Po zamknięciu rozbierało mnie jak na strip-tease, ale kto jak nie ja?
W piątek polazłam do warzywek.
A w sobotę już na dnie z honorem ległam i nawet Inżynier na Skype zakpił: mama w piżamce jeszcze?
A mama konała cicho i powoli....
W poniedziałek maszynki z zapytaniem, kiedy mnie zobaczą.
A umówieni byliśmy, kurwa, na środę.
Mam najebane w tym głupim łbie, ale sklerozy jeszcze nie mam.
Więc słodko odpisałam: będę w środę. Jestem online.
W środę, jak ten włóczęga znad Bajkału ostatkiem sił wsiadłam do łodzi, wróć, do bimby i dojechałam.
I rzężąc, i kaszląc mówię, że jestem, ale... No mogę online. Ale maszynki z rozkoszą, że oni będą przeszczęśliwi, jak mnie w czwartek zobaczą na własne oczy, bo oczywiście, kochają mnie miłością wielką jak cały świat i żyć beze mnie nie mogą.
Na sayonara naczelny powiedział, że dostał kopa szczebel wyżej i moim nowym naczelnym będzie Boss.
Nosz, kurwa, w każdym miejscu, gdzie pracuję, Boss jest naczelny. Ojapierdolę. Ile godzin ma doba?
No nic.
W nocy miałam wrażenie, że wypluję żołądek i jelita. Kaszleć mogłam tylko na kiblu. Taki urok :)
Więc rano piszę, że sorry, ale umieram.
I nie, nie będzie radosnego seksu na mój widok.
Przyjęli do wiadomości, a ja, o dziwo, spokojnie zamknęłam wszystko online i jakoś nikt nie umarł.
Do lekarza poszłam i po raz pierwszy od lat trafiłam na kobietę z jajami i głową na karku. Powitała mnie, gdy wchodziłam do gabinetu słowami: pani SJ, witam.
Zatkało kakao. Jak żyję, żaden konował mnie tak nie witał. I była rzeczowa, bez srania w banie, zapisała leki, nie suplementy, w aptece zostawiłam niecałe 50 zł, szok.
Do badania nie kazała zdejmować stanika ani nic, nie jojczała, że tego się nie leczy antybiotykiem.
Miałam ostre zapalenie oskrzeli.
Dostałam antybiotyk osłonowo, ale przespałam dopiero noc z poniedziałku na wtorek.
Poprzednie noce dusiłam się, wypluwając płuca.
Wątroba od czosnku sterczy jak wieża Eiffla :)
Zapisać w kajeciku: zapierdalać do konowała, nie kozakować. Metody naturalne są dobre u młodych i zdrowych. Ja jestem stara, schorowana i na wykończeniu :D Chemia rządzi i wymiata :)
Ostatni raz tak chora byłam ponad 30 lat temu, gdy wprowadziliśmy się tu, a nasze osiedle to była "końcówka rurociągu" i mieszkania były niedogrzane w chuj.
Mieszkanie niesprzątane, bo siły nie miałam, zapasy wyjadałam (a mam jak na III wojnę światową).
I z leksza mnie szlag, że Pierworodny wiedząc, że matka konająca milczy.
I zonk: odzywa się Synowa. Że wyjeżdżają na weekend do O. (deklarowałam, że jak coś wezmę MW na tydzień). Czy czegoś nie potrzebuję, bo wie, że jestem chora i wleci.
Podziękowałam.
I jestem cała szczęśliwa, bo chociaż jedna Synowa JEDNAK o mnie myśli.
Nice.
W międzyczasie piszę do firmy, że na dnie z honorem ległam. I że nie ma opcji, że w ramach - kurwa - wolnego, zrobię dodatek. Bo nawet trzy zdrowaśki w piecu mi nie pomogły, więc mają sobie szukać innej korektorki, bo... Natchnęło mnie, Bossowi do wiadomości posłałam. On jeden odpisał, że absolutnie zabrania nawet na jedną zdrowaśkę do pieca i pyta, czy redaktorzy poradzą sobie sami, czy będą męczyć SJ.
Nie, nie poradzili sobie, męczą.
Wiedziałam o tym, no cóż.
Ale praca z domu, gdzie spokojnie oglądam film i wyskakuje mi powiadomienie, że jest emilek z pracą, gdzie jest mój kibelek, gotuje się obiad to całkiem inna bajka, jak czekanie godzinami na pracę i powrót do domu w zatłoczonej bimbie.
I zonk. Pensja. Nie ma pensji z warzywek, ale jest ojapierdolę pensja. Ale... O 82 złote mniej niż z zestawienia pensji mojej z warzywami. Warzywa przejęło z powrotem moje wydawnictwo. I znów mam problem: będę musiała iść się wykłócać. Bo nie odpuszczę tych 82 złotych. Nie, nie będę korekciła za o tyle mniejszą kwotę. Pracuję od 10 lat bez podwyżki. Miałam z warzyw na zlecenie, więc miałam te 82 zł więcej. Nie, nie miałam w ręku żadnej umowy, a i teraz nie mam. Ale wolę leżeć do góry dupą, jak pracować za mniejszą kasę.
W końcu i tak umrę, nieważne, ile zostawię na koncie.
Czeka mnie więc kolejna przepychanka z Bossem.
A, i fish and chips kupiłam.
Namęczyłam się, żeby piekarnik włączyć.
Włączyłam.
A i tak zgasł, fish and chips zostały niedopieczone.
Rozmawiam z Inżynierem i dostaję polecenie: kupić nową kuchenkę.
Kurwa.
Co druga kuchenka w moim życiu jest do dupy. Najlepsza była wystana przez Eksa w dwutygodniowej kolejce - Ewa, na kredyt MM, w zajebistym brązowym kolorze, przeflancowaliśmy ją do bloku, bo blokową sprzedaliśmy (piekarnik był do dupy, ale wtedy wszystko schodziło na pniu).
Ta ma 6 lat i wszystko w niej pada, a ja się gazu boję, mieszkam w dziesięciopiętrowym bloku.
Nie chcę mieć na sumieniu 45 mieszkań.
I nie, nie kupię płyty indukcyjnej ani nic na prąd, bo za gaz, odkąd tu mieszkam płacę... 8 zł.
Nie mam licznika :)
Nowa kuchenka - w granicach 1000 zł.
O tyle mniej wypiję alkoholu.
A drożeje wszystko tak, że ojapierdolę.
JA SPRAWDZAM paragony.
Nie robiłam tego, odkąd Inżynier wyjechał i żyłam beztrosko, nie myśląc o jutrze.
Włoszczyzna na targu - 4,50 (jprdl, zawsze zimą była po 1,50), w Biedrze 5,99.
Od Zmorencji przyszła kartka z sanatorium, nie jest wniebowzięta tym wyjazdem.
No nie dziwię się :)
Sikora buduje nowy dom...
Kierownik Budowy zostanie latem ojcem po raz drugi...
Jebane sierściuchy z W. dojechały do Lubonia, uciekając przed Brexitem. Kiblują u szwagierki Inżyniera...
A Inżynier skręca się, sprzedając chatę, ma już zagwarantowaną pracę w dotychczasowej firmie (ta nasza rodzinna wierność) w naszej wiosce.
Dzieje się, w tempie amerykańskim za jedyne dwa złote polskie...
I oby w maju zawitała dla naszej ojczyzny majowa jutrzenka....
A mnie kołysze
Niech prowadzi mnie tam dobry los...
niech moc będzie z Tobą :-)
OdpowiedzUsuńDziękuję, była :D
UsuńMoja tez była brązowa :))) naj, najlepza :))
OdpowiedzUsuńO, tak. Takich już nie ma. Co mi po zapalaczu, który psuje się w kilka dni po użyciu. Nie chcę tych zegarów, bajerów, chcę moją starą, brązową kuchenkę :)
UsuńO, Jędzuchno, czyli,choróbsko dopadlo, a myslalam , że tylko robota i cierpliwie czekałam. Głasku, głask.
OdpowiedzUsuńPaczaj, czasem Synowa ludzkim glosem zagada😀
No widzisz, jak to się dziwnie plecie, Doro :)
UsuńZdrowiej, zdrowiej! No, pociesz się, że nie korona, bo Chińczykom gorzej! I nie daruj ani złotówki!
OdpowiedzUsuńTak też czynię: cieszę się i nie daruję :P
UsuńDobrze, że już jesteś i czujesz się odrobinę lepiej.To prawda, nie kozakuje się już w pewnym wieku, siły obronne już nie takie. Uwielbiam Cię czytać. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDzięki za dobre słowo, Luśko :) Odpozdrawiam serdecznie :)
UsuńA nie mogłabyś tak na stałe z chałupy pracować? Musisz się tą bimbą ciągle tłuc? Mogliby starej, chorej jędzy dać nieco luzu, nie?
OdpowiedzUsuńCo to w ogóle za obyczaj taki, że pracować trzeba w pracy? Zwłaszcza jak płacą nie za dupogodziny a za wykonaną pracę?
Zdrowiej. I nie kozakuj.
Dobrze prawisz Trollo.
UsuńNie, dziewczyny, nie chcę stale z chałupy. Człowiek wtedy dziczeje. A poza tym, znając moich kolegów, nie szanowaliby moich godzin pracy. No bo przecież jestem w domu i nie mam dzieci. A za dupogodziny płacą, bo jestem na etacie. W pracy mogę się urwać, jak nic nie ma, bo kolędę robię. A w domu musiałabym siedzieć.To jest fajne, jak coś wypadnie i dobrze taką opcję mieć. Poza tym korekta w PDF jest upierdliwa, bo trzeba każdy błąd zakreślić, wyciągnąć dymek i opisać. A na papierze - raz dwa - czerwona krecha i znak korektorski :)
Usuńa no to chyba,że tak
OdpowiedzUsuńDo you realize there is a 12 word phrase you can speak to your partner... that will induce intense emotions of love and instinctual appeal to you deep inside his chest?
OdpowiedzUsuńThat's because hidden in these 12 words is a "secret signal" that fuels a man's impulse to love, look after and look after you with his entire heart...
12 Words Will Fuel A Man's Desire Response
This impulse is so built-in to a man's brain that it will make him work harder than ever before to do his best at looking after your relationship.
As a matter of fact, fueling this mighty impulse is absolutely mandatory to getting the best possible relationship with your man that the second you send your man one of the "Secret Signals"...
...You will immediately find him open his soul and heart for you in a way he haven't experienced before and he will identify you as the only woman in the universe who has ever truly fascinated him.