piątek, 16 grudnia 2022

Ostatni

 numer, Kochany Pamiętniczku.

Znaczy się, ostatni w tym roku, choć nie tak do końca, bo jeszcze zostały mi warzywka, ale pierdolę, nie robię, mają termin poniedziałek-wtorek, a ja wciąż się do nich dostosowuję, naczelna odchodzi, więc w sumie mnie to już lotto, bo nie wiem, czy tam będę. A miałam inne plany na dziś, ale do brzegu, jak mówią moi redaktorzy.

Ciśnienie wciąż mi skacze, ale w takich "normalnych" granicach, więc nie czuję się źle, pytanie, co z tym cholesterolem i dną, ale to się dopiero po świętach okaże, jak badania zrobię.

Na razie spoko, dziś w ramach odstresowania się otworzyłam wino, com je dostała na urodziny, a co, zasłużyłam na nie i należy mi się jak psu zupa. 

Bo to były nielekkie dni.

Najpierw leciało to, co miało być zamknięte 2 grudnia. A... szkoda gadania.

A potem w tym tygodniu od poniedziałku było całe życie z wariatami.

Tyle że mnie to powoli przestaje bawić. Redaktorka śmiejąc się dosyła tekst, a że nie mają nic, to mówi, że przeleżał się w szufladzie. Jak to u nas, redaktorka, tekst profesora, ale redakcji na oczy nie widział. Korekcę. Dostaję tekst z powrotem i na wydruku spływa na mnie olśnienie. Jednak w kompie widzę tylko zdania i fragmenty, a wydruczek leży w całości. I co?

Chuj jasny, w tekście: 31 państw Unii... Potem 28 w sensie, że teraz. Kurwa, zakreślam i mędzę, a redaktorka: o jezu, uratowała mnie pani, jak wtedy z Kopaczową. Bo pani z rozpędu pisząc michałka walnęła premier Kopacz, a była już premier Szydło.

No wiadomo, za takie coś poleciałyby głowy, jakby to poszło do druku, nie moja, bo Boss mi wciąż mówi, że ja to niemerytoryczna jestem.

Ano...

Piszę do redaktorki, że będzie za mną tęskniła, jak odejdę, a ta w panice: ale pani jak D. będzie zawsze...

No, chcieliby :)

Się pochwaliłam, bo całego numeru pilnowałam, bo to przełom roku, więc "w zeszłym roku" niesprecyzowane czasem nie ma sensu, a z kolei numer trafia do czytelników w grudniu (choć styczniowy), więc jak to z tymi latami jest? 

Wczoraj urządzili zakładową imprezę. Na 12 lat pracy byłam na takiej 1 (słownie jeden) raz i więcej nie idę. Wczoraj, a dziś miała reszta jechać do drukarni, niby jechała, ale hmm...

Spuśćmy na to zasłonę milczenia.

Ja zaś, wiedząc, że dziś jebnie (i jebło, ale o tym zaraz), wzięłam się za uświęcanie chaupki.

Bo do sklepu mi się nie chciało wstać, wczoraj wody nie było i nie byłam pewna, czy dziś będzie...

Takiego bajzlu już dawno nie miałam


przebił nawet syf w czasie wizyt Pierworodnego z Małżonką, gdy jeszcze z UK przyjeżdżali.

Wmieszały się w to warzywka z tym nagłymi wydruczkami, ale olałam, bo mogłam. A jeszcze net mi padał, a ajfonik nie współpracował i hot spota nie było... Więc, kurwa...

Boli mnie kręgosłup jak cholera, bo co się namęczyłam, zakładając 300 ledów (a co, kto bogatemu zabroni, jeszcze 100 mam w zapasie, ale nie mam ich już gdzie wsadzić) i litując się nad swoim ubóstwem, bo nie mam praktycznie bombek, poza niedobitkami z mojego rodzinnego domu u jakichś drewnianych z początków lat 90., czubka też nie mam, sama jestem czubkiem...


No i jebło, bez żadnego jebanego sierściucha w okolicy, bo nie mam też podstawy do tego, a papier w donicy się rozprężył i jebło :)

Ale o dziwo, nic się nie potłukło i w przerwach między korekceniem, emilkami, SMS, i klęciem na bolący kręgosłup (nie pamiętam, żeby mnie kiedyś tak bolał jak dziś), ogarnęłam tę kuwetę, całkiem, całkiem.




Włażąc na drabinę starłam kurze ze wszystkich pierdalników, a jakże, sowy po mamie się rozsychają, niestety, ale też są starsze ode mnie...

A w koszyczkach, pudełeczkach i innych śmietnikach


takie cuda... W pudełku po kremie (lata 60. chyba) jakieś guziki, zapałki Caro (jak ja kochałam te ćmiki(, szpulka do nici, jakieś łuski chyba z wiatrówki (skąd, kiedy, co - nie mam pojęcia). I już w duszy rechocę, widząc, ile będą mieli roboty z likwidowaniem spuścizny po mnie...

Koniczynkę maturalną na miniagrafce też gdzieś znalazłam, nie mam pojęcia czyja - moja, chłopaków? Eks tego nie gromadził :) 

Duży pokój ogarnięty. Reszta sprzątnięta jak zawsze, jeszcze nie zwariowałam. Okien już nie myję, starość. Za zimno, a nie chcę nikomu płacić, zresztą w dupie mam JUŻ mycie okien na święta.

Lepiej późno niż wcale :)

Spotify gra to, co lubię.

Światełka migają, wali mnie rachunek za prąd, mam ten stały, zobaczymy, co wyjdzie, ale w końcu raz się żyje, potem się straszy.

A, zapłaciłam I. za monitoring, żeby mu nie zajebali pompy ciepła, z matczynym ciepłym tekstem: morda w kubeł.

Tak, jestem niesprawiedliwa. Sam zapłacił, ale...

Mam im kupować pierdoły na parapetówę, to wolę to.

Nie zbiedniałam.

A i Alienek dostał 


Kupiłam kiedyś I tom tego, dałam, Inżynierowa zaczęła czytać (wiem, że im czyta). Alienek zakochał się w skarpetkach, więc dostał wszystkie. Inżynierowej gardło padło, ja sama nienawidzę czytania na głos, no ale skoro Łobuz słucha i czeka na następne teksty z II już klasy podstawówki, a nie jest jeszcze nawet w zerówce, to co będę mu żałować?

Nie piję, to na książki mam... :)

Dawno tego nie mówiłam: życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech.

A sny mam koszmarne, ale co tam...

Tylko bratków żal. 

Nie przetrwały mrozów.

Mam nadzieję, że ja jeszcze trochę przetrwam :)

8 komentarzy:

  1. Bratkow oczywiscie szkoda, ale moi sa jeszcze lepsi, zostawili na zewnatrz trzy donice z palmami, przez ostatnich kilka nocy byly ujemne temperatury, wczoraj nawet -11°C. Corka sie obciela i przyniosla z garazu takie cus do okrywania roslin. Rychlo w czas! A maja ogrod zimowy, to stwierdzili, ze palma za ciezka i nie beda jej chowac, dwie inne mogli, tez nie schowali. Ja oczami wyobrazni widze trzy roslinne trupy. Oni jeszcze maja nadzieje he he he.
    Swieta? Jakie swieta? Mamy roboty po kokarde, ale choinka kupiona, ustrojona i napieklysmy ciasteczek. Nie ma czasu myslec o swietach.
    Nie wiem, jak ona sobie poradzi, kiedy ja juz wyjade, skoro teraz we dwie mamy pelne rece roboty przy tych berbeciach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam Twój ból, bo Alienek i Kalafiorkówna mniej więcej są w takiej rozpiętości wiekowej. Ale jeżeli Twój zięć jest taki jak I., to dadzą sobie radę, bo Twoja córka jest porządną dziewczyną, nie żebym ja narzekała, ale... :) No i widziałam efekty w postaci wypieków. Nie przejmuj się tak, każdy ma swoje koleje, jak my dałyśmy radę bez tego wszystkiego w latach szarości i biedy, to nasze dzieci z tymi udogodnieniami sobie poradzą. W sumie nawet zakupów nie muszą robić, pieluch prać, luz. Będzie dobrze :) Masz trochę inaczej, bo to córka, ale zapewniam, że w dzisiejszych czasach mnie jest żal moich synów, a nie ich żon. Mało, że mają zarabiać, to jeszcze przejęli role żon z naszej epoki. A my możemy się tylko trzymać :)

      Usuń
  2. intryguję mnie te sowy po mamie...nie mam umytych okien, nawet podłóg...jakoś tak, sama nie wiem, nawet planu na te święta nie mam za bardzo, czy Kuba przyjdzie do nas czy pójdą tam, jakoś tak wisimito, najchętniej to obudziłabym się 10 stycznia. A pracy też teraz mam po kokardę bo koniec roku i szkoły i inne instytucje chcą wydać kasę i zamawiają, a ja zapierdalam...chcę do Mamy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przytulam Cię bardzo mocno. Mnie też wisi, ale zawsze się ugnę pod presją Łobuzów. A odpowiedź na sowy masz w następnej notce. Nie śpiesz się do mamy, chuj wi, co tam jest... Zawsze może być gorzej. Ja się osobiście boję tego spotkania, bo tam kolejka stoi już, żeby mi po mordzie nakłaść za całokształt. Z Eksem na czele...

      Usuń
  3. Nie wiadomo jak z tymi bratkami,bo jednego roku też zostawiłam na balkonie i myślałam,że zmarzły i tak sobie stały do wiosny w kącie,a potem się okazało,że "odbiły" i pomału się zazieleniły.Pozdr.M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś je odkryłam i nadzieja umiera ostatnia. Aby do wiosny, bo naprawdę były zamrożone jak lody :) Ale cóż, jak dożyję, to zawsze mogę coś znów posadzić. Może dlatego mniej bolą jak odchodzące sierściuchy...

      Usuń
  4. Święta to będą, jak mi gorączka spadnie do przyzwoitych 38*. A jak nie spadnie, to będą jak Kuba gorące. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowia zatem życzę, spadku temperatury i powrotu życiowej formy. A świętami nie ma się co za bardzo przejmować, są co roku, tylko coraz mniej ważne, jakoś tak...

      Usuń