skrócie notujemy, Kochany Pamiętniczku...
Impreza u Małego T. była bardzo fajna, choć tak jak zakładałam, dotarcie tam było survivalem.
Lało jak z cebra, wysiadałam dwa przystanki za wcześnie, tak jak kazał Google i Pierworodny, i nawet dzieci w L.nie wiedziały, gdzie jest szukana przeze mnie ulica, a ja szłam - ojaciepierdolę - Aleją JP II. Dopiero dostawca jakiegoś żarełka wiedział, gdzie jest ta ulica, ale blok, oznaczony literami prawie całego alfabetu, litery B, którą szukałam, nie zawierał.
Tubylcy nie wiedzieli, kazali mi blok okrążyć jeszcze raz i na całe moje szczęście na horyzoncie zamajaczyło Inżynierostwo i kochane Łobuzy, które pomogły mi się wdrapać na 4. piętro, nadając lepiej niż radio Wolna Europa. Litera B była doskonale ukryta :) Wiedziałam :)
Żarełko było przepyszne, jako że ciocia A. pracuje w kateringu.
Do domu odwiózł mnie jednak znów (!), aczkolwiek zaklinałam się, że nie wsiądę z nim więcej do samochodu legalny dziadek Małego T. i moich Łobuzów :) Instruowany przedtem prze cała rodzinę, jak ma jechać wg wskazań AI. Nawet mi go nie było żal.
Na całe moje szczęście Mały T. pod koniec uroczystości właził mi już na kolana i za skórę bez proszenia.
Ale nigdy więcej jeżdżenia do L.
Aczkolwiek... Może i pojadę, jak nie będzie padać, bo fajne są tam uliczki :) I jak coś, mogę sobie dojechać na Górczyn, znaczy się, do pracki prosto :) Aczkolwiek autobusy jeżdżą tam rzadko. Tak samo jak w Puszczykowie, ale w końcu pora dupę ruszyć, co nie?
We worek wleciał Pierworodny, znienacka, chyłkiem i ukradkiem. Nie udało się nam spotkanie na lody, albowiem...
Ha...
Sprzątali w pocie czoła, albowiem Mała Wiedźma przeszła na nauczanie domowe i miała przyjść nauczycielka.
Hahahahahahahahahahahaha....
No ja pierdolę, a jak mówiłam, że u mnie po ich wizycie to Hiroszima jest oazą porządku, to niektórzy mieli wątpliwości. Zwłaszcza że niektórzy negowali, że można na stole zostawić pampersa z gównem w środku. Można.
No cóż, i tak kocham moje dziecko, aczkolwiek absolutnie mu nie współczuję.
I nie, nadal nie dam zrobić z mojej chaty sajgonu.
Każdy ma to, co lubi.
Z wyjazdu do Umarlaków na razie nici, bo tak jak przez urodziny kolegi Papryczka nie spotkaliśmy się na grillu, tak teraz urodziny ma kolega Alienka.
No cóż, wola boska i skrzypce.
Umarlaki poczekają, im się już nigdzie nie spieszy :)
W międzyczasie Alienek dostał 38 gorączki i chuj wie, co dalej, a w niedzielę mieliśmy mieć balangę na MTP na wystawie hodowlanej.
A ja wyhaczyłam na osiedlowej grupce sprzedaż książek i dziś przywlokłam do domu trylogię Paulli Simons.
Bo wciąż mam z tyłu czaszki obronę Stalingradu i Młodą Gwardię.
Nic na to nie poradzę, że zaczytywałam się tą ruską propagandą, ale obrona Stalingradu to nie tylko bogoojczyźniane bzdety.
Trylogię kupiłam za 70 zł, a polowałam na nią od dawna, na Alledrogo chodzi bardzo drogo.
Jestem ciekawa, czy odbiorę to tak, jak kiedyś.
Bo płakałam i przeżywałam jak mrówka okres, tak jak dziś przeżywam to, co dzieje się w Ukrainie.
Chociaż wciąż widzę wujka D., przyszywanego, ale co tam, który na zestawienie kolorów żółtego i niebieskiego nie mógł patrzeć.
Dla mnie dzisiejsza Ukraina jest bastionem, broniącym Polskę przed ruskim najazdem.
A w tle wciąż mam melodyjny język, niezapomnianą panią Mogiłkową, która jako pierwsza mi go odkrywała, panią Łomozik i profesor, zwaną Sową - uczące mnie Oniegina, którego mogę cytować wyrwana ze snu po rosyjsku, wiersze Achmatowej, w których jestem zakochana do dziś, a także zdziwienie w oczach dziewczyny, która przyjechała z Moskwy do mojej pipidówki R. i nie chciała jechać do powiatowego K., żeby kłopotu nie robić, bo jak to bez bumagi?
Jak bardzo zakręcone jest moje życie?
Nie wiem...
Bo dziś, czekając, już legalnie na HO na pracę, której nie było, wciągnęłam 1. sezon Wanted.
A jutro zacznę czytać Miedzianego jeźdźca.
Niezbadane są ścieżki i zakręty życia.
Oczywiście, o ile jutro będzie, bo zawsze może go nie być.
I pomijając inne detale, takie jak to, że Łobuzy zakochały się w Smerfach, a dzięki niespodziewanej wizycie Pierworodnego wykopaliśmy z komóreczki komiksy o nich, przechodzone jak diabli, na widok zdjęć tych steranych życiem dzieł Inżynierową zamurowało...
Dzieje się :)
Wanted mam juz za soba, niezly serial, choc kolejne sezony sa zdecydowanie gorsze, ale na ogol zawsze tak bywa.
OdpowiedzUsuńJak ja sie ciesze, ze zyje w niewielkim miescie, bo pewnie kiedys bede musiala zaczac korzystac z komunikacji miejskiej, kiedy bede za stara na prowadzenie auta, od biedy da sie toto przejsc na piechote albo przejechac dosc szybko autobusem. Nigdy wiecej duzego miasta!
A ja nie wyobrażam sobie już życia poza dużym miastem. Nawet z balkonikiem mogę wleźć do autobusu czy bimby :) A na moim fyrtlu mam wszystko, czego mi do szczęścia potrzeba.
UsuńTrylogia Paullii Simons to niesamowita książka, dlugo ja "przerabialam". Pierwszy tom jako audiobook, nie moglam sie polapac kto jest kto, czesto wracalam pol godziny wczesniej, zeby wysluchac, co mi przemknelo, dokladne wysluchanie calego tomu zajelo mi miesiac....
OdpowiedzUsuńDrugi tom jako drukowana książka, a wlasciwie jak ksiega, bo byla gruba na ca. 8cm! Brzydko drukowana, ciezka jak cholera! Ale dosc szybko przeczytalam.
Trzeci tom na tablecie, wygodnie, milutko, na lezaco, bez wiekszych emocji.
Pierwszy tom swietny, choc straszny, drugi okrutny, trzeci... hmmmm... miałki? Tak odebralam tę książkę.
I chyba do niej nie wroce, bo do dzisiaj mam te strasznosci "w oczach", za bardzo przezywalam w czasie czytania.
Teraz "mielę" przewaznie nowoczesne harlekiny, i.... czekam do jutra na ostatni tom "Siedmiu siostr" Lucindy Riley, ma wpasc na Kindla :)
Juz przebieram nozkami, mam nadzieje, ze bedzie gruuuba i ciekawa :))))
To tyle o ksiazkach.
Pozdrawiam majowo :)
Odpozdrawiam. Jeszcze się nie zabrałam za lekturę, ale najważniejsze, że książki mam. Synowa namawia na Legimi, ale mam opory :) Zobaczymy :)
UsuńHej:) czas tak zasuwa, że nie nadążam z komentowaniem i odpuszczam:( ale muszę powiedzieć, że w Drużbie, nad herbatą z konfiturami przesiedziałam połowę studiów:) Pewnie się tam mijałyśmy! A "Miednyj wsadnik"i Anna Karenina, i cały Jewgienij Oniegin, mogę recytować:)Moja magisterska była z komparystykI=Zan, Żukowski, Biurger:) . S.J. strasznie mi żal Pierworodnego, czy on nie odważyłby się na radykalny krok...ta kobieta ...A w Luboniu zabłądziłam przed laty! To teraz na pewno bym się pogubiła!
OdpowiedzUsuńMoże, ja rocznik magisterium 1977 :) Nie urządzam życia moim dzieciom, skoro jest szczęśliwy to mnie to cieszy :) Nigdy się nie skarżył, zawsze jest za żoną, tak jak go uczyłam. Tak, Luboń to samo zuo :)
UsuńKochana Pani, cieszę się, ze Pani pisze. Lubię czytać o ty którym banem Pani jechała, co na na Manhattanie sprzedają. Wówczas odmładzam się bo to były czasy mojej pracy zawodowej.Często bywałam i przebywałam wśród miłych ludzi. Wstyd się przyznać ale nawet przejazdem nie byłam, a więc niech Pani pisze Czekam i pozdrawiam serdecznie . Pola to nic dla potrab identyfikacji.
OdpowiedzUsuńMiło mi, Anonimie, że lubisz mnie czytać, to motywuje do pisania. Pozdrawiam :)
Usuń