piątek, 5 maja 2023

Chyba

 jednak znów mam złe dni, Kochany Pamiętniczku, tak zupełnie bezpodstawnie, bo jest cudnie.

Na grilla wystałam karkówkę i żeberka i po raz pierwszy zamarynowałam takie cuś, bo jak wiadomo, niegrillowa jestem. Inżynier był zachwycony, bo wszystko załatwia w biegu i jak potem się okazało, wszystko było na jego głowie. Karkówka wyszła przepyszna, grill był udany, a dwa pęczki zgrillowanych szparagów zniknęły w mgnieniu oka. Ja zaś, przypomniawszy sobie post factum, że mam w domu patelnię grillową, też grilluję szparagi (niech pierwszy we mnie rzuci kamieniem, kto nigdy nie grzeszył, bo jak wiadomo, szparagi są na mojej liście produktów zakazanych, ale zaraz maj minie i wrócę na drogę cnoty, no raz się żyje, potem się straszy) :) 


Pogoda była tego dnia cudna

Ciepło było, aczkolwiek chłodnawo, jak mawiała jedna z nauczycielek Inżyniera, co nam weszło w repertuar bon motów :) 

I zabrał mnie, przyjechał po mnie, więc darowane pół godziny na pogawędkę, za co ci, losie, dziękuję.

Łobuzy zaatakowały mnie od wejścia, tak że oszalało, zwariowało moje serce, dostały łapówki i do łapki, i do skarbonki. Zostałam posadzona z kartką, pisakami i poleceniem rysowania. Mój rysunek wzbudził zachwyt, zabrali się za kolorowanie i tak miło nam płynął czas.

Przyjechał teść Inżyniera z kolejną flamą (poprzednia nie wytrzymała z nim, nie dziwię się), taka ą, ę, bułkę przez bibułkę, nic do niej nie mam, ale nie moje klimaty, no ale mam Łobuzy :) 

Miałam wracać autobusem, ale zrobili cyrk, że Z. wraca samochodem, to mnie wywalą na Ogrodach, tam gdzie autobus dojeżdża. 

Z.poszedł bawić się z Łobuzami i...

Oczywiście, pozwalał im na wszystko, więc wdzięczne dziatki rozładowały mu akumulator :) Kalafiorkówna scenę balkonową odstawiła, że nie może iść zobaczyć jak pchają, będzie znakomitą aktorką. Na szczęście Inżynier był twardy i nie poszła.

Zapalili na pych i dojechaliśmy do wioski.

Ale... jechaliśmy drogą, której nie lubię i której się boję. Dwa dni wcześniej 35-letni kierowca wjechał tam w drzewo, nieźle musiał zapierdalać, bo drzewo obdarte z kory, nie przeżył, a tuż przed jest ograniczenie do 60. A to taka droga, że jak dwa większe samochody jadą, to jeden zjeżdża i staje, żeby mogły się wyminąć. A Z. zapierdalał tam 80, a ma jakieś małe gówno, więc każdy wybój się czuje, no i poza tym - ograniczenia są po coś. Na progach i na autostradzie też mknął jak strzała, a ja omal nie szczałam - nie lubię takich kierowców. I zapisano w kajeciku - więcej z nim nie wsiadam do samochodu. Może i nie trzymam się kurczowo życia, ale życie na wózku to żaden cymes.

Jutro mam iść na drugie urodziny przyszywanego wnuka, osobistego wnuka Z., do Lubonia. Ponieważ byłam tam tylko raz, a i Lubonia nie znam, mama Małego T. zaproponowała, że Z. mnie zabierze. Podziękowałam, mam 3 autobusy spod domu, jadące do Lubonia, nie mam zielonego pojęcia, który lepszy, ale jakoś dojadę i dojdę. Z moją orientacją w terenie mogą być niezłe jaja, a i pogoda ma być do dupy, ale wolę to jak jazdę z Z. 

Ament. Zdania nie zmienię i nie ma opcji, że np. po wigilii będę z nim wracała. Trudno, Inżynier będzie musiał zrezygnować z piwka (dlatego chciałam wracać autobusem, żeby mógł się piwa napić), albo wydam na taksówkę. Nigdy więcej jazdy z Z. Nie mówiłam tego jeszcze nikomu, to temat na rozmowę w cztery oczy z dzieckiem mym :) 

Ku pamięci: Pierworodny w czasie ostatniej wizyty zapewniał, że albo pierwszego maja, albo trzeciego pójdziemy z tymi bez Dżemora na lody.

Do dziś głucha cisza w eterze i prawdę mówiąc, patrząc na ceny lodów, mam na to wyjebane.

Tak ogólnie mam wyjebane, że nawet się zastanawiam, czy nie powiedzieć Inżynierowi, że do Umarlaków jedziemy sami (P. chce jechać, bo to odskocznia od jego szarości) - a we mnie walczy matka pełna wstydu, że wyrzeka się potomka, a matka, ciesząca się z tete-a-tete z tym życzliwszym egzemplarzem dziecka.

Zobaczymy, co zwycięży.

Na razie w lodówce czeka


słoik botwinki, na szczęście chciał (Inżynierowa buraków nienawidzi), bo miałam fazę i nagotowałam na cały tydzień żarcia...


Żeberka w sosie musztardowo- miodowym z paprykami i jabłkiem wyszły MLASK :) 

Chałupka ogarnięta, zakupy też.

A maj piękny jest 

Moja matura była dokładnie 50 lat temu, a niezrównana M. sprostowała, że polski był 9 maja. Ja ledwo rok pamiętam, a ona dzień! Nie, nie pamiętam dat. Pamiętam ludzi (nie wszystkich), zdarzenia (raczej te dobre), ale dat nie :)
I tak się (znów) jakoś stało, że bez pachniał jak bez, i słowo pachnieć pachniało, i łzy były pełne łez.

I tak wszystko szybko przemija, to co piękne, mija najszybciej...


Po jakiego grzyba koszą tak piękną trawę, w tym roku wyjątkową, bo wciąż pada, na dokładkę jak w pijanym widzie? Nie ogarniam...



A codziennie dostaję raporty o Łobuzach.

Że byli w takim małym ZOO, na plaży też  byli, dostali wiadro wody do wylania w ogródku... A Kalafiorkówna kazała wysłać zdjęcie z zastrzeżeniem, że nie mogę mówić, że ma ogonek, bo ma warkoczyki, a nie ogonek.

Takie wzruszające mysie ogonki czterolatki.

I za to cenię Synową.

Tę.

A na 25 maja umówiłam się w Kociaku z koleżanką ze studiów, której nie widziałam od czasu studiów, a z którą mam (?) kontakt na FB.

Umówiłyśmy się w kultowym Kociaku, który właśnie odżył, a do którego łaziłyśmy na studiach w prawie każdym okienku, albowiem leżał rzut beretem od naszej Alma Mater. Jak nie było nas w Kociaku, byłyśmy w kawiarni naprzeciwko biblioteki, gdzie była herbata po rosyjsku z przepyszną konfiturą.

No nic, zobaczymy jak będzie, na studiach się znałyśmy, ale żadnego większego kontaktu nie było.

Moje studenckie przyjaźnie się rozpadły.

Ale życie pisze dziwne scenariusze. Gdyby nie ta "randka" pewno nie wybrałabym się do Kociaka, bo jakoś nie umiem sama chodzić do lokali.

I to koniec raportu na dziś, Kochany Pamiętniczku. Następny będzie, jak dojrzeję.

Albo i nie...

 


8 komentarzy:

  1. Nooo, ja z dwojga zlego wolalabym jednak byc dowieziona na miejsce niz popylac autobusami i piechota. Co tak pesymistycznie oceniasz kierowce? Dotad nic mu sie nie przydarzylo, dlaczego wiec mialoby sie przydarzyc akurat, kiedy bedzie wiozl Ciebie? Wiecej wiary i daj dziecku wypic to piwo :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego wracałam z jego teściem, bo dałam mu to piwo wypić. Ale kolejny raz stamtąd wolę wydać na taksówkę. Jeszcze mi życie miłe i kocham Łobuzów :)

      Usuń
  2. No Ty oceniasz surowo swojego męża. Ja mojego jako kierowcy miałam po kokardkę i kucyki. I tak samo czuję się po jeździe z Z. Wolę autobus i popylanie pieszkom. I na taksówkę mam, jak coś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziecku dałam wypić, ale sami zaproponowali, że Z. mnie zabierze, bo i tak tam jedzie :)

      Usuń
  3. Ja już byłam w kociaku z koleżanką.. lepiej zadzwoń i zarezerwuj stolik. Między 9 a 11 rezerwacja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś się blogu wygło, nie loguje mnie. Nie, nie będziemy nic rezerwować, zawsze można iść do innej knajpy. I jak wiadomo, ja nigdzie nie zadzwonię :) co ma być, będzie :)

      Usuń
  4. Zajrzałam sobie na stronę internetową "Kociaka". Smakowicie wyglądają te ciasta i ciastka. Studiując w Poznaniu ani razu tam nie byłam. Nie ten kierunek.
    Przyjemnego spotkania - życzę Ci, żeby było fajnie.
    Mnie się już zdarzyło, że spotkałam po latach kogoś, z kim miałam kontakt średni lub żaden w czasie szkoły czy studiów, a mimo wszystko, spotkanie pozytywnie zaskoczyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, raport z Kociaka zamieszczę :)

      Usuń