We wtorek obleciałam Akademię Rolniczą i teatr. Mam więc złożone papiery tu i tam.
W środę nakarmiłam Pierworodnego po pępuszek, jak za dawnych czasów i pojechaliśmy do Posnanii, gdzie kupiłam kuchenkę gazową, którą mają zainstalować w przyszłą środę.
Następnie przeżyłam 9 godzin bez neta, bo nam światłowód ktoś uszkodził. No nie całkiem, bo uzależniona jestem jeszcze bardziej niż od alkoholu i umiem zrobić hot spot. Tym pięknym sposobem zużyłam jakieś 3 giga z niezużywalnego neta z telefonu, co Inżyniera niezmiernie ucieszyło. Bo co roku w Orange przepada mi masa gigabajtów, jako że w mieście nie korzystam z internetu namiętnie, a gdzie nie wlezę, to mam wifi :) A tu tadam... I panów z neta mam całkiem OK, bo grzecznie mi emilkami tłumaczą jak krowie na rowie, dlaczego nie ma neta, choć reszta ma nagrane na pocztę, że nie ma, bo awaria. Wiem, bo dręczony Pierworodny dzwonił do nich...
Tak to już jest z nałogami :P
Czwartek upłynął mi na poszukiwaniu rzeczy nadającej się do oglądania i pod koniec dnia odkryłam
którego nie ma na żadnej platformie, a jest wart grzechu nie tylko ze względu na obsadę, ale i na mój ulubiony wątek - sprawy prawnicze :)
Kupiwszy w hebe ostatni żel antybakteryjny myślałam, że udało mi się jeszcze w CEFARMIE online coś kupić, ale nie.
Następnego dnia anulowano moje zamówienie. Trudno.
W piątek rano wstałam z mocnym postanowieniem ogarnięcia tej kuwety, ale nie wyszło. Wygrał serial.
Jakoś mnie to nie boli, choć niejaki wyprysk na sumieniu mam, że ja taka nieposprzątana.
Ale nic to, ogarnę to jutro, jak Scarlett :)
Grzecznie do G. się dopukałam, pytając o dodatek, ale wyśmiał mnie. Mam urlopować spokojnie dalej i się nie nudzić.
Potem poszłam do banku i tadam: wyrównali i zapłacili, czyli dalej orka na ugorze za te same pieniądze, ale nie narzekam.
Zawsze to nie jest mniej, niż było, a przede mną wolne (w zasadzie) do 11 marca :)
A jutro na Manhattanie Pan od Pomidorków ląduje z bratkami i stokrotkami...
Kocham fejsa za takie nowiny...
Czyżby już naprawdę wiosna? :)
Mam urlop, Kochany Pamiętniczku, nieprawdaż? :P
He he dobrze, ze to urlop bo juz myslalam, ze kwarantanna:) Urlopuj sie wiec wesolo i niezdrowo Jedzo, ze wszystkimi nalogami :)
OdpowiedzUsuńDziękuje, Kitty Katty, tak czynię :) Taki jest plan :D
Usuńdziś u nas na targu bratki po 2.30 zł chciałam focię cyknąć ale niestetyk musiałam podążać z tłumem :D ale widząc bratki od razu pomyślałam o Tobie , popatrz jak to się człowiek może ślicznie kojarzyć :D miłego urlopowania
OdpowiedzUsuńCieszę się niezmiernie, że tak cudnie się Tobie kojarzę. Ty mi się kojarzysz z miłością, bo wciąż Cię kocham i kiedyś się z Tobą ożenię, w innych okolicznościach przyrody :) U mnie bratki po 2 zeta, a stokrotki po 3 :)
UsuńSpokojnego urlopowania, ja mam mojej Mamci kupić bratki w tym tygodniu. Tak, więc wiosna zagości na balkonie u Mamci. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńNiech Mamci wiosna daje radość. Na mnie mamcia mówi Sikora,kiedyś mi to przeszkadzało, bo mamcia z Plebanii, ale potem dojrzałam do tego, że w tym słowie jest ogrom miłości i tylko Sikora tak na mnie mówi :) Moja Córcia <3
UsuńDobrego odpoczynku życzę.
OdpowiedzUsuńDziękuję, wciąż dobry, dopóki mnie do pracy nie ciągną :D
UsuńBratki od jakiegoś czasu widzę w kwiaciarni,po czypiżdziesiąt. Kiedy zakwitna na krzakach pierwsze kwiatki,to bedzie wiosna, na razie widzialam tylko przebisniegi i pare innych wczesnowiosennych,tam gdzie bardziej slonko poswieci to kwitną:)
OdpowiedzUsuńUrlopuj się do rozpęku!
Tak czynię, jak mówisz. U mnie bratki po 2 zł u Pana od Pomidorków, aż sama jestem w szoku, bo zazwyczaj na początku były po 3 zł albo 2,50:) W K. już forsycje kwitną, u mnie na drzewach i krzewach już nieśmiałe pierwsze listki. Wiem, pogoda może jeszcze spłatać figla, ale cieszę się dzisiejszym dniem :) O reszcie pomyślę jutro :)
Usuń