środa, 3 kwietnia 2019

Siostro

wołać doktora, Kochany Pamiętniczku.
Szalone dni.
Mam iść do pracy.
Więc chodzę, a co?
Fajnie mieć motywację do wywleczenia kubańskiego dupska z domu, kiedy się tak do bólu nie chce.
No ale...
Zapisałam się do tej grupy na FB. Od badylków. I ojapierdolę.
Tak, kocham badyle, miłością wielką jak cały świat. Ale tam sami wariaci siedzą, a to jest, kurde, zaraźliwe.
I tak jak  niedzielę oparłam się wyjściu do Biedronki, tak we wtorek polazłam do Lidla, ale nic tam nie było. Zeschłe resztki (a grupa bawi się właśnie w ratowanie skazańców) nie były przecenione, a za regularną cenę, to, sorry Winnetou, business is business, aż tyle nie zarabiam. Aczkolwiek wypłata z teatru powaliła mnie na kolana i olaboga, w momencie, kiedy nóż mi się w kieszeni otwiera, w oczach zapala mi się okrągła kwota i...
No, na badylki będzie :D Nie na waciki :P

I tak dzisiaj znów pobieżyłam do Biedronki. Po mleko, of course, bo na rano do kawy nie będę miała jutro :)

Na mleko już miejsca nie było w wózeczku :)
Mam diffenbachię, dwie kalatee, monsterę, fikus Benjamina, paprotkę :P Był jeszcze kroton, ale to może next time.

No musiałam, musiałam, bo inaczej by mnie szlag trafił, bo dzień był zakręcony dziś jak świński ogonek.
Bladym świtem musiałam wstać, bo to wiecie, rozumiecie, kąpiel, kochanie i spanie...
Tfuj, co ja bredzę :)
Kąpiel, śniadanie, ogarnianie tej kuwety i tadam.
O 10 mieli zacząć obchód, żeby sprawdzić, czym czasem czegoś w gazie nie poluzowała i nie mam zamiary wysadzić domostwa.
Za dziesięć dziesiąta, aparaty na uszy, iPad w dłoń i siad płaski pod dzwonkiem, który jest połączony z lampką nocną i jak ktoś dzwoni, to lamka świeci. A na wprost oczków dzwonek bezprzewodowy z wymienionymi bateriami, grający jakąś tam melodyjkę, zajefajną, głuchego umarlaka by z grobu wywaliła, a na dociepkę świeci na czerwono przez bez mała minutę.
Jedenasta, kręgosłup mi odpada od siedzenia na stołku,a  fachowców nie ma.
Zwlekam zwłoki i dzwonię do sąsiadów.
Jak nie ma, jak byli.
Zaraz po 10.
U każdego dzwonili kilka razy.
To co, ja w trzy dupy pijana jestem od rana i to wtedy, gdy mam iść do pracy, z której się urwałam?
Dupa w troki i jazda do spółdzielni.
Pierdzistołkowa na mój widok na baczność stanęła i mówi, że impossible.
Tak, kurwa, impossible.
I mnie straszy, że będę musiała na własny koszt robić to badanie, bo nie wpuściłam ekipy. Jak, kurwa, nie wspuściłam? Next time sznurek za drzwi wyrzucę i do ręki sobie przywiążę. Będą ciągnąć, żeby się dostać.
Aaaa...
Mam zepsuty domofon.
No, kurwa, AUDYT domofonu był, jak u mnie był Inżynier. Siedzieliśmy w godzinach od do na dupie. Inżynier słuch ma wzorcowy.
Ooooo, to zgłoszę, że ma pani zepsuty domofon.
A kij wam w oko, bo w dupę byście przyjemność mieli.
Nie zależy mi na domofonie. Ze znajomymi się umawiam, kto ma wejść, wejdzie, a akwizytorów mam w poważaniu.
Ale mniejsza z większym.
Pojechałam do pracy. Jutro zamykanie, ale oczywiście nic nie było.
Więc w tył zwrot i do domu.
SMS do gazownika.
Cisza.
A pierdzistołkowa mówiła, że on kumaty.
No dobra, rajd do spółdzielni.
Pierdzistołkowa dzwoni: "Panie Marianie, pan wie...".
Pan wiedział,
Powiedziałam, że jestem w domu o 16 i ani minuty dłużej.
Byli o 16.
Wychodzili 16.03, a ja dwa autografy złożyłam.
Na dwóch listach.
Niech mnie ktoś, kurwa, zabije, jak można tak ludziom nie szanować czasu?
Ponoć co nas nie zabije, to nas wzmocni, ale...

Nienawidzę niepunktualności i lekceważenia. Jeżeli facet mnie kojarzy,a  kojarzy, to powinien dzwonić jak do pożaru, co nie?
A nie marnować mój czas.

Jedyna dobra rzecz z tej awantury, to że sąsiadka z przeciwka weźmie moją starą lodówkę, bo jej przydasię.
Na zdrowie, odpada mi wywożenie i inne takie tam.
Zabierze, ja sprzątnę kąt i wstawimy nową.
Proste?
Nie, kurwa, nic nie jest proste.
Rozmawiam na czacie z panią.
Wiem, co chcę.
Oczywiście, dopłacę za wniesienie i wypoziomowanie, trudno, żebym sama wnosiła lodówkę na moje piętro, nawet mając windę.
Gdzie jest haczyk?
Wnoszenie i poziomowanie można zalatwić tylko telefonicznie.
Fuck you.

Jak na złość padło mi gniazdko w ajfoniku. Nie ma sprawy. Naprawa drobiazg, 350 zł.
A w sumie na kij mi to, skoro mam mp3?
Żeby raz na sto lat umówić się z wnoszącym lodówkę?

Niech mnie, ktoś, kurwa, zabije i powie, że mam życie usłane różami. Bez kolców :P

2 komentarze:

  1. Krystusie czytam, ze wnoszenie i poziomowanie mozna zalatwic tylko telefonicznie i myslalam, ze tam u Was jakies cuda dzialaja i jak Ty bedziesz na telefonie to ta lodowka zrobi hyc i sama do chalupy wskoczy oraz sie wypoziomuje:)))
    Chyba czas na mentalne wakacje:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasem mętnie piszę.Bo tak mi się pod pióro ciśnie, znaczy się, pod klawisze.
      A na serio, życie takiej ofiary nietelefonującej, jak ja, jest upierdliwe na maksa.
      Wszędzie żądają numeru telefonu, no a gdzie w konstytucji jest napisane, że obywatel MUSI mieć telefon?
      Kiedyś telefon to było ojapierdolę, a teraz nawet bezdomni mają telefon.
      Carramba :O
      Obywatel bez telefonu nie jest pełnoprawnym obywatelem.

      Usuń