wdech, wydech, wdech, Kochany Pamiętniczku...
Oglądam Sprawę idealną i zastanawiam się, czy i ja, jak Diane Lockhard nie powinnam się czegoś nawdychać, naćpać po prostu, by ogarnąć rzeczywistość.
Chyba się jednak starzeję, bo coraz mniej ogarniam i już sama nie wiem, przed czym się bronić, a co zaakceptować.
Pracę mam taką, że albo nie mam czasu się wysikać i wody napić, co powoduje, że źle ze mną, albo siedzę i - dzięki niebiosom za home office - z nudów łażę po necie, czekając na robotę.
Że tak delikatnie spuszczę zasłonę milczenia na to, że teoretycznie - mam urlop, a kwitnę przed kompem, co skończyło się dziś tym, że poszłam w siną dal, choć A. bardzo lubię.
Ale ile można czekać? I nie, nie płaci mi za to czekanie, choć podniósł mi pensję, znaczy się tę część, ale brałam tę fuchę tylko dlatego, że leciała w etacie, więc się kalkulowało, no ale nowy naczelny, nowa tradycja i się nie za bardzo kalkuluje.
A, zawiłe to jest...
Więc (wzdech) patrząc na słońce i kolory za oknem, czekając, chuj wie na co, przed 16 posłałam emilka, że jednak, sorry Winnetou...
Przeszło :)
Więc poszłam w siną dal, lewa, prawa, w promieniach zachodzącego już słońca, ale 19 stopni, to nawet mimo wiaterku jest the best...
Z Biedronki wyszłam lżejsza o prawie 90 zł, aczkolwiek wózeczek był leciutki, no dobra, wino na niedzielę wieczór za całe20 zyla bez 10 groszy, ale przecenione z 29,90 i dobre.W końcu na coś pracuję, nie mówiąc już o chyba 2-litrowej butli Carlo Rossi (tak, tych od onuc), którą pokazała mi Inżynierowa, tłumacząc, że to nie są onuce... Nosz, w mordę jeża. A, i szukałam podgrzewaczy, ale nigdzie nie ma. W KiK, w Pepco, w Biedrze. Na serio? Mieszkanie przeryłam i pudełka po butach i tadam, mam jeszcze sporo podgrzewaczy, pewno znów jakieś chwilowe braki, więc u mnie dyskoteka na całego
Inżynier właśnie drugą dawkę przypominającą wziął, ja muszę poczekać, szczepiłam się w sierpniu...
A rano, w promieniach słońca takich, że ojapierdolę, ogromna pajęczyna, a na niej Zyzio żarłok (rzadko go widać)
niestety, żaden z aparatów, ani z telefonu, ani normalnych tego cuda nie uchwycił...
Zatem plan jest taki: w sobotę jedziemy do Umarlaków, ogarnąć.
Po powrocie jeszcze nie jest dogadane, wyjdzie w praniu, odbędzie się teleportowanie Łobuzów do mnie, na akcję "Sleepower at Grandma's".
Przeżywają ją jak mrówka okres, ja też, bo takiej ekipy na noc jeszcze nie miałam, aczkolwiek Alienek sam u mnie przeżył i wyszedł bez draśnięcia.
Tak myślę, że i rodzicom Łobuzów czasem należy się noc bez nich.
Sama takich wtedy nie miałam, ale nie każdy musi mieć źle, co nie?
Trzymajcie kciuki, żebym przeżyła ;)
Bo to różnie bywa.
A wracając do codzienności, jest źle.
Jest coraz gorzej, ale czasami myślę, że skoro mi się udało samotnie, bez matki, bez wsparcia znikąd przeżyć tamte lata, to może i moje dzieci przeżyją?
Fakt, FB to szpieg. Z niego wnioskuję, że żona P. bawi aktualnie w Grecji.
A z tamtej strony cisza.
Tylko, dlaczego, kurwa mnie tak to boli i dlaczego nie umiemy się dogadać jak czekista z czekistą?
Bo ja właśnie nakopałam Inżynierowi aż miło za Smerfa Marudę, którego nienawidzę każdym włókienkiem mego ciała, a który właśnie zlądował w Pl, z rekomendacji, a jakże Inżyniera...
I... jakoś to nas nie poróżniło, każdy swoje rzekł.
A tu, mimo moich pytań od lat: co robię źle i czym Cię ranię - nic. Tak jakby mnie nie było. I mimo słów MW, że chce do mnie przychodzić, nawet nie odbiera wiadomości na MSG. Ma babcię nietelefoniczną. Jest młoda, ma telefon, tablet, ma i laptopa (już chyba pisałam, że te 8 tysi na laptop od dziadków z O. to żaden cymes, ja przelałam więcej na konto, zamieniając funty, które zbieraliśmy z I., znaczy się ja płaciłam w złotówkach, a I. dokładał drugie tyle w funtach, i dla MW, i dla Papryczka, no gdzie jest ta kasa? - starczyłoby lekko na kilka lapków, wypasionych).
Dlaczego, kurwa, wciąż czuję się winna? Jako zła matka i zła kobieta?
Polecam Wielką wodę na Netfliksie. Jak to polski film (których z zasady nie oglądam, a i tego bym nie ogarnęła, gdyby nie napisy, taki dźwięk do dupy, no ale może to moje uszy), pokopał mnie na maksa, bo wiadomo, matka (znaczy się Polska) jest tylko jedna, ale dlaczego taka do dupy?
No i Wrocław, mój Wrocław, bo po mojej wiosce to jest moje miejsce na Ziemi, choć nie do końca i choć wciąż boli.
Inżynier mi dziś na to pytanie, czy ojca mi wybaczy odpisał: Oj tam, oj tam, nie marudzić.
Może jednak powinnam poszukać tego kamienia, co da radę mnie wciągnąć i skoczyć do Warty?
Rozdarta wciąż jestem, ale...
Life is a journey, not a destination...
.jpg)
.jpg)
Wlasnie przed godzina skonczylam ogladac wielka wode i tez mi sie podobal, w przeciwienstwie do plag Breslau, gdzie nie rozumialam ani slowa, choc bylo po polsku, tak aktorzy belkotali, no a kiedy Kozuchowska samym swoim jestestwem zatrzymala sploszonego kunia, ktory po drodze zabil kilkanascie osob, zakonczylam ogladanie gdzies po kwadransie. A tez bylo o Wroclawiu wlasnie.
OdpowiedzUsuńNie przeskoczysz niecheci dzieci do spotkan z Toba, choc wiem, ze to bardzo boli. Moim zdaniem ta ona ma w tym glowny udzial i nie poradzisz nic, a synowi blizsza koszula, choc zon mozna miec cala czopke, a matka jest tylko jedna. Moze kiedys zrozumie, a moze nigdy. Nie Twoja to wina, nie masz co drapac sie po sumieniu.
Mądrze prawisz, Pantero najmilsza :) Ale wiesz, boli. Może byłoby mi łatwiej, gdybym miała córkę do wyłkania się na jej memłonie. Inżynier to jednak facet i prędzej huknie, aczkolwiek się stara :) Życie. Nie zawsze się ma w nim szczęście...
Usuńwczoraj zaczęłam oglądać wielka wodę, ale jak zaczęli od sceny z seksem to wyłączyłam. Wkurzyłam się, trzeba osobiście to przeżyć, wróciły wspomnienia, stres jaki wtedy przeżywaliśmy oraz panika, niewyobrażalne . Na szczęście mieliśmy więcej czasu niż Wrocław. Mówią , że czas leczy rany , niestety nie do końca. I nie wiem czy wrócę do oglądania
OdpowiedzUsuńScena seksu jest tylko ta jedna i jest w sumie istotna dla filmu. Współczuję mocno tamtych traum. Nie, czas nie leczy ran, z tym się zgadzam. Ja oglądałam z innych pobudek, dla mnie polskie filmy są skreślone na wieki :)
Usuń