se poleciał, Kochany Pamiętniczku, luz i hasta manana w robocie.
Boss, of course i będziemy zamykać z panią M.
Boss produkuje się w rolkach i niech mu to gwiazdorzenie do łba dalej wali, niech pozna jakąś Brazylijkę, niech nie wraca...
Całkiem inna atmosfera, nawet na home office to czuję.
Dziś rano nagle wyłączyli prąd. Krótkie SMS z panią M., sytuacja ogarnięta.
Wprawdzie od razu sobie poradziłam, mam po ostatnim doładowaniu prawie 114 Gb w Orange, akurat naładowanego laptopa, nawet SE na laptopie Inżynier mi uruchomił, czego nie ogarniał pracowy informatyk (dupa, nie admin), a że Bossa nie było, to nikt nie lamencił, że nie ma wydruczków, a może być korekta na PDF :)
Prąd włączyli szybciej niż zapowiadali, a i pracowy dzień toczył się wartko, załoga pod bacikiem pani M. chodzi jak szwajcarski zegarek.
Ale też nie wtrąca się ona między wódkę a zakąskę i każdy orze jak może... :)
Darowany lajtowy miesiąc.
A w niedzielę wstaję i...
Tak mi minęła
Ale dobrze, że doszło w niedzielę i nie padłam na pysk w poniedziałek. Uczciwie pracuję na kasę za katalog, o której chłop nie wie :)
A na kolację...
... oj tam, oj tam, że jeszcze niedopieszczone słońcem. Ale smakowały wybornie, bo już obietnica lata.
A za oknem
wieczorem co ja paczę? Jakaś mała lampka pod krzakiem? Lecę po bryle i o ja gupia cipa:)
Tak pięknie odbija się w kałuży światło z okna sąsiedniego bloku...
Co ślepy niedowidzi, to nakłamie, co nie?
I Pierworodny wpadł po zostawione narzędzia, z bólem serca przyznał się, że łóżko piętrowe kupili, będą skręcać, więc potrzebuje narzędzi. Papryczka zostawili w O.
I dziwnie przy tym się prezentował, ale nie drążyłam.
Nie mój cyrk, nie moje małpy, patrząc na tabelkę w banku dość dołożyłam. A gros moich wydatków to płatności za mieszkanie, choć niby taki wysoki dochód na łebka mam.
Nie trzeba mieć od razu wszystkiego, a i ja o sobie myśleć muszę, nie wiem, jak długo jeszcze z moim wzrokiem pociągnę.
C'est la vie.
We wtorek twardo postanowiłam sobie, że tylko do 17.
I postanowienia dotrzymałam :) We wtorek rano, jak już pisałam, prąd jebnął, a potem zmartwychwstał.
Trudny dla mnie dziś dzień.
W Czarnym Sadzie 94 lata temu przyszedł na świat mój Ojciec.
Coś się spierdoliło na Bloggerze i nie można zdjęć dodawać już, dodam jak odwiśnie.
Byłam córeczką Tatusia. Jeżu kolczasty, jak ja nienawidzę tego określenia...
Znaczyło to, że już jako nieletnia wysyłana byłam do knajpy po wyciąganie z niej tatusia, który po pracy nie wracał ranki i wieczory...
Który stawiał mi i tatara, i oranżadę, i lizaka, bylebym go nie ciągnęła do domu.
Którego tłumaczyłam przed zdenerwowaną mamą, że on tylko jedno piwo wypił, co widzę po jego oczach..
Który potrafił wparować na wiejską zabawę, nalać mi po pysku, bo tańczyłam za blisko z moim chłopcem, oficjalnym. Nie muszę chyba mówić, ile kosztowało mnie, żeby chłopak nie nalał ojca po pysku.
Z jednej strony chwalący się córką, bo taka mądra, zdolna, utalentowana, z drugiej oskarżający ją, że zabrała mu pieniądze po żonie (zabrałam moją część renty po matce, żeby móc dalej studiować).
Kochający mnie na zabój, ale wywalający do kosza na pranie świeżo wypraną i wyprasowaną koszulę, bo na kołnierzyku była zmarszczka.
Elegant, otoczony zawsze wianuszkiem wielbicielek.
Nie wiem, czy zdradzał mamę, to już nieważne.
Ale zrobił wszystko, żeby ją zdobyć, choć był od niej o osiem lat młodszy.
I wiele innych rzeczy, których już nie ogarnę.
Opowiadający w rodzinie mojego męża, gdzie pracował na stare lata - long story, że jak to ja dobrze przez niego mam, bo daje mi co miesiąc 1000 zł za to, że przychodzi do mnie na obiady w niedziele. Nie dawał mi ani grosza.
Nie miał deski do prasowania ani żelazka, a zarabiał trzy razy tyle, co ja - prasował u mnie, a na moje pytanie, dlaczego prasuje koszulę tylko do połowy, odpowiadał, że tej połowy w spodniach i tak nie widać.
A ja widziałam te czyste koszule, lądujące z powodu zmarszczki na kołnierzyku w koszu do prania.
I idealny dziadek dla Pierworodnego, który zajął się nim, gdy zdychałam w szpitalu o niego z niepokoju, rodząc Inżyniera, że nikt się Pierworodnym nie zajmie, bo teściowa, mimo deklaracji siedziała w Reichu, bo jej córka miała depresję z tego powodu, że musi karmić dziecko piersią.
Ojciec, po którym - dziś patrząc na fotki - odziedziczyłam urodę. Mam jego włosy, oczy, nos i zaciśnięte usta.
Jestem tak samo złośliwa jak on.
Nie wiem, czy przebijam go inteligencją, na pewno tak, ale z drugiej strony patrząc na jego braki w wykształceniu i jednocześnie miejsce w hierarchii, do którego doszedł, to nie wiem :)
I te Wigilie, gdy z drżeniem serca czekaliśmy na jego powrót.
I życie za marną nauczycielską pensję mamy, bo swoją potrafił już w dniu wypłaty przepić? Zgubić?
Mój brat poszedł w jego ślady. Do końca.
Ja może nie. Postawiłam się, i jemu, i bratu, wybierając siebie, mając dość niańczenia obu.
Nie wiem, czy jestem silna.
Odziedziczyłam po nim nie tylko urodę, ale i pociąg do alkoholu.
Na razie daję sobie z tym radę.
Ale może coś kiedyś jebnie?
Kto wie?
Udało się wkleić zdjęcie z archiwum.
Taki tam amant sprzed lat...
Mój ojciec.
Jestem porąbanym DDA.
Gdyby nie internety, nawet tego bym pewnie nie wiedziała.
I tak minęły mi 94. urodziny trzynastego dziecka w rodzinie, urodzonego w Czarnym Sadzie.
Poezja :)
A jutro znów wstanie dzień, może lepszy, może nie.
A za tydzień w sobotę kolejna odsłona Sleepover at Grandma...
I tak warto żyć, co nie?
A, dopieściłam się dziś sama, w Dzień Singla. Co mi tam walenie w tynki :)
Ja siebie kocham cały rok, mimo że jestem po przejściach.
A może właśnie dlatego?
A w sobotę będą bratki na Manhattanie.




Qrwa, nie wiem co lepsze, moj byl wyksztalconym abstynentem, dusza towarzystwa, a mnie wykreslil z zycia na osiem lat, moje dziecko tez, nie chcial go nawet poznac. Zimna tresura, przemoc, brak milosci. Tez mialby dzisiaj urodziny.
OdpowiedzUsuńJak to się dziwnie plecie, Zmorkowa mama też. To mam już dwie internetowe znajome z rodzicami z tego samego dnia, co mój ojciec. Dziwne, nieprawdaż? Przytulam mocno, naucz się wierzyć w siebie. Mnie to zajęło trochę czasu, ale jestem dumna z siebie. Bo mimo kalectwa jestem dobra w tym, co robię i chuj :)
UsuńKażdy ma swoje piekło, Aniu... Bardzo potrzebna w życiu jest umiejętność przebaczania i odcięcia się od wszystkiego, ale to wcale nie jest łatwe. Tak jak pokochanie samej siebie i wiara w siebie. Przytulam mocno. Mnie się udało, chociaż nie jestem pewna, czy do końca. Gdzieś na dnie serca leży żal. Ale to takie nasze pokolenie - bez leżenia na kanapce i analizowania, cierpiące za miliony... Przytulam, siostro w bólu :*
OdpowiedzUsuńDawno wybaczylam, bo wiem, ze on mnie na swoj sposob jakos kochal, ale nigdy nie pokocham siebie, za gleboko we mnie siedzi, ze jestem niewystarczajaca i w sumie do niczego w zyciu nie doszlam. To akurat udalo sie mojemu ojcu, wszczepic mi te swiadomosc.
UsuńAle przynajmniej wiesz, że to kompletna nieprawda, Pantero.
UsuńNo wlasnie nie.
UsuńAniu! Posłuchaj Agniechy, mądrze prawi :)
UsuńMoi starsi byli w typie rodziców Pantery. Tatunio przede wszystkim, bo mama była podporządkowana i robiła to, co on. Skóra mi cierpnie, gdy wspominam swe dzieciństwo. Ciekawe, że teraz to zupełnie inni moi ludzie, niż wtedy gdy byli rodzicami wychowującymi dzieci. Może ich to zadanie przerosło...
OdpowiedzUsuńFajni ludzie, obiektywnie patrząc, i dający się lubić.
Moje koleżanki ze wsi zazdrościły mi, bo rodzice co niedzielę szli "pod pachę" do kościoła. Cut, mjut i orzeszki laskowe. Tak pięknie jak na obrazkach...
UsuńWiecie co, a ja wyparłam przykre doświadczenia z dzieciństwa. Tato był typowym pantoflarzem, a mama biła dzieci kablem od żelazka. Teraz wiem, że oboje inaczej nie umieli, może nawet w głębi serca wybaczyłam, nie wiem. Za to sama siebie kocham bardzo mocno i nie pozwalam się krzywdzić. Zastraszona i uległa to ja już byłam. I każdemu doradzam- doceń siebie w końcu. i zadbaj o siebie sama. Całusy dla wszystkich tutaj, Ela
OdpowiedzUsuńMama mnie nigdy nie uderzyła, nie pamiętam, ale ojciec nas lał rzemieniem z taką trójkątną klamrą, za winność i niewinność. Do dziś pamiętam odbicia tej klamry na moich nogach. Klamrę ojciec zaczepiał na klamce okna i ostrzył na naciągniętym rzemieniu brzytwę. Któregoś dnia rzemień zniknął. Odnalazł się po latach, cały sparciały, w dziwnym miejscu. I tak, tak jak Ty nigdy już nie byłam uległa w życiu. Warto się buntować.
Usuń