jak zły szeląg, Kochany Pamiętniczku.
Ja tak zawsze mam, że jak nie muszę do pracy, to budzę się bladym świtem.
I podziwiam teatr za oknem, ciesząc się, że jeszcze jeden darowany cudownego życia dzień :)
Przed wschodem słońca niebo było przezajebiste...
Ale jeszcze wróciłam do łóżeczka, pod kordełkę...
Co nie zmienia faktu, że już - wyluzowana, bo wszystko mogę, nic nie muszę, a tego mi ostatnio w pracowych dniach brakuje, pomaszerowałam lewa, prawa na Manhattan, dziwiąc się, jak ten Marceli Szpak światu, który...
... nie da się ukryć, zmienił się i to bardzo przez ten tydzień, kiedy siedziałam w norze na dupie :)
I ten kobierzec z liści, gęsty, nikt go jeszcze nie sprzątał, ani deszcz nie zrobił z niego obrzydliwej, śliskiej pulpy...
Do piekarni, bo choć samoróbka chleba jest OK, ale...
Nienawidzę mycia naczyń po cieście. W ogóle nienawidzę zmywania, więc orkiszowy z Faworu - kocham :)
No i zaszalałam, kostkę hiszpańską z bezami kupiłam.
Oj tam, oj tam. Kurtka ma zapas.
A na Manhattanie szok.
Tam budki stoją od czasu handlu na łóżkach polowych, znaczy się, od 1989 roku.
Sypią się, walą, w czasie deszczu woda leje się na człowieka, który nie ma trzeciej ręki, by otworzyć portfel...
Dwa tygodnie mnie nie było, a tadam :)
Jaki skok cywilizacyjny
Nawet rynna jest i jakieś żaluzje. Szkoda tylko, że właścicielka opryskliwa jak cholera i na pochwałę budki skrzywiła się, jakby się napiła octu siedmiu złodziei...
No nic.
Jajka ma dobre, a czasem sprzedaje je przesympatyczna i przepiękna dziewczyna :)
I tak ogarnąwszy Manhattan, z dystansem, bo na wycug do waju idę we wtorek...
Niosąc pęk mieczyków, może już ostatnich w tym roku...
... do chaty wróciłam, ale nie wrócił mój zapał do sprzątania.
No wiadomo, musu nie ma, my home is my castle, ale...
Gryzło mnie, mocno mnie gryzło...
I tak umyśliłam sobie, że zamiast stać przy garach, pójdę do Lidla po sushi.
Tak też uczyniłam.
No i... zgrzeszyłam, biję się piersi, aczkolwiek...
no co?
Ktoś zgadnie, czym zgrzeszyłam?
A potem, zeżarłszy sushi odzyskałam siłę do życia i...
Pozbierałam puszki z resztkami świeczek.
Zagwozdkę mam, gdzie to dostarczyć, oczywiście na pomoc Ukrainie. Dużo tego mam, i wosku, i samych puszek. I tak, chcę w ten sposób pomóc Ukrainie, bo pomijam Wołyń - czego nigdy nie pomijał mój przyszywany wujek, pomijam Lwów, co zawsze było kontrowersyjne w rodzinie Eksa (inna bajka, że na Lwowie wzbogacili się nieraz, kłamiąc w sądzie).
Dla mnie Ukraina jest w tej chwili przedmurzem przed ruskim atakiem.
W życiu nic nie jest proste.
Więc w całym mieszkaniu pachnie woskiem, pracowicie zeskrobywanym.
Resztę muszę ogarnąć.
I tak, skrobiąc, odkurzając, spotifując (ach to cudne uczucie - nic nie muszę, mogę się położyć na środku pokoju i nikt mi nic nie zrobi - wciąż odreagowuję ten tydzień i pracowe zakręty, chyba jednak się zestarzałam, i to już nie na moje nerwy), taki tam post o wierze wrzucam na FB.
Aktywuje się moja synowa. Że nie mam racji, że jej dzieci nie są stygmatyzowane (tu się zgodzę). W całkowitej opozycji do moich przemyśleń, jak zawsze, wie lepiej. Bo ja się na niczym nie znam.
No OK.
Pytam na MSG, czy jej ojciec, zwolennik pisiorków do upierdzenia, tak samo jak jej brat, który sam się wypisał z moich znajomych, stwierdziwszy, że jestem antypis, a z którym realnie mam całkiem normalne stosunki (nie że seksualne, co to, to nie), wierzący oboje do wypierdzenia, rozmawiał z Alienkiem o wierze? Odpowiada, że nie wie, nie było jej przy takiej rozmowie.
No i kurwa, ja rozmawiałam z Alienkiem o wierze. I nie, że ja zaczęłam, ale on sam zapytał mnie, czy wierzę w boga.
Doszliśmy do porozumienia, że jesteśmy w tej samej ekipie.
A mnie jednak ciekawi, co powiedziałby dziadek? I wujek?
Bo mnie dziadek próbował nawracać.
No ale ja nienawracalna jestem.
I inna bajka - Mała Wiedźma.
Sama deklarująca się jako niewierząca.
Krytycznie oceniająca i ojca, i matkę za ich postawę.
Bo babcia J....
Ano, ślub kościelny brali dla babci J., bo cała O. musiała wiedzieć, że żyją po bożemu.
Do komunii babci J. nie udało się dociągnąć, aczkolwiek oba bez Dżemoru ochrzczone są.
Małą W. po chrzcie nosiłam na rękach, poza kościołem, klnąc na kocich łbach, po których stąpałam na obcasach, albowiem babcia J., która miała opiekować się MW po chrzcie, zatraciła się w płaczu nad szczęściem młodej pary i ochrzczonej wnuczki, wyrwanej ze szponów szatana...
MW łkała jak opętana, nie podobał się jej chrzest, ksiądz pomylił jej imię, więc wzięłam dziecię w me ramiona i wyniosłam.
Mnie tam nic nie ruszało.
Dzisiaj nie chodzi na religię, nie była u komunii (były przymiarki, zapytała mnie, ile trzeba zjeść wafelków, żeby przyjąć całego Pana Jezusa :P )
Papryczek też nie, i chyba nie pójdą, nawet nie ze względów ideolo, ale... Dziadkowie z O. już się nie kwapią do finansowania imprezy, a rodzice kasy nie mają. Ja złamanego grosza nie dam, wolę wino kupić :P
Więc nie wszystko jest tak różowo, jak sądzi mama Alienka. Nie zna całokształtu, a od razu odsądza mnie od czci. No i... Nie wypisuje się, tłumacząc, że za dużo biurokracji. Myślę, że nie chce ojca ranić. Mnie to rybka. Ja, chrzczona na prowincji, gdzie psy dupami szczekają załatwiłam wszystko online.
Nevermind.
Wkurza mnie manie racji, gdy się jej nie ma do końca.
Dwa amarylisy będą, a może i więcej.
Poczekamy na kolorki :)
A mnie będą czekały ciężkie dni na włościach.
No cóż, tak bywa.
W sumie najszczęśliwsza jestem u siebie.
My home is my castle.
U żadnego z moich synów nie czuję się mile.
I niech tak zostanie.
Żal mi ich, nie mnie.
Żyćko :)






Jak to czym zgrzeszylas? Wszystkim, co na zdjeciu: jakies piwa, amarylisy, grudnie, skrzaty, swieczki. Cos pominelam???
OdpowiedzUsuńJa mialam dzisiaj tak pracowito-aktywny dzien, ze glowa mala. Balkon mam przygotowany do zimy, dwa prania zrobione i powieszone, spacer z Toyka zaliczony. Ledwie zyje i pewnie jutro bede miala zakwasy od dzwigania skrzynki z truskawkami.
O, balkon. Mój już w agonii, potem będzie za zimno, ale w tym tygodniu nie dam rady ogarnąć. Trąciłaś niebezpieczną strunę w moim niechcemisiu :) Ale jakie skrzynki z truskawkami dźwigałaś i po co?
UsuńJa też najlepiej w swoim domu! Chociaż jest bardzo miło, to jednak inaczej, niż lubię!Dobrej niedzieli!
OdpowiedzUsuńDziękuję, wzajemnie, zdrowiej. Jeszcze w szpitalu?
UsuńJuż w domu.Cięzko, bo nie chodzę.
UsuńMiłego dnia życzę i pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńDzięki, wzajemnie :)
UsuńA grzesz sobie do woli! Piwo i kwiaty to nie grzech!
OdpowiedzUsuńDzięki za rozgrzeszenie, od razu mi lżej...
Usuń