Kochany Pamiętniczku :)
Jadąc na włości zabrałam ze sobą maleńki flakonik Shalimar Guerlain. Bo ja się nie maluję, ale...
Jak wyjdę z domu nieuperfumowana, to czuję się, jakbym naga była.
Jako że w mojej torebce nie mieści się iPad, a nie chciałam wlec siatki, zamieniłam torbeczkę na starą, szmacianą, jeszcze z Paryża. Ale pojemna, iPad wchodzi bez problemu.
Rano szukam perfum i nic, znikły jak sen złoty. Wybebeszyłam całą torebkę, ale nic. A wkładałam do przedniej klapy, zapinanej na zamek, szczelnej, nic nie miało prawa wypaść. No cóż. Przyglądam się klapie, a tam... dziura. I na wierzchu dziurki dwie, jakby wąż czy inna żmija się wgryzł.
No nic. Serce trochę zabolało, bo z tej kolekcji to Shalimar i Ma petite robe noire są ulubione. Inżynier złazi, gawędzimy, no i mówię, że zła jestem, bo nie zorientowałam się, że torebka ma przetarcie i zgubiłam perfumy. A ten woła Alienka i pyta, gdzie ma te perfumy, które zabrał Kundlowi i z którymi leciał do mamy jej oddać.
I to były moje Shalimar.
Korek pogryziony, ale Kundel nie dostał się dalej.
Nie do wiary, jak on je stamtąd wygryzł.
Inżynier wątpił, no ale przecież nóg same nie dostały, a położyłam je na krześle, mając już aparaty, więc słyszałabym, gdyby coś wypadło.
Tak więc na Kundla trzeba naprawdę uważać.
Pogoda cały czas barowa, a że nie można co dzień pić, bo się do AA trafi, seriale mi się skończyły - polecam Breslau, cudny jest, te suknie przedwojenne, ci wspaniali mężczyźni w kapeluszach i garniturach, w koszulach krochmalonych (przekleństwo mojej młodości, jak mama zmarła, musiałam ojcu takie prasować, jak była jedna fałdka gdzieś, wyrzucał do prania nie zakładając, elegant pieprzony, a jak już nie byłam pod jego jurysdykcją, przyszedł do mnie koszule prasować, bo żelazka nie miał. Co ja paczę? Prasuje koszule do połowy, a na moje: a dół - odpowiada: wsuwa się w spodnie i nie widać, kurwa).
A, fotkę znalazłam, to nie lata przedwojenne, ale moda z lat 50. Też taką sukienkę miałam, na sztywnej halce. Co z tego, że z paczki i niemodna, ale taka moja, kochana :)
Taftowa halka, sztywniuteńka i koronka spod sukni wystająca. A teraz jestem jak moja ciocia, skopiowana :) Ten dryblas to mój brat, a chłopcy to moje dzieci :)
Tak, teraz jestem absolutnie niekobieca, niesukienkowa, latam w portkach i jestem Starą Jędzą :) Nawet jednej pary rajstop nie mam :)
I nie kupuję, bo znów zetleją i cały pogrzeb na nic.
A dziś taka pogoda była, że biłam się z myślami, robiąc zakupy: serce wołało: idź do domu, legnij i miej wyrąbane, a rozum mówił: rusz tę tłustą kubańską dupę i wio w świat.
Wygrał rozum, było tak ciepło, słonecznie, że grzechem by było siedzieć w chacie po tylu dniach szarugi.
No to wzięłam i kupiłam po drodze chryzantemy (bo wrzos kupiony w Yucca jest tak lekki, że byle wiaterek by go zwiał), znicze zapakowałam i pojechałam do wujka...
Myśląc, jak to będzie, gdy się spotkamy: on, wciąż młody, 17-letni kleryk i ja, stara (nie liczę lat, bo jeszcze nie wiem, ile pożyję, ryzyk fizyk), sterana życiem kobieta. Na dokładkę apostatka :)
Będzie się działo, co nie?
I tu dla mówiących mi, że potem nic nie ma: nie zgadzam się, może i gupia jestem, ale wierzę, nie, nie w życie pozagrobowe, ale w to, że coś jest.
Bo mogę i tak łatwiej mi ciągnąć ten wózek, często pod górkę i pod wiatr.
I tak sobie o tym rozmyślałam, siedząc na przystanku naprzeciwko Hanki, grzejąc się w promieniach słońca, a grzało dziś cudnie
w okna "mojego" pokoju, wspominając młodość i kontemplując. Czego mi żal? Nie lat minionych, lecz grzechów żal niepopełnionych - Safrin się kłania :)
Dobrze, że wracałam od razu, bo zaczęły się już robić korki, trwał pierwszolistopadowy exodus narodu...
Obiadek był gotowy, od wczoraj zupka została.
Więc zaczęłam ogarnianie halloweenowe :)
Osobiście udekorowałam się kotkami na łysym łbie :) Potem narażając się na złamanie karku ściągnęłam burdelówkę, która zrobiła świetną pracę, ustawiłam na jej tle spory koszyk ze słodyczami.
Ołtarzyk zrobiłam... Moja ulubiona kula, którą mi Inżynier kiedyś rechocąc wręczył w dodatku urodzinowym, z tekstem, że jak ją wypatrzył w gadżetach na Halloween, to od razu wiedział, że to jego matki portret. Jak się nią potrząśnie, latają nietoperki...
I świece, kapiące krwią...
Pies z kulawą nogą się nie zjawił.
Po 20 przestałam pilnować dzwonka - dzieci już powinny spać, a nastolatków z głupimi czasami pomysłami raczej bym nie wpuszczała.
I tak minął kolejny dzień mego długiego życia.
A jutro Wszystkich Świętych i tak - zapalę świeczkę dla moich Umarlaków.
Pamiętam o nich na co dzień.
Może gdzieś pójdę.
Nie wiem.
A może znów będę kontemplować stare fotografie?
Łobuzy w tym roku były w maskach, w których mnie straszyły.
Żadnych już słodziaków...
I już nie ma dla kogo kupować takich słodkich body...
Upływa szybko życie, jak potok mija czas...
Że jebnie.







Haha....kundel elegant! Poznał się na dobrej marce.... Pozdrawiam, Joanna
OdpowiedzUsuńNo, koneser. Już wiem, dlaczego tak na mnie leci. Bo fajnie pachnę, co potwierdziła sama Kalafiorkówna po tej aferze, mówiąc: babcia, bo ty pachniesz. A moje osobiste dziecko zawsze mówiło (notabene jej ojciec): bo mama zawsze pachnie smrodem. A mąż wywalał mnie bezlitośnie z auta, gdy używałam paczuli (uwielbiam)... Coś w tym musi być :)
UsuńChciał zachować Twoj zapach na zawsze!( ten kocha pewnie za to zniesienie pi schodach!).Paczuli nie każdy lu i! Ktoś powiedział, że pachnie starą skrzynią😀i coś w tym jest!)
OdpowiedzUsuńBlog mnie nie loguje, to ja, autorka :) Uwielbiam paczulę, aczkolwiek jak mam z kimś jechać, to jej nie używam. Co innego mąż, a co innego obcy. Miałam koleżankę w akademiku, która się zlewała olejkiem różanym (i nie kąpała się), a ja nienawidzę zapachu olejku różanego... :)
UsuńQrde, az niemozliwe, zebysmy mialy tyle wspolnego! Ja tez nie mam ani jednych rajstop, a nawet spodnicy. Dwie sukienki kupilam sobie na lato, ale nie nosze.
OdpowiedzUsuńU nas tylko Bulka psoci, znaczy oszczywa, wiec moja torebka wisi na drzwiach kuchennych, gdzie ta mala cholera nie ma dostepu, a kapcie i buty kladziemy na sztorc, wtedy nie daje rady. No i dzieki opatrznosci Wasz kundel sie nie napil perfumy, bo marnie by z nim bylo.
Kiedy bedziesz sie spotykac z wujkiem w niebie, tez bedziesz od nowa mloda, bo to tak dziala, choroby znikaja, skora robi sie gladka, kregoslup prostuje, wiec wuja spoko, pozna Cie od razu.
Co do jebniecia, to modlic sie, zeby jeblo skutecznie, a nie tylko zranilo albo konczyne urwalo.
O tę skuteczność się modlę :) Ja, niewierząca :D
UsuńMój nauczyciel historii powtarzał : "lepiej grzeszyć i potem żałować, niż żałować, że się nie grzeszyło". Miał rację, ale czy to słucha się dobrych rad?
OdpowiedzUsuńja posłuchałam, nagrzeszyłam ile się dało, a dalsze grzechy mam w planach :)
Usuń