odkryłam Kochany Pamiętniczku, nową funkcję w Wordzie. Mówię, a samo się pisze. Dzięki temu będę mogła pisać jeszcze więcej, nie męcząc moich paluszków. Wprawdzie funkcja nie jest do końca idealna, ale łatwiej poprawiać niż klepać. Dobrze, że dziennikarze nie znają tej funkcji, bo byłabym w czarnej dupie.
No dobra, wracam do pisania, idzie szybciej, niż mówienie i poprawianie po głupiej funkcji 😊
Napisawszy wczoraj maszynkom, że mam je w poważaniu i wrócę do nich koło dziesiątej, poszłam w siną dal, lewa prawa, bo jak dobrze wstać, skoro świt i…
To prawda.
Cztery stopnie, szron na trawie, a ja w sandałkach, w sweterku i czuję,
że żyję. Pełną piersią, ładuję akumulatory, aczkolwiek sąsiadka, w pikowanym płaszczu, z kapeluszem na głowie i owinięta kominem orzekła, że zwariowałam, bo mam sine palce u nóg. No cóż, taka ich uroda ;)
Jak pięknie wygląda kupka liści, gdy nie trzeba jej sprzątać, co nie?
Schodami w górę, schodami w dół, jest cudnie...
Szybki rajd po Manhattanie - okazało się, że miałam nosa.
Pani, u której pytałam w ubiegłym tygodniu o żurawinę miała ją, ale… bez ceny, a na moje pytanie zaśpiewała 40 zł za kilo. Hmmm… Parę stoisk przed nią była żurawina, identyczna, za 30 za kilo, więc podziękowałam, bo nie chciała spuścić z ceny, a różnica dychy na kilogramie to nawet dla mnie jest różnica. Trudno, sama sobie zaszkodziła, bo jakby spuściła, wzięłabym całą u niej. Na tym drugim straganie wzięłam całą, zapłaciłam 70 zł 😊 A, i 21 zł za pigwę, a wszystkiemu winna jest Sikora, podsyłająca mi zdjęcia swoich przetworów. Szatan, nie kobieta, czwórka dzieci, w tym jedno niedawno przypadkiem narodzone, a ona przetwory robi? To jak ja na tym tle wyglądam? Nosz, musiałam 😊
To jest prawie stówa, ale będzie i do herbatki zamiast cytryny, która ponoć z herbatą tworzy związki aluminiowe jakieś, no i żurawina, na sikanie, do mięs, do sera, uwielbiam :)
Kurczaka zagrodowego upolowałam u mojego rzeźnika, zadowolona, zakładając, że zagrodowych tym syfem nie karmili, co te przemysłowe, z trudem go potem rozebrałam, niefachowo, tępym nożem, albowiem każdy ostry nóż stanowi zagrożenie dla mojego życia. Nie ma opcji, że się nie potnę i że krew nie będzie sikała. Więc tępym nożem, ale dałam radę 😊 Kurczak dwa razy droższy niż normalny, ale policzywszy, co zamroziłam i pyszny rosołek, wyszłam na swoje. Wprawdzie jestem umówiona z Inżynierostwem na pizzę, ale znając Łobuzy warto mieć opcję awaryjną w zapasie. Rosołek i pomidorową Łobuzy zawsze wciągną, a nie będą na babcię narzekały, że je głodziła.
Wiem, jestem starą wariatką…
Maszynki tym razem wymęczyły mnie niebotycznie, ale i tak je lubię, nie czepiają się mnie nigdy, a zawsze na koniec marchewkę dosyłają i to jest miłe 😊
W międzyczasie ogarniałam żurawinę, zamrożoną ubiegłej jesieni, żeby zrobić miejsce na nową tegoroczną. I tak na ogarnianiu, praniu i przygotowywaniu chałupy na jutrzejszą operację zszedł mi dzień (a A. napisał, że dla niego to wygląda jak operacja Pustynna Burza, faktycznie, ma rację).
Zatem jutro czekanie (czekanie wpisane w moje życie, wdrukowane po prostu) na I., potem jazda do Umarlaków, teleportacja Łobuzów do mnie… Będzie się działo, trzymajcie kciuki.
Tak jestem przygotowana na inwazję. W Nowym Jorku będzie spała Kalafiorkówna, zaś w Londynie Alienek. Dla Alienka ciężka, obrzydliwie ciepła kordełka, bo zmarzlak. Nie po babci 😊
I oczywiście, dla każdego Łobuza osobny ręcznik i clou - gąbka, gąbka zawsze musi być. No co, mogłabym pięciogwiazdkowy hotel otworzyć, co nie?
Jadło w lodówce też pod kątem grymaśników.
Pogięło mnie do reszty, ale co tam…
Każdy ma jakiegoś bzika, co nie?
A, dziś koszmarne sny miałam. Śniła mi się moja babcia, po ojcu. Dla mnie wciąż jest starą kobietą, taką ją pamiętam. Urodziła trzynaścioro dzieci, mój ojciec był najmłodszy. Była chłopką folwarczną, mąż pijak. Za moich czasów mieszkała w budynku dla chłopów z folwarku, chodziła najpierw o lasce, potem o kulach – złamała głowę kości udowej. Słusznej postury. Coraz bardziej ją przypominam z wyglądu, znajomi twierdzą, że jestem podobna do ojca, więc nic dziwnego. Nie była ładna, jako i ja nie jestem. W moim śnie siedziała w swoim pokoju, będącym jednocześnie kuchnią, taka, jakiej nie mogłam znać, bo miała lekki makijaż (nie ma opcji), oróżowione policzki, wytuszowane rzęsy i siedziała z trzema koleżankami w wieku balzakowskim. To nie była moja babcia, ale była moją babcią i jechała mnie po równo. Rozbita jestem po tym śnie, nie jeżdżę na jej grób, bo nawet nie mam jak, nawet nie wiem gdzie, ostatni raz byłam tam na jej pogrzebie. Grobem opiekuje się kuzynka, leżą tam też jej rodzice. Nawet gdybym dała radę zboczyć na ten cmentarz (a goni nas czas), nie mam zielonego pojęcia, gdzie jest grób babci.
Inżynierowa na moje, że babcia na mnie czeka, zaśmiała się i rzekła, że to tak nie działa.
A sen wciąż we mnie tkwi, są takie sny, które za nami chodzą i męczą.
Chyba jestem starą wariatką.
I nic na to nie poradzę.
Bardzo słuszna diagnoza.









Nie jestes stara wariatka, ino oszalala z milosci bapciom, co to wnukom nieba chcialaby przychylic i gwiazdki z niego podarowac. W tym tygodniu ja tez bede wypelniala bapciowe obowiazki, we wtorek corka ma z kolezenstwem pracowym restauracje, wiec bede dogladala dziecka w ich domu, a w piatek przedszkole ma byc zamkniete, wiec przywioze je srana do nas, a potem pojde do roboty. Juz widze, jak nie znajaca niemieckiego prabapcia i nie lubiacy dzieci dziadek beda sie nimi zajmowac dopoki nie wroce. He he he.
OdpowiedzUsuńO jeżu kolczasty, opisujesz hardcore. Ale bapciowanie wcale nie jest łatwym kawałkiem chleba, wbrew pozorom..
UsuńEeee tam, jaka wariatka, chyba większość babć ma lekkiego bzika na punkcie wnuków :) Nocleg przygotowałaś profesjonalnie !
OdpowiedzUsuńJeśli koniecznie chciałabyś odwiedzić grób babci, to wiele cmentarzy w internecie ma wyszukiwarki i można znaleźć lokalizację grobu, zawsze też można świeczkę z intencją postawić w jakimś innym miejscu i może Ci ulży.
Weekend będziesz miała bardzo intensywny, oby był udany :)
wiem o Grobonecie, znam wszystkie opcje łącznie z adresem kuzynki, ale... czas. Nie mój, mojej podwózki. Nie ma już takich środków komunikacji publicznej, jak za mojej młodości, a moje dziecko ma czas jak ma, swoje życie i trudno mi od niego wymagać, by rzucał po całym ciężkim tygodniu pracy swoją rodzinę i budowę, i woził mnie po Polsce. O babci pamiętam, jak i o wszystkich bliskich, choć nie zawsze mogę stanąć nad ich grobem bezpośrednio.
Usuńjestem na etapie przetwarzania pigwowca, dostałam dwa słusznej wielkości worki, no więc pokroiłam, wydrążyłam nasionki, zmasakrowałam bardziej i zasypałam cukrem, kilko na kilo, po 3 dniach zlałam sok w słoiczki i trzymam w lodówce, owoce rozłożyłam na papierze i sru do piekarnika na 30 st ja pierdzielę jakie mi owoce liofilizowane wyszły że żrę namiętnie. nie pasteryzuję żeby nie niszczyć tych wszystkich dobroci. Z innej porcji zrobiłam dżem ale już gotowałam więc ma właściwoście strikte smakowe. aaa żeby nie było te wydrążone łuski i ziarenka suszę na parapecie i zimą dam ptakom, to się nazywaz zero waste hahaha
OdpowiedzUsuńZdradź mi proszę jak robisz żurawinę bo dziś patrzyłam u nas na targu, była po 35 zika za kg ale stwierdziłam że muszę poczytać o niej, teraz doszłam do wniosku że mogę zrobić jak z owocami pigwy ale jako dżem do mięs i serów też można spróbować, bo kupiona mi smaczy z serem np mmmmm
co do wnuków to ja mam na razie 2 kocie wnuczęta i jestem nimi oczarowana więc nie wątpię że jak kiedyś będą takie prawdziwe to będę miała budyń zamiast mózgu :D
Ja nie mam budyniu zamiast mózgu, aż taka wrażliwa nie jestem. A do pigwy się z Inżynierem przymierzam, mamy opcję pigwówka, ale musi zorganizować spirytus i pomóc, on jest mistrzem nalewek, nie ja. Ale na działce ma dereń, więc za rok będzie się działo...
UsuńA żurawinę Ci zapodałam na MSG :)
Usuń