wszystko było moje i świeże, ale coś mi zaszkodziło, Kochany Pamiętniczku. I nie, że się obżerałam, nie. Już dawno nie czułam się tak podle, ale dietka, ziółka i już jest lepiej.
Obwiniam krem z ciast, więc na przyszłość kupię sobie herbatniki i będzie git majonez.
Bez bólu wyrzuciłam to, co się uchowało, bo lepiej trochę wyrzucić, jak mieć sensacje.
Piździ gorzej niż zimą, aż z obawą patrze, czy mi badylków nie powyrywa. I mają padać kolorowe deszcze z piaskiem z Sahary.
Jednak klimat wariuje w oczach, trudno, tego nie przerosnę i nie zmienię.
I tak jak kiedyś śmiałam się z podtykanych mi pod nos przez teściową przepowiedni, tak teraz czasami ogarnia mnie przerażenie.
No ale są rzeczy, na które nie mam wpływu, więc trudno.
Są jednak rzeczy, na które wpływ mam i...
Po dzisiejszej rozmowie z panią K. od warzywek, po wysłuchaniu słowotoków żalu, po przeczytaniu notki u Dory, stwierdzam jednak, że jestem panią swojego świata.
Pojechałam do Inżyniera, bo poprosili, i nie, że to było wielkie poświęcenie z mojej strony, uważam, że po prostu postąpiłam po ludzku. Nie ustąpiłabym w kwestii wyjazdu, gdyby chodziło tylko o sam fakt spędzania świąt.
I nikt mi nie mówi, jaka to jestem zła, bo nie zajmuję się domem, tylko pracą.
Zabiłabym, gdyby mi ktoś taki zarzut postawił.
Pracuję, bo podpisałam umowę o pracę i sumienie nakazuje mi wykonywać ją jak najlepiej potrafię. I nie ma to nic wspólnego z tym, że inni nie robią. To kwestia sumienia innych, ja nie chcę pluć na lusterko myjąc zęby.
A tak właśnie powinnam zrobić ze świnkami...
Ale w dupie to mam, w sumie nie zajęło mi to więcej, niż gdybym wykonywała tylko moją działkę.
Plus tego taki, że jak nie będzie chciało mi się leźć, to sobie zażyczę w PDF.
A za tydzień może znów długie wolne, może, bo nie wiadomo co świnie wywiną, więc zaplanować cokolwiek strach, a potem ten ślub i noc z Kalafiorkówną, co mnie naprawdę przeraża.
Ale to dopiero za prawie 3 tygodnie, więc co się będę na zapas zamartwiała.
I niespodziewajka, bo Synowa No1 znów w maju będzie w Koziołkowie, bo... dziecko kuzynki ma komunię. Co mam rzec, pieniędzy na latanie nie mają, pewno znów Pierworodny nie poleci. W maju bilety drogie jak cholera, a ja mam cały maj pracowy, bo już sprawdzałam harmonogram. Więc nie, nawet jak mi się zwalą, to będą sobie sami kupowali jedzenie i gotowali, bo ja im pieniędzy do ręki nie dam, czasu nie będę miała ani ochoty. Początek maja mam zajęty przez ten ślub, o czym wiedziałam już rok temu. Inżynierostwo w tym bajzlu znajdą dla mnie moment, to już uzgodnione. Ale tamci mi nawet nie podali terminu. A to jest moje życie i pracuję. Nawet jeżeli to jest jakiś chrześniak Synowej, powinna wysłać kasę, a nie srać wyżej, jak dupę ma. I nie, nie zaglądam nikomu do portfela, ich sytuacja jest opłakana i takie sranie w banie zupełnie nie na miejscu. W pierwszym momencie myślałam, że to Małą Wiedźmę jednak babcia do komunii wysyła. Ale nie. I niebiosom dzięki, bo ja tam nie pojadę. Po prostu nie ma połączenia, na taksówkę z miejscowości do miejscowości mnie nie stać. No i w sumie to będzie nie dlatego, że oni tacy wierzący, tylko że dziadkowie tego chcą.
Jakie to "po polsku"...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz