minął jak sen złoty, nie wiadomo kiedy, Kochany Pamiętniczku. Ten czas coraz szybciej zapinkala.
Ledwo lipiec minął, w miarę przyzwoicie, bo czyż nie jest przyzwoita praca od 7 do 22 jednego dnia i od 8 do 20 następnego? I nie, że czekałam na pracę, nie, zapinkalałam jak motorek ze śrubką w dupie. A dziś, ledwo i o idealnej porze, bo dokładnie po ośmiu godzinach, opuściłam lipiec, szczęśliwa jak świnia w błocie i z perspektywą, że wino w lodówce się chłodzi, a tu poczta klik i...
następna partia i to dwustronny wydruk, i nie wszystko. Ale pierdolę, nie robię, trzymali pod dupą, a termin mają na środę. W dupie mam. Jedyny zysk, że mimo upału miałam power nieziemski i o 13 miałam już ogarnięte całe mieszkanie, nie mówiąc o tym, że zakupy też ogarnęłam rankiem :)
A na wieść, że mamy insert, wypisałam wniosek urlopowy na czas robienia tegoż dzieła.Te parę groszy, co mi Boss da albo i nie da, nie są warte moich nerwów. A urlopu mam dużo, więc mi nie żal. Nie wiem tylko, czy podpisał mi urlop, bo chyba go nie było dziś, za szybko ludziom praca szła, jak zawsze, gdy go nie ma. Jak nie podpisze, będę się indyczyła o te parę groszy, jak podpisze, to mam w dupie.
A że na pasku wyświetla mi się na okrągło pomarańczowy alarm, to proszę podziwiać piękne warunki przyrody,w których siedzę, tęskniąc za klimą nastawioną na 17 stopni, to jedyna rzecz, za którą tęsknię.
Wieży nie widzę, bo nie wytrzymam za zamkniętymi drzwiami, wolę gorące powietrze, jak zaduch zamkniętego mieszkania :)
Na straganie w dzień targowy, takie słychać dziś rozmowy: dlaczego tak drogo. Zanabyłam, nie oparłam się,
wiem, nie kupuje się takich nowalijek, ale... 16 zł za obiad to prawie tak tanio, jak w K., a jakie dobre, taki świeży, że nawet ja prawie cały z łupiną zeżarłam, a zazwyczaj łuskam, bo mi na żołądku stoi. Jest drożyzna, nie da się ukryć, ale to nie jest wina producentów, skoro drożeje wszystko to i produkty muszą drożeć. Inna para kaloszy, że najwięcej zarabiają pośrednicy, ale to już inna bajka :)
Bób był przepyszny, szkoda, że było go tak mało.
I znów mam inwazję srajd na balkon. Co z tego, że mam osiatkowany, jak siadają na zewnętrznej krawędzi balkonu, za nic mając powiewające folie, płyty CD i inny badziew. Przedwczoraj myślałam, że padnę walcząc z nimi, gdyż nie boją się krzyków i tupania, a ile mogę wrzeszczeć i tupać, budząc sensację na osiedlu. I nagle mnie oświeciło. Olśniło i zajarzyłam. Z chytrym uśmiechem wzięłam stary ajfonik, pięknie kursujący w domowym WiFi, choć bez karty SIM i włączyłam YouTube. To był strzał w dziesiątkę. Spierdalają aż się kurzy, gdy włączam krzyk jastrzębia. A mam tam ośmiogodzinne nagranie i jak coś mogę ajfoniczka podłączyć do ładowania. Wczoraj żadna srajda się nie odważyła siąść, te przelatujące zmieniały kurs i leciały do innych bloków, srać gdzie indziej. Dziś rano jakiś zabłąkany srajd siadł, więc rzuciłam się po nagranie i chytrze wysuwając rączkę z ajfoniczkiem przez drzwi, spowodowałam u niego palpitacje sercowe, spierdalał aż się za nim kurzyło. I to jest metoda. Będę to puszczała,skrzek jastrzębia jest wkurwiający, Inżynier mówi, że sąsiadów też mogę wkurzyć. Serio? Co ja za to mogę, że ptaki latają i skrzeczą? :) Mnie wkurwia ten dźwięk, ale... wywalam ajfoniczka na balkon, a bez aparatów na pół gwizdka i tak go nie słyszę, ale jest taki, że dźwięczy mi potem długo w uszach. Skoro ludzie są pojebani i dokarmiają srajdy, to niech słuchają skrzeków jastrzębia :) W dupie to mam.
Obrońców wszelkiej maści sierściuchów i pierzaków proszę o niekomentowanie, nikt z was nie odkuwał pięciometrowego strumienia gówna, grubości 10 cm w trzydziestostopniowym mrozie. I nikt z was nie musiał spać w gołębniku. A moja krawędź balkonu jest zasrana i to mocno, czekam na deszcz, na ulewę, żeby to spłukała choć trochę, bo jak mam to odkuć (?), zmyć (?), nie spuszczając tego na niższe piętra i nie zawalając gównem sąsiadów?
Po drodze na Manhattan parę dni temu złapałam taką bandę, szkoda, że nie wiedziałam o YT. Next time im puszczę muzyczkę, niech je szlag.
Meszki, komary, srajdy to elementy zbędne w przyrodzie i niech mi nikt nie mówi o ekosystemie. Pierdolenie o Szopenie i tyle.
(A jak byłam mała, tato hodował gołębie i nawet lubiłam rosołek z gołębia, do momentu, aż mama zmarła. Ojciec zabił gołębia, rzucił mi do miski i kazał zrobić rosołek. Trzymałam go czubkiem paluszka za skrzydełko, księżniczka, którą mama wywalała z kuchni: ucz się dziecko, ucz, jeszcze się w kuchni nastoisz i rozpaczliwie łkając, próbowałam go oskubać. Wparowała sąsiadka z dołu, ulitowała się nad niebogą, oskubała, sprawiła i git majonez. Potem jeszcze w stanie wojennym, u teściowej, szwagier zapytał, czy chcę kurę. Powiedziałam, że nie. Na to Eks z entuzjazmem: ale ja bym rosołku zjadł. Zapytałam: oskubiesz i wypatroszysz? Zaprotestował, on jest za dobry do takich zadań. No i rosołku nie było. Co innego kupić zwłoki w sklepie, co innego samemu robić. I nie, że korona mi z głowy spadła. Nie, różne prace w życiu robiłam, ale z drobiem i ptakami nie chcę mieć nic wspólnego.).
Potem się doczytałam, że lotniska puszczają odgłosy drapieżników. I sądzę, że odstraszanie ptaków dźwiękami (co nie jest prawnie zabronione) lepiej by działało, niż te kolce zalecane i atrapy kruków.
Sama widziałam srajdy sekszące na kolcach, z założenia mających zabezpieczać klimatyzator.
Gówno w klimatyzatorze, jprdl... :)
No i tak przed nami kilka gorących dni. Niebiosom dzięki za home office po raz kolejny. Co z tego, że w zbiorkomie klima, skoro z niej wysiada się w upał, potem znów w ziąb i tak da capo al fine...
A takie piękne piwonie tym razem zanabyłam
Kwiaty, radio Pogoda, butelka wina, nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba. Wydruczki poczekają, aż dostanę znów pierdalca :)








Jedzo, padlam po raz kolejny i kwicze: gowno w klimatozatorze po prostu jazda bez trzymanki😁😁😁Nawet nie wiesz jak calym sercem, duchem i cialem popieram Twoje zdanie co do obsrancow!! Na pohybel i srut im w dupe!! Wczoraj dwa usadowily sie na naszej nowej antenie na dachu , i zadne krzyki ani machania i skakania nic - mysle o procy, ale troche mi szkoda okien... Twoj genialny pomysl z jastrzebiem po prostu powinnas opatentowac , bede ci placic dywidendy 👍👏👏👏Milego wikendu Jedzo , tez ide po wino 😬
OdpowiedzUsuńNagranie nie jest moje, więc nie ma mowy o dywidendzie. Na YT jest wszystko, ale ja to dopiero odkrywam ;)
UsuńNie no juz sobie wyobrazilam jak zxtym ajfonem stoisz i straszysz gołebie.
OdpowiedzUsuńU nas sa tak odwazne i beszczelne, ze wcale sie za bardzo nie boją pustulwk, ani krogulców,sama widziałam, kak chodza po gzymsie a obok siedzial krogulec .
Tak, stoję na jednej nodze, w kapeluszu i z miotłą w jednej dłoni,a z ajfonem w drugiej, zaiste, zacny widok :) Widziałam też srajdę siedzącą pod łopoczącą chorągwią. Ajfonik sobie leży, a ja mam spokój. To stary, nie używam go już, chyba że jako kamerę do wideowizjera no i teraz do puszczania jastrzębia :0
OdpowiedzUsuń