piątek, 18 lipca 2025

Nagłówek

 zmieniłam, Kochany Pamiętniczku, bo mogę.

A mnie kurwica dziś.

Jakbym się nie starała, dupa z tyłu i tłumaczenie co miesiąc to samo.

Ale patrząc na to, co się dzieje - morda w kubeł.

Albo zgaszę światło, albo będę się napawała jebnięciem mojego następcy na pracowej niwie.

Dla M. był to ostatni miesiąc, odchodzi do M., za którym tęskni. To był naprawdę fajny duet w pracy, nie miałam z nimi ani jednej scysji, w sumie ja z nikim w tej pracy scysji nie miałam, w przeciwieństwie do Auschwitz.

Tylko raz Boss doprowadził mnie do tego, że płakałam w łazience, ale...

Bez daj racji.

I cała ekipa stała za mną.

Było, minęło, teraz jestem ulubienicą Bossa.

Ale też i w kuwecie nie dzieje się nic ciekawego, a wprost przeciwnie - robi się coraz bardziej nieciekawie.

Ale cóż, mniejsza z większym, mnie już bliżej do drugiego końca tęczy (co nie znaczy, że się tam napieram), co ma być, będzie, co ma jebnąć, jebnie.

M. na odchodne chyba trochę żałowała, bo tak wywnioskowałam z rozmów - jednak 13 lat to nie w kij dmuchał, zostawić to za sobą. Ja mam tu już 15 lat w tym roku we wrześniu. 

I tak na MSG zeszłyśmy na sprawy prywatne, żaliła się na swoje córki, ja swoich chłopców wychwalałam pod niebiosa. A jej córki pamiętam z lat dziecięcych - za gwiazdy gazety robiły. Bo u nas wszystko rękodzieło :)

A tu już dorosłe, fajne dziewczyny, chociaż ja osobiście, jak z marzeń młodzieńczych wolę egzemplarze męskie - są łatwiejsze w obsłudze, co nie znaczy, że prostsze.

I tak zeszło na to, że pojechała po córce tak, że ta o 23 zabrała się za... ścieranie kurzy...

No a że umawiamy się na prywatne spotkanie, bo tak, bo chcę, bo lubię M., a  jestem DDA, po usłyszeniu zaleceń, że okna muszą błyszczeć, zaoponowałam, bo mnie już comiesięczne mycie okien nie kręci. Na razie mam w miarę czyste. Ale usłyszałam, że na długim kiju i inne takie tam...

Nakręciłam się.

I nie, nie umyłam okien.

Ale...

Zapomniałam, że mam takie mądre i życiowe memy na lodówce :) 


 i rzuciłam się w wir ścierania kurzy...

A kurzy u mnie dostatek :) 

No to było w ramach czekania (niedoczekania) na pracę.

A że w Aldi zanabyłam priekrasnyje ściereczki z mikrofibry, bo ułożone były w tęczę, za jedyne 8 zł polskich 10 ściereczek...

... odkryłam, że (stara, a gupia jak but), że mikrofibra lepiej ściera kurz, niż te szmatki nawilżane...

I och i ach, jak lśnią moje półki i inne zakątki, ogarnięte z kurzu...

Jako że pracy nadal nie było (do końca dnia natrzaskałam 4 tys. kroków po mieszkaniu, bo słuchałam muzyki na ajfonie, nosząc go ze sobą, w kosmetyczce, której nie wyrzuciłam - przydasię, kosmetyczkę dostałam od teściowej jakieś, bagatela 30 lat temu, jak nie więcej, zawieszona na szyi na smyczy doskonale sprawdza się w łażeniu po mieszkaniu - z bezprzewodowych słuchawek sygnał znika, co wkurza, olaboga, plus 3 tys. rankiem Manhattan, razem 7 tys. super), ogarniałam, ogarniałam, nawet na Gwiazdkę ani na Wielkanoc tak nie ogarniam, już zaczęłam się zastanawiać, czy w ramach powera choinki nie zacząć ubierać...

Praca ruszyła o 17.30.

Trwała do 20.

I nie, kurwa, nie mam za to zapłacone, bo za nadgodziny nie płacą.

I co mi z tego, że mam już mieszkanie ogarnięte jak na Gwiazdkę?

Do Gwiazdki znów zarośnie.

Na koniec dostałam emilka:  

Wszystko pani Basiu, bardzo przepraszam, że tak długo musiała pani w komputer spoglądać i się doszukiwać materiałów... chciałabym się poprawić :)

No cóż, muszę próbować :) 
Miłego weekendziku :) 😀 jest pani najlepsza!
 
No wiem, że jestem, ale zemsta jest rozkoszą bogów i jaka to będzie rozkosz, jak ktoś inny będzie korekcił :)  
Więc odpyskowałam:

Tak się tłumaczymy co miesiąc... :) Ale OK :)  Nie weekendziku, tygodni :P 

Nie ma mnie do 10 sierpnia, choćby siekiery z nieba leciały :) 

Spokojnego ogarniania pracowej kuwety...

I tak sobie po cichu myślę... Odejdę, bez plecaczka i...

Pomarzyć można :) 

Serdeczności :) 

 

Ale wkurw mam.

I dopiero teraz uświadomiłam sobie, że przecież nawet jak M. do mnie wleci, a wleci, bo zapraszałam, to jest MOJA chata, moje reguły i to, że ją coś w jej domu wkurza, mnie zupełnie nie obowiązuje.

Uświadamiam sobie coraz dobitniej, że nieprzepracowanie kozetkowe traumy DDA mści się na całym moim życiu.  

Powoli usuwam co się da, takie przydasie - pierdyliard słoiczków po fajnym (aczkolwiek niezdrowym) jogurciku z Portugalii, czy innej Hiszpanii, już nie pomnę, bo... może kwiatki da się tam wstawić. I pojemniczki z  Lidla po crème brûlée (już z 10 wylądowało na śmietniku), na co mi te miseczki?

Odgracanie w toku.

Zegarek I. z I Komunii św., a jakże przystępował, leży od lat  na półce i się kurzy. 

 

Nawet nie pamiętamy, od kogo go dostał. Potrzebuje baterii, pytam - pamiętasz, chcesz?

Pamięta, chce (jeszcze nie tak dawno nie chciał).

Więc jutro polecę do zegarmistrza - jest sens wyjścia z nory - dopóki ten jeszcze na dzielni jest, bo wiekowy jest i dam mu go. Znaczy się dam I.

Jeden rupieć mniej do zutylizowania :) 

M. mówiła, że będzie się starała mnie do siebie ściągnąć.

Małe szanse, ale cóż, do księgi Guinnessa bym trafiła.

Z tym że nie chcę już etatu.

Chciałabym móc co wieczór sobie winko sączyć i niczym, i nikim się nie przejmować.

Tylko sobą.

Bo niewiele już dni przede mną, a tak w zasadzie jeszcze mniej ich miałam dla siebie przez całe życie.

Dzisiejszy bób był już stary. Szczęście w nieszczęściu, że mieszkam sama i bezkarnie mogę puszczać bąki.

Bo nawet mieszkając z własnymi dziećmi, które w tej dziedzinie mniej miały manier, bo matka nie słyszała, co najwyżej poczuła i zjechała, pomijając Eksa bez zahamowań bo ojciec lekarz wytłumaczył mu, że to fizjologia i jest OK, nie odważyłam  się puścić bąka poza WC. Byłam wychowywana na damę. A damy nie pierdzą, co nie? 

Od nich wróbelki odnoszą w dzióbkach :P 

 

A podczas gwiazdkowego sprzątania znalazłam jerychonkę. 

Nastolatką będąc zaczytywałam się Jerychonką Rodziewiczówny.

I na swojej krętej drodze życia spotkałam przed laty Cynobera, który mnie słuchał.

Nie odzywa się od lat, nie wiem, co z nim, a często o nim myślę.

O tej torebce na krześle.

I aczkolwiek...

A, nevermind.

Dostałam od niego jerychonkę.

Kilka lat leżała ostatnio na półce.

Dziś wsadziłam ją do wody.

I...


 Niewiele, ale odżyła...

Może jutro będzie znów zielona, jak kiedyś?

 

Życie nie takie płata figle.

I wciąż zapiera dech... 

 

A jutro wpada P. (taki jest plan), z przychówkiem.  Żona pojechała na koncert. Koreańskiego idola. Z wiadomo kim.

Morda w kubeł...

Lody kupiłam a Aldi, nie wydam kolejnych stów na lody w lodziarni.

I choć serce mi pęka, nie, nie gotuję.

Wyśpię się i od jutra znikam.

Bez plecaczka, zewsząd znikam :P

 

 

 

 

10 komentarzy:

  1. komunijne zdjęcie suuuperrr!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompromitujące i dla mnie, i dla komunisty :) Ale cóż, tak było, nie da się ukryć :)

      Usuń
  2. Tom razom natentychmiast zauwazylam zmiane naglowka, ale zamim zdazylam sie pochwalic, Ty juz w pierwszym zdaniu zwrocilas na to uwage. :)))
    Ja tez wczoraj posprzatalam chalupe na blysk, bo w weekend przeprowadzam dziadka, a potem ide do szpitala sama, wiec nie bedzie czasu, a jasniepan jak posprzatal w ubiegly weekend, to troche przejechal odkurzaczem po srodku, wiec w katach bylo kurzu na centymetr. Tak to moge prosic o pomoc, wiec chocbym zdychala, musze wszystko robic sama. Zwlaszcza przy zwierzakach trzeba czesto odkurzac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za szpital trzymam kciuki i liczę na to, że pomogą. Ale nie musisz być taką perfekcjonistką. Ja całe życie robiłam wszystko sama, na zasadzie: bo ja to robię lepiej i wkurwia mnie poprawianie po Eksie...

      Usuń
  3. Nagłówek bardzo mi się podoba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też, ale cieszę się, że się Tobie spodobał :)

      Usuń
  4. Miłego dnia życzę i pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Nagłówek super, uśmiałam sie! Nieustająco jesteś u mnie numerem 1, jeśli chodzi o blogi. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, miło czasem być nr 1 :) Odpozdrawiam :)

      Usuń