środa, 17 kwietnia 2019

Pierdolę

nie robię, Kochany Pamiętniczku.
To znaczy robię, ale z gębą wykrzywioną jak po occie siedmiu złodziei.
Najpierw akcja zamykamy w środę wszystko.
Więc ja cała happy, bo to jeden dzień do przodu.
Ale nie, w środę rano okazuje się, że nie zamkniemy wszystkiego (chyba).
Ludzie zamknęli, bo ci, co zamknęli, mogli wziąć urlop.
No ale ja nie, bo nie ma opcji, że mi podpisze urlop, jak jestem potrzebna.
Co zostało? Tylko bossowe.
A i dziś przetrzymał mnie do 19 (od 9 do 19 jak by na to nie patrzeć, 10 godzin jak w pysk strzelił, z tego przepracowane może trzy?).
Poniedziałek i wtorek po 12 godzin.
Poniedziałek na petardzie, we wtorek już od 17 czekanie na, kurwa, technikę.

Nigdy tego nie zrozumiem. Nigdy.  A zęby na tym zjadłam :) Teksty albo zerżnięte z netu, albo z  prospektów. I zero wysiłku potem, bo nawet nie sprawdzają, co zmieniłam. Pourywane, pogubione, pochrzanione  i do drugiej korekty. Tak jak w mojej pierwszej gazecie, gdzie wpisałam w notce o fryzurach, a jakże, high life, bo wtedy jeszcze nie było internetów i tych blogerek modowych: jakby piorun w rabarbar strzelił, czego nie wyłapała inna korektorka i poszło do druku, i nikt tego nie reklamował, co widziałam tylko ja, ale jaki był sens donoszenia na samą siebie? Nie było wtedy aparatów cyfrowych ani komórek, więc dowód mojej zbrodni spoczywa w jakiejś bibliotece, gromadzącej prasę codzienną...
Może powinnam iść i poszukać, jeśli jest zdigitalizowane, ale nie pamiętam, kiedy to zmalowałam, albowiem i blogów wtedy nie było. O internetach nikt nie marzył, a pracowałam wtedy na takim maczku:

A potem na takim

A dzisiaj

Nie liczę prywatnych zabawek.
I to nie tylko fizyczna zmiana, zmieniało się wszystko i jak nienawidzę zmian, musiałam wszystko ogarnąć. 

Do 21 pracowałam. Redachtóry w wieku moich dzieci, zęby do mnie szczerzą i myślą, że żartuję, jak mówię, że któregoś dnia nie wytrzymam i ich...
I nieprzespana noc, bo skąd ja o tej porze piwo miałam wziąć, skoro w Żabce, odkąd jest rydzykowa, moja noga nie postanie, a w Jeżyku zebrała się cała żuleria z Górczyna i sorry Batory, nie dałam rady progu przekroczyć? Aż tak zdesperowana, żeby na stację benzynową koło domu iść nie byłam, czego potem żałowałam, nie mogąc zasnąć :P

Pewno, mogę iść na skargę.
Ale nie umiem.
Kto ma miękkie serce, musi mieć twardą dupę, znana prawda.
A już szczytem nieogaru dla mnie jest, że ktoś, kto musi dany tekst poszerzyć, nie poszerza go na tekście już skorekconym, tylko na wersji pierwotnej.

I nie pomaga tłumaczenie jak krowie na rowie.
W tym momencie zastanawiam się, jak ja, człowiek bądź co bądź kaleki (a w chuj z tą niepełnosprytnością poprawną politycznie) mogę ogarnąć wszystkie zawiłości (oprócz pilota do TV, of course, ale u Inżyniera i to ogarnęłam, inaczej Alienek by mnie wykończył) programów niezbędnych w mojej dziedzinie, łącznie z tym, jak wstawić w danym programie prawidłowe cudzysłowy, indeksy dole i górne, jak ustawić krój czcionki i inne bajki, a młodzi, w wieku moich dzieci, czyli pokolenie komputerowe już nie ogarnia takich drobiazgów?
I wielki redachtór, z tych dobrze opłacanych i bezczelnych do szpiku kości, dowiedziawszy się, jak się wstawia literę z umlautem oszalał z radości i bawił się tym, jak dziecko w żłobku? Tak się zastanawiałam, czy ma pampersa i czy to ja będę musiała mu go zmieniać?

Kurwa, czegoś tu nie rozumiem.


Ale nic to. Przetrwać jutro, a potem mieć na wszystko wyjebane. Kupić daquoise, jakieś dobre wino, a dlaczego nie, zasłużyłam, a może i nie, bo powinnam się więcej ruszać, dziś z trudem po tych godzinach siedzenia dowlokłam się od pętli do domu, zmuszając się, bo nogi mam jak słonica znów.

Kolega ma higrometr w pokoju i ma 20% wilgoci.
Wypożyczyłam rzeczony bez jego zgody, kartkę mu na biurku zostawiając, jutro zabiorę swój.
Jeżeli wskazuje dobrze, to nic dziwnego, że mnie kurwica, że pierzchną mi wargi i robi mi się słabo zaraz po wejściu do budynku. Że jestem szczęśliwa nawet na kacu w domu, a nieszczęśliwa trzeźwa w trzy dupy w pracy.
To nie jest zdrowe pomieszczenie, a i pracowe rośliny częściej szlag trafia, jak domowe.

No i tyle lamencenia na dziś.

I jakoś Wielkiego Tygodnia nie przeżywam.
Nad czym w głębi duszy boleję.
I coraz mocniej miotają mną sprzeczności.
A to wszystko przez internety, bo gdyby ich nie było, w życiu nie wiedziałabym, że Ziemia jest płaska!

Nawet by mi to do głowy nie przyszło....





6 komentarzy:

  1. Bo te młode, to totalnie niedouczone są! Niestety...szkodda, że tak daleko, bo mam dobre wino!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No o te odległości wszystko się rozbija, dobrzy ludzie daleko są :(

      Usuń
  2. Ha,ha!Basia wino A ja "dakłasa" (robię ponoć najlepszego w rodzinie)bym przytargała i hop impreza do rana😉.Przydałby sie jeszcze ktoś z jakims dobrym serkiem do tego wina🤔

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jeżu kolczasty, dobrze, że ja nie umiem daquoise, bobym chyba już do 200 kg dobijała :) Piekłabym i piekła, na okrągło :p Miła perspektywa takiej imprezy :P

      Usuń
  3. Dobra dziewczyny ja kupię ser :-)
    Ruda a nauczysz mnie też robić umlauta ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczę, nie ma problemu :) Wszystkich sztuczek, które znam Cię nauczę, z miłą chęcią, tylko wlatuj. Nawet bez sera, bo sera mam od cholery, a jeszcze w Lidlu nie byłam, tam mają fajne sery :D

      Usuń