wtorek, 9 kwietnia 2019

Ja pierdolę

to przedszkole, i bławatki, i kąkole, Kochany Pamiętniczku.

Ta technika mnie kiedyś wykończy. Po głębokim namyśle doszłam do wniosku, że i tak za mało sobie zawinszowałam. Co z tego, że pracowałam po dwie godziny dziennie, jak umowa była, że dostaję wszystko hurtem. Cały tydzień w pizdu, bo przed południem za mało czasu, żeby coś ogarnąć, potem godzina na dojazd i godzina na powrót i dnia nie ma. Co z tego, że mniej tekstu, jak więcej czasu tracę? A jeszcze w tak zwanym międzyczasie tu broszurka, tam sranie w banie. Miałam mieć wolne od ubiegłej środy, a zleciało jak zleciało. Wczoraj zamykanie na bank.
Na bank skończyło się, że o 16 się ewakuowałam, bo "się pisało". I do 21 kwitłam przed kompem, dostałam tylko jeden tekst. O 21 piszę emilki i cisza. Wkurwiona na maksa piszę SMS, dostaję odpowiedź: stwierdziliśmy, że nie zrobimy dzisiaj...
No, kurwa, to o godzinie, o której to stwierdzili należało mnie o tym fakcie poinformować, co nie?
A zapowiedziałam wczoraj, że dziś będę po południu, bo tak. Bo tak, bo nic nie mogę ogarnąć.
Od kilku dni śnił mi się Eks i rozpadający się mój dom rodzinny, ten z R.
Nie były to złe sny, ale męczące.
Wiedziałam, że czeka.
Tak, kurde, kto wierzy w gusła, temu dupa uschła.
Więc przeanalizowałam wszystkie możliwe opcje i bladym świtem z wózeczkiem ruszyłam do M.  Po 10 minutach w autobusie dostaję SMS (parę minut po 9): dzień dobry! Pobudka, ruszyliśmy z pracą. Odpisałam grzecznie, jak nie ja, że nie mam komputera i że będę po 12, jak będę. Tak jak mówiłam, ale pewno znów nikt nie słuchał. No bo to tylko ja kłapałam paszczą, co tam...


A w M. obraz nędzy i rozpaczy na mnie czekał.
Nosz, kurwa.


Sęk w tym, że leży tam dziadek Eksa, jego ojciec i on. Dziadek był powstańcem wielkopolskim, a M. szanuje ich do dziś. Te białe cuda, w liczbie trzech to chyba od tej wiary. To plastikowe pudełka, wypełnione gipsem, ciężkie jak diabli, nie wytrzymał ich żaden worek, niosłam je w rękach, a w kieszeniach moich łachów zbierał się gips, co odkryłam dopiero wróciwszy do pracy :| Oprócz tego do wywalenia były trzy wieńce, pięć donic z zaschłymi na amen wrzosami i z dziesięć zniczy, w tym jeden od kiboli Lecha. donice i znicze stały jeszcze za grobem, tego fotka nie ogarnęła :D
Ojaciepierdolę.
Obracałam trzy razy, a do śmietnika kawał drogi, a nie miałam zbyt wiele czasu, bo autobus raz na godzinę...
Więc mimo zimna spociłam się, jak siwa mysz kościelna.
Nie wiem, kto tego zawsze tam natacha. Nie jeździłam na ten grób, bo Eks ojca nienawidził i nigdy tam nie chciał jechać, ja sama teścia widziałam może ze 3 razy w życiu i to jak się sam do nas wprosił, na ślub nie zapraszaliśmy, kontakty zerowe. Dziadek nienawidził swojego zięcia serdecznie. I vice versa - pogrzebanie dziadka pod płotem, nad czym bolała teściowa (bo to był jej ojciec) to była w rodzinie obelga, ale nigdy nie było kasy na przeniesienie grobu. Gdy mój teść zmarł, chowała go nie teściowa, ale ten szwagier, co mnie tak pięknie kocha. Jako że teść zostawił grubą kasę, postawili porządny pomnik. No a Eksa pochowali tam "po kosztach", jak podsumował Inżynier - było miejsce, był pomnik, tylko litery dorobili. No właśnie - litery. Mosiężne, kurwa, na bogato. Wyczyszczenie tej płyty i tych liter to syzyfowa praca, a ja czasu dużo nie miałam.
I tak na kupie leżą trzy w sumie obce sobie osoby, nienawidzące się, a ja to ogarniam, bo mi się, kurwa, Eks śni...
Lakier czerwony, kurewski kupiłam i pomazałam wieniec, mam stamtąd smutne doświadczenia. I wieczny znicz kupiłam, ma się palić 118 dni. Też go pobazgrałam lakierem :D
A tak


Prawda, że porządnie i estetycznie, a nie tona śmieci. Jak teraz ktoś dostawi coś, a nie sprzątnie starego, to zajebię. Pytanie tylko - kogo? Może przyjeżdżać dalsza rodzina Ludwika, bo jakaś tam była, w M. mieszkała też siostra mojego teścia (już nie żyje, ale pewno jacyś potomkowie tam są. A teść w sądzie pod przysięgą zeznawał, że nie ma żadnego żyjącego rodzeństwa, a jego siostra pod sądem w maluchu czekała, chodziło o mienie zabużańskie, tak to była i jest WSPANIAŁA rodzina).

Lecąc na autobus trochę oddechu złapałam i oczy napasłam, bo




Wiosna szalała, mimo że było dziś pieruńsko zimno :)

I jazda przez Puszczykowo była jak w bajce, co druga posesja tonęła w bieli albo różu. Kwitnie wszystko jak oszalałe, a gdzieniegdzie resztki forsycji błyszczą jak złoto :)

A potem szybki sik i do pracy.
Od progu okazało się, że szukała mnie cała redakcja, nagle, na gwałt, że Boss o mnie 5 razy pytał. Że ojapierdolę, jak siedzę i gram to nie jestem nikomu potrzebna, a nagle ludzie beze mnie żyć nie mogą.
Od Bossa list, korekcę błyskawicznie.
Otwieram pocztę i WTF?
Emilek: jest pani w redakcji już? Dwie minuty przed moim wejściem wysłany.
Odpisuję, że jestem.
Kolejny z prośbą o skorekcenie tekstu, który skorekciłam wczoraj wieczorem w PDF, więc uprzejmie odpisuję, że proszę o wydruk do II korekty...
Kolejny, kolejny, ufff...
I nikogo ani wydruku nie ma.
Lezę zatem i co ja paczę?
Panowie sobie, kurwa, tort wcinają, a nikt emilków nie odbiera.
Na mój widok się poderwali.

Gość najwięcej zalegający nawet NIE ODEBRAŁ wczorajszego emilka i teraz ja muszę czekać aż no poprawki naniesie. Był zdziwiony, że zrobiłam. Bo ja, kurwa, jak mówię, że zrobię z domu, to zrobię, choćby siekiery z nieba leciały, nawet jak nie mam neta, to pętlę z telefonu zrobię i pracuję. Tylko zaczynam się zastanawiać, po co?
Siedzą od 9 i nikt do 13 nic nie zrobił?
Zapomniał. (Nie czyta emilków, bo dużo na pocztę przychodzi. WTF? Ja czytam każdego! Spam i niepotrzebne od razu wypieprzam, a na te z zadaniami po wykonaniu go zaraz odpisuję i to nie, że witam, pozdrawiam, salut i bienvenue, ale piszę gotowe bez żadnych grzeczności jeżeli robię tekst w programie graficznym, jeśli w Wordzie to załącznik i ślę odpowiedź bez podpisu i wrzucam do folderu zrobione. I nic mi nie ginie, kurwa. Nawet proszę nie odpisuję. Inżynier mnie ochrzanił, że mam sobie szablon ustawić, ale po co mi szablon? Odpisuję na przychodzącym i nic się nie kićka.)
Kurwa, on ma 30 parę lat i zapomina?
To niech sobie na karteczce pisze.
Mało, że roboty nie robi na czas, doktor jebany, który w tym numerze posiał trzy ortografy. Ze swojej dziedziny, żeby nie było. Traktożysta, ogómienie, użądzenie. Każdy jebany program mu to podkreśli.
Muszę kląć, nie da się inaczej. To nawet w podstawówce wstyd i hańba i żadna dysleksja tego nie tłumaczy, bo nie pisze ręcznie.
Ale zamknęłam mordę, bo dzięki temu mam na sól do śledzia.
Wracam na swoje podwórko, list od Bossa, bo dał do korekty nie ten list, co trzeba.
Przeprasza, gdy oddaję, a ja na to słodko: drobiazg.
Bo to drobiazg był.
Ale drobiazgiem nie jest, że po świętach, zamiast leżeć i pachnieć, będę zapieprzała, bo...
Znowu jest event.
Tak, kurwa, event.
No i kolejna publikacja, ma napisać 17 osób, a dotąd nadesłała jedna i tralalalalalalalalalalala. BUM :)
A zastrajkować, jak nauczyciele nie mogę, bo jestem jedna.
A jednostka zerem, jednostka bzdurą, sama nie ruszy pięciocalowej kłody, choćby i wielką była figurą...
Kurde, jakie badziewne komunistyczne wiersze do dziś pamiętam...

Ale mniejsza z większym.
Umarlaki ogarnięte w całości, mam nadzieję, że teściowa mi się nie zacznie śnić, leży na Miłostowie. Ma jeszcze czworo żyjących dzieci. I wnuki, tu w PL.
Chrzanić to.


I tym pięknym sposobem zostały mi tylko okna, ale to ogarnę w weekend.
Do przyszłego czwartku pracuję, więc potem ogarnę resztę kuwety i na całe szczęście będę sama :)
I o tym marzę :P

4 komentarze:

  1. Kotos to tam jednak stawia.Przypuszczam,ze następnym razem jak pojedziesz,to znów bedzie zawalone,bo przeciez za skromnie jest i kto to widział żeby tak. Pomnik rodziny M.czyli dziadka ,tescia,tesciowej i szwagra jest paskudny,duzy,dodatkowo po bokach dwa rownie paskudne wazony i z brzegu okragła misa ,Wszystko na ament przytwierdzone,i jest ławeczka z szafką, w ostatnim m miesiacu zycia szwagier zamówil i przywiózl osobiscie skądeś tam, takie to wazne było... No itrzeba teraz w tym rzeźbic, zeby wazony puste nie stały. Jeszcze nas czeka zamowienie wykonania napisu. Snia mi się , chyba siedzi we mnie to mocno,chociaz wydaje sie,ze nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie jest wkurwiające, nieprawdaż? Że zostaje to wszystko na głowie tych, którzy żyją,zwłaszcza tych, którzy powinni mieć na wszystko wyjebane, a nie mają. Nie potrafią. Jak ja Ciebie doskonale rozumiem, Doro. I te sny, wiem, o czym mówisz. Nie spływa nic po człowieku, jak po gęsi,choćby się,kurde, nie wiem jak starał. Może jesteś jakąś moją zamienioną siostrą?

      Usuń
  2. Najwazniejsze, ze jak sobie kuwete wysprzatasz to zadne kotecki ci futra nie naniosa :) W ogole nie wiem jak wytrzymalas te posilki z sierscia - mnie dlawilo od samego czytania 😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie kotki stałyby na baczność i grzecznie pytały, czy mogą gdziekolwiek wskoczyć. Ponieważ nie męczę zwierząt, nie mam kotków :) Wytrzymałam, dla Inżyniera. I dla Alienka. Miłość ci wszystko wybaczy. Oczami duszy widziałam wtedy siebie siedzącą na plaży pod palmą, a wokoło były tylko żółwie... Te jak wiadomo, bezwłose są. I sączyłam martini z oliwką i palemką :P Pomagało :P

      Usuń