jestem, Kochany Pamiętniczku, jak szkapa po Wielkiej Pardubickiej, albo jak nie przymierzając koń po westernie, ale...
No złamałam się, bo słońce świeciło. Od rana nakurwiało złem.
O...
A że dawno go nie było, a mieszkanie mam od wschodu, to bez bryli każdy pyłek było widać. I pajęczyny.
I moje dobre postanowienia poszły się jebać.
Kuchnię mam źle rozplanowaną, cierpię w niej od remontu, ale to, co teraz było, to był już jeden wielki pierdalnik, znaczy się, talerza nie było gdzie postawić. Wywaliłam stół i żałuję, ale kupiłam takie szafki, że nie mogę stołu wstawić.
Mam wszystkie skorupy pochowane, a połowę z nich powinnam na śmietnik wyrzucić, bo nie używam. Całą szafkę pokali mam, a od dawna piwa nie piję, więc to sobie stoi a muzom. Kieliszki do wódki, metalowe, jeszcze po Cioci, na cholerę to stoi? No ale jest, bo... sentyment, bo mam nasrane w tym głupim łbie i tyle.
Ale do brzegu :)
Załamawszy dłonie na małdrzyku, zaatakowałam kuchenny pierdalnik i...
Ile ja stamtąd śmieci wyniosłam, milion słoiczków, które od dawna powinny być w komórce. Czekając na sezon zaprawowy (zacieram chytrze łapki, w zamrażalniku mam jeszcze borówkę, a słoiczki są w sam raz do tego...)
Takie kwiatki mi w kuchni rosły
a jakże, mam specjalny pojemnik na pyry, do którego pyry nie trafiały ostatnio...
Ale po ogarnięciu (mój kręgosłup ogarnięciu mówi stanowcze nie), przeniesieniu ekspresu w kąt (od jakiegoś czasu nie piję kawy, taka faza, nic mi nie dolega, da się bez kawy żyć)
Jak pięknie schnie kiełbaska, a jak cudnie pachnie :) Mleko w ramach eksperymentu nastawiłam na zsiadłe, wg przepisu, ale marnie mu to idzie i pewno zostanie wylane :)
I tak powolutku, pomalutku, a że i pościel zmieniłam, poprałam wszystko, słoiki wyniosłam, wywaliłam rupiecie, z których nie korzystam i nie skorzystam, koszyczek zakurzony, nadający się do święconki, zniknął ze śmietnika błyskawicznie, więc dobrze - niech komuś służy, zamiast u mnie dalej obrastać kurzem. Zastanawiam się, czy rabanka zrobić, ale chyba zrobię, aczkolwiek nie poświęcę. Bo lubię, bawi mnie, mam foremkę do tego, robiąc go widzę moją mamę, która co roku rzeźbiła go w maśle. Nie było nas stać na foremkę, którą mieli wszyscy we wsi. Życie. A rabanek mamy był cudny zawsze.
Kurze dokładnie pościerałam, no dobra, dokładnie, bo wycierając durnostojki, ale tylko na półkach, do których wzrok sięga :)
I tak ogarnęłam ten bajzel i jest mi niezmiernie miło i wesoło, jestem z siebie dumna, choć mój kręgosłup tak zachwycony nie jest tą akcją, znaczy się - za mało ruchu, to i się zamulił.
A kijki stoją w kącie i animrumrają, ale może uda mi się je wyciągnąć :)
I już tylko umycie podłogi mi zostało, gdy odezwało się dziecko.
I cały pogrzeb na nic.
Znaczy się, myślałam, że będzie się napierał na śniadanie wielkanocne, ale nie.
Odpuścił.
Ale nie przyjadą do mnie, tylko przyjedzie po mnie. Bo musi ogródek skopać do końca, goni go czas, którego nie ma. I będzie kopidołkiem w poniedziałek, kształcony w uprawie ziemi lepiej niż ja, która w tym siedzę od 13 lat, ale ja czytam i zapominam, bo mózg by mi się zlasował od tej wiedzy, a on ogarnia i przyswaja.
Przyjedzie i zabierze mnie z żurkiem do nich. Żeby Łobuzy nie były poszkodowane brakiem babci w święta, no i żurek. Bo lubi mój żurek...
W sumie urządza mnie to. Spokojnie sobie pogotuję żurek w niedzielę (zupy gotują się same), będzie świeżutki na poniedziałek :) Ponoć Łobuzy żurek jedzą. Nie mam gotować osobno pomidorówki dla Alienka.
No, jest OK :) Ominie mnie niedziela z resztą towarzystwa, Łobuzy obleję, sama nie dając się, choć trenowały (Alienek po tym treningu siedzi w domu na dupie przeziębiony). Żelki jajkowe na dodatkową łapówkę mam (co dla mnie masz - jak zwykle zapyta Kalafiorkówna)...
I towarzystwo będzie takie, jakie lubię...
Podoba mi się ten scenariusz, tym bardziej że nie obejmuje sprzątania po tornadzie Łobuzów.
Życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech.



Moje sklada sie z oddychania, ktore czasem bywa zaklocone, moze kiedys mi to oddychanie uniemozliwi i oby jak najszybciej.
OdpowiedzUsuńPrzytulam bardzo mocno. I nie, nie chcę, żebyś nie oddychała. Nic na to nie poradzę, że Cię lubię, chcę, żebyś była. Wiem, egoistyczne podejście, ale cóż... :*
OdpowiedzUsuńZrobie to dla Ciebie. Pozyje.
UsuńJesteś kochana, wzruszyłaś mnie :) I to jest dobry plan :)
UsuńNo Kurcze,w tym roku zurek gotuje moja córka (starsza) I cały czas przeżywa czy będzie dobry 😜. Dwa tyg temu gotowali z chłopakiem próbny i ponoć był git to dlaczego teraz nie miałby być...Kiełbasa Polska też się suszy.Maz przywiózł polską,białą,śląską,wędzony Schab i szynkę od jednego gościa, który robi sam wyroby i są super.
OdpowiedzUsuńChata ogarnięta ,nawet część okien umyłam,jutro jeszcze się odkurzy i przetrze podłogi,ale to raczej corka młodsza I tyle.
Jakoś od dłuższego czasu nie spinam się na święta,przeszło mi.
A z koszyczkiem to już nie pamiętam kiedy ostatnio byliśmy...
🤷♀️kiedyś tam 🤔🙄
Teraz święta,to u nas bardziej tradycja niż religia
A kaloszki zakupiłaś na wyjazd?
Nie, nie mam kaloszków, bo to kolejny niepotrzebny grat do mojego mieszkania, którego nie mam już gdzie upychać. Nie padało parę dni, ponoć nie ma już takiej tragedii.
Usuń