Kochany Pamiętniczku...
Dobrze, że znalazłam Rekruta. I to wszystkie 6 sezonów. Albowiem oglądałam to już w czasach torrentowych i ucieszyłam się, gdy znalazłam na Netflixie następne sezony, no co, lubię amerykańskie seriale policyjne, takie zboczenie. Orgazm mam, jak minutę po zgłoszeniu podjeżdżają radiowozy i przestępca nie ma szans. A adwokaci mają pole do popisu. Niestety, serial ten leciał na Netflixie z niemieckimi napisami. A dubbingu nienawidzę. I tak sobie wisiał, wisiał, aż odwisł i tadam :)
A pracy miałam po kokardkę i kucyki (tak, tak), więc leci już 3. sezon.
I kolejny amarylis kwitnie
domowe grudniki też zaczynają, a i - olaboga - storczyk od I., który dostałam na Dzień Matki DWA lata temu po raz kolejny (odpukać) chyba zakwitnie.
Napisałam dziś emilka do M., obiecała popędzić.
I...
Nie było ani jednego tekstu. A na podlizywanie się o malutką premię za dodatkową harówę (bo będzie) odpisała, że się postara, ale finanse przejęły siły niechętne zwykłym ludziom. A i nowy prezio nie zważając na nic zwołał zebranie w sprawie "wspólnym wysiłkiem rządu i społeczeństwa" w momencie krytycznym (zupełnie jak niejaki Jaruś), no i zamykanie przesuwa się z piątku na poniedziałek - czyli dla mnie jakieś kolejne dodatkowe 10 godzin.
Ale cóż było robić.
Marna, bo marna, ale odłożona co miesiąc, dopóki jeszcze nie oślepłam (a mogę, bo operacje wstrzymane, bo dziura w szpitalnych budżetach) operacja, a i na wizytę wciąż nie udaje mi się zapisać, a do P. nie dojechałam jeszcze...
C'est la vie...
Ale siedziałam uczciwie te jebane 4 godziny codziennie. Bo ja taka głupia już jestem, cipa. Chociaż tego pracowego kompa nie włączam i nie włączam pracowego śledzenia. Szkoda mi kasy na prąd. Te 20 zł dodatku za home office (nawet nie wiem, czy mi je płacą) nie pokrywa tego, że prąd, że woda (bo i picie, i kibelek), absolutnie nie pokrywa. Ale... Mogę siąść w piżamce o 8.55... I mieć wyjebane. Na dojazdy bym i tak nie wydawała grosza, bo mam już darmowe przejazdy do 2054 roku :) Muszę jeszcze tylko dożyć, a co. I tak się zastanawiam, czy po ukończeniu setki będę musiała płacić?
Zarżnę się zaś w następnym tygodniu, ale może się nie wykrwawię?
Mniejsza z większym.
Brzozy były jak złote wodotryski
W poniedziałek wkurwiona na maksa, bo za oknem słońce, a ja na dupie jak księżniczka, polazłam najpierw do kiosku na Manhattan, bo pani obiecywała, że zdobędzie kalendarz, jakiego szukam. Nabiurkowy. Bo net netem, ale lubię zerknąć na prawo i od razu widzieć, kiedy mogę tylko pomarzyć o życiu, orząc tę nieszczęsną prackę. Kalendarza nie było, przede mną stał gość pierduśnik, a sprzedający był jeszcze większą pierdołą.
Polazłam zatem do Galerii, chociaż teściowa tłumaczyła mi zawsze, że w poniedziałek nie robi się zakupów, nie wydaje kasy, bo wtedy cały tydzień kasa znika. W poniedziałek przyjmuje się kasę.
Kto wierzy w gusła, temu dupa uschła, więc polazłam do Hebe, albowiem przeglądając kosmetyki znalazłam wcierkę i o dziwo... Wtarłam, a następnego dnia nie musiałam myć głowy. Wstałam, a włoski leżały idealnie, a nie jakby piorun w rabarbar strzelił. Bo ja włosy myję co dzień, mam skórę głowy przesuszoną tak, że aż mnie boli i swędzi, a włosy wychodzą garściami i w ogóle syf, kiła i mogiła. Ale nieumyte, nieprzylizane naprawdę są jak rabarbar po piorunie.
A w Hebe... no rozhulałam się jak jakieś tornado :)
I tak mam
cały arsenał i... we wtorek wyszłam do ludzi, pojechałam do miasta z nieumytą głową. Ja, która dotąd nawet śmieci nie wyniosła, gdy był Dzień Dziecka i głowy nie myłam :)
Były idealne, moje włosy kolejnego dnia (środa) wyglądały dalej jak świeżo myte i... umyłam je tylko dlatego, że chciałam wypróbować kolejny szampon.
Obczaiłam też, że Sielanka ma kremy i inne cuda, ale ja potrzebowałam tylko czegoś do włosów, a wypróbowałam już pierdyliard kosmetyków. I na dokładkę nie kosztują "miliona monet" jak mówią internety. I ładnie pachną.
Patrzę w lustro z mniejszą niechęcią na ten mój łysy łeb - do dawnej obfitości już nie wrócę, ale już chociażby to, że nie muszę co dzień łba myć i wychodzę z domu bez stresu - to już coś. U Inżyniera jest taka woda, że myte czy niemyte wyglądają jakby piorun w rabarbar strzelił, no i samo suszenie i czekanie na możliwość założenia aparatów to już droga przez mękę, Łobuzy bowiem atakują mnie zaraz po wyjściu spod prysznica, a jeszcze nie do końca opanowały mówienie do mnie. Synowa nie opanowała tego do dziś.
Wtorek
brzozy dalej były jak złote wodospady, gdy leciałam kurcgalopkiem na przystanek.Bo zamyśliłam do Avenidy pojechać. Bo mam na lodówce taką maleńką fiefiureczkę (taki pseudonim miałam przez lata), która poruszona świeciła pięknie. Ale bateria się wyczerpała. CR 927. Jako że ani w PEPCO, ani w KiK jej nie ma, umyśliłam pojechać do Avenidy. I bankomatu nie mam, bo zamknęli (remont) Biedronkę w Alei Żula, gdzie jest jedyny bankomat w okolicy, w którym mogę wypłacać kasę bez prowizji. No i nie ma bankomatu. A potrzebuję kasę na Manhattanie, bo tylko kilka straganów ma terminale, a nie zawsze pasuje mi tam kupowanie. Mam jeszcze zachomikowaną stówkę, ale to na długo nie starczy :)
CR 927 w Media Markt nie mieli. Będę musiała znów prosić Inżyniera, bo na Alledrogo jest. Potrzebuję dwie baterie, a wysyłka też swoje kosztuje. Trudno :) Nie mam ochoty na zwiedzanie wszystkim marketów.
Do Action wpadłam i poza tradycyjnymi świeczuszkami i workami degradowalnymi do bio (gdzie indziej ich nie widziałam), odciągając się od wielu innych pierdół, zanabyłam lampkę na USB. I to był strzał w dziesiątkę, bo świeci sobie na biureczko (doskonale widzę dzięki niej kurz za monitorkami, który boję się wycierać, bo już raz wywaliłam jakiś kabel, a kabli tam mam od metra i nie wiem, gdzie który wtykać), oświetla też teren wokół monitorka tak, że moje oczy odpoczywają.
A ciemno jak w dupie u Murzyna teraz coraz szybciej.
I w Empiku kupiłam kubek
zastąpił mi te dwa stłuczone ulubione kubasy - jest pojemny tak, jak porządny kubek powinien być. Mieszanka czterech torebek ziół rano - idealna. Nacięli mnie na tym kubku. Metkę mam - 49,99, nie brałam innych, bo było na nich 69,99. Trochę się zdziwiłam wysokością rachunku, ale kupiłam tam jeszcze kalendarz nabiurkowy, jakiego szukałam (drogi, dlatego szukałam gdzie indziej, ale na Alledrogo kosztuje tyle samo, a jeszcze znów prosić I.) i drugi kalendarz na ścianę (nie miał ceny), bo ja mam swoje kalendarzowe nawyki i sami Men in kilts mi nie wystarczą, a i jeszcze poleci jeden trójdzielny... W Empiku gorąco jak w piekle, ja w kurtce i ledwo dycham, nie sprawdzałam nic, kasę mam, obsłucha natrętna, taka aplikacja, sraka aplikacja, torba, promocja, a ja mdleję... Dopiero w domu zerknęłam na paragon - za kubek naliczyli mi 69,99.
Nie, to przerastało moje poświęcenie - powrót do Empiku (pół godziny co najmniej autobusem w jedną stronę, w czasie korków), niech im to moje 20 zł w dupę wejdzie.
I miała być pełnia z tych zwariowanych...
Kurwa. A ja poprzedniej nocy latałam po mieszkaniu, szukając miejsca do zaśnięcia. Melatoninę odstawiłam właśnie, bom się doczytała, że na serce nie za dobrze wpływa po długim stosowaniu, a stosuję ją już chyba dwa lata z małymi przerwami...
I była
Com się namęczyła, spuszczając wszystkie rolety, czego nienawidzę, bo lubię to przyćmione światło osiedlowych lamp, oświetlające mi drogę do kibelka, a i przy tych krzakach na oknach nie jest łatwe spuszczanie wszystkich rolet.
W takich chwilach żałuję, że zlikwidowałam drzwi :)
No cóż, mądra Polka po szkodzie.
A dziś tylko do Lidla skoczyłam, ale zawsze, nacieszyłam się słoneczkiem i niewiele kupując wydałam całą masę kasy.
Ale w końcu na coś ciągnę ten wózek, co nie?
Czarny dorsz wyszedł przepyszny, mam obiad na dwa dni.
I ciasto francuskie z Aldiego, z gruszkami, serem i orzechami, z miodem na wierzchu jest o wiele lepsze niż te kupne ciacha. A można je zrobić małymi porcyjkami, wychodzi. Można też inne owoce kłaść. I warzywa.
Tak, u mnie czas światełek (tylko znów jest reklama na sąsiednim bloku i jebie po oczach, znów źle ustawione lampy, ale nie mam już siły prosić Inżyniera o dzwonienie, a spółdzielnia, gdzie same pierdzistołki siedzą za moją kasę pewno znów każe mi dzwonić do zleceniodawcy, cóż, może pora sprzedać mieszkanie i wyprowadzić się gdzieś do lasu?), ciemności.
I rozmyślania.
Dobrze, że jest Rekrut.
Tak, zabijam czas czekania na pracę.
I wolałabym pracować ciągiem cały czas, bez wypruwania sobie żył przez kilka dni.
Ale cóż, taki los sobie wybrałam i taki mam.
Ale...
Wciąż nie włączyłam ogrzewania w chałupie.
I tak, jestem złodziejem ciepła.
Ale też mój sąsiad musi nieźle hajcować (jakiś czas miałam włączony kaloryfer), bo miałam wtedy w mieszkaniu 26 (sic!) w sypialni, z moim kaloryferem na 2 (letnim). Więc wyłączyłam, bo nie da się w takiej temperaturze spać.
Mam 23 stopnie bez kaloryferów, 47% wilgotności. I. ma około 20 i... jakieś 20% wilgotności, z ekoogrzewaniem podłogowym :)
Życie jest zakręcone jak świński ogonek :)
O polityce i innych cudach nie piszę, bo mnie szlag :)









Trzymaj się!🙂Zamykanie w poniedziałek, gdy wszyscy mają wolne?No, polecieli...Dobrej nocy( przespanej!)
OdpowiedzUsuńWolne mam i ja. Potem dwa tygodnie pracy i tu się dopiero piątek zamienia w poniedziałek :) A że zaraz grudniowy numer, to praktycznie na te pół etatu jadę cały miesiąc...
UsuńJesu, Ty mnie nie strasz, ze melatonina na serce niedobra, a ja juz sie przyzwyczailam i nie wiem, czy bez niej usne, nie probowalam przerw w zazywaniu.
OdpowiedzUsuńMnie tam pelnia nie straszna, spie i nic mi nie przeszkadza, niech se lysy swieci do wypeku.
W sypialni nigdy nie grzejemy, a okno zamykamy, kiedy temperatura na zewnatrz spada ponizej zera. Lubie spac w zimnie, cierpie latem, ale wtedy przez cala noc lata wentylator.
Podesłałam Ci linka na MSG. I zaczynam wątpić we wszystkie suplementy, bo co rusz okazuje się, że niby dobre, ale jednak nie do końca... Jednak odstawię melatoninę. Od czasu do czasu łyknę, żeby zlikwidować już kupione zapasy, ale koniec i basta. Jeszcze nie spotkałam aptekarza, który by coś powiedział albo zapytał, jak kupujesz te wszystkie cudowne wynalazki. Jak sama nie drążysz, to nie wiesz, jak to się wszystko splata. A reklamy Ci tego też nie powiedzą. No ja nie mam sypialni jako takiej osobno, więc jak są mrozy i wyziębi mi się pokój w dzień, to jednak muszę grzać :) Ale na razie zawijam się w dzień w kocyk i jest OK :)
Usuń