jak mi się podoba :D
      I nie, nie jestem dobra, tylko się dobrze maskuję i stwarzam pozory ;)

      Usuń
  4. akurat się nie przejmujesz!
    Real mnie dopadł i dopiero wczoraj zauważyłam, ze jesteś znowu;D
    Baaaardzo się cieszę:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że się cieszysz :) Nie przejmuję. Wkurw mnie ogarnia :)

      Usuń