piątek, 1 września 2017

W niedzielę

wleciał Kierownik Budowy z Kradziejką i Żoną, Kochany Pamiętniczku.
I coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że dzieci najlepsze są z piekarnika
Mogą być bez sosu czosnkowego, w ogóle bez sosu.
Więcej nie drążę tematu, bo jak mówi mądry mem: jebło to jebło, na chuj drążyć.
Nie tylko zmiany klimatyczne są, zmiany w wychowaniu też i nie ogarniam.
Nie biłam dzieci, bo ojciec mnie nieźle pasem lał, nieważne, winna byłam czy nie.
Ale moje klapsa  - rzadko bo rzadko - dostawały, a w sumie wystarczał mój wzrok.
Bo patrzysz jak wściekła żmija, jak mawiał Eks.
Nie trzeba było słów, ale porzundek zaś ale zawsze był.
Kierownik Budowy książkę motywacyjną mi przywlókł i kazał przysiąc, że przeczytam, nie tak jak zazwyczaj czytam, rzucając okiem, ale od deski do deski. Jest tak głupia, że używam jej w charakterze środka nasennego. Używałabym w innym celu, ale za twarda. nie wiem, jak mu powiem, że nie przeczytam, bo życia szkoda. A już na pewno nie wcielę w życie. I nie, nikt nie będzie masował mojego ciałka, bo moje ciałko to rzecz święta i niedotykalna, nawet jak jest spięte i boli. Nie bo nie.
Bo NIE. Moje ciało, moja sprawa.
I tańczyć będę tak, ja chcę, a nie po kursach z bębnami i innymi takimi tam :)
Osiemnaście mieć lat, to nie grzech.... O, to się nadaje do tańczenia.
Tylko Barana brakuje, ale trudno :) Nie można go wciąż zamęczać tańcem :P

No ale wracajmy do naszych baranów...
W poniedziałek pojechałam na te szkody, co zajęło mi raptem 3 godziny, bo ja dobra jestem, co nie?
A potem lewa prawa, lewa prawa pomaszerowałam do Panoramy, bo okazało się, że słodyczki moje rozpieprzyły wieszak do ręczników.
A że seria od lat na rynku, tom chytrze wymyśliła, że kupię, zdejmę, obejdzie się bez wkrętarki nawet.
I tu ZONK.
Nie ma Castoramy koło Panoramy.
Nie ma i chuj. Sprawdziłam w necie - przenieśli do Komornik, no ale gdzie mi tam jechać, jak niezmotoryzowana jestem?
Wróciłam do domu, pomidorówkę odgrzałam, pyszna, ale ile dni można jeść pomidorówkę?
Otrzepałam się, wsiadłam w 71 i pojechałam do drugiej Castoramy.
I dupa. Seria Oceanic była, ale wieszaka nie.
Wróciłam do domu z niczym.
Ale doczytałam, że w Leroy Merlin mają...
Zatem podążyłam do Leroy.
I znów dupa.
Mają, ale... w necie...
Zgrzytając zębami zamówiłam w necie, bo i odbiór w paczkomacie (a ja niepraktykująca), a i kaskę zaraz ciągną, a zamówienie realizują... 12 dni. Znaczy się, za 12 dni mogą wysłać. A kurierem biorą 15 zyla za wysyłkę rzeczy wartej 20....
To nie jest śmieszne. Dlatego nie kupuję w necie, bo wysyłka droższa jak część, dziwię się tym, co kupują, ale mam nóż na gardle. Nowych dziur w kafelkach wiercić nie będę, tym bardziej, że nie mogę się doprosić KB, żeby mi oddał moją wiertarkę...
I Pierworodnego dorwałam. Bo znów numer walnął... Mieli w niedzielę jechać nad morze, do Southend on Sea. Mieli. Bo wyszedł z domu bez telefonu, wsiadł do złego pociągu i wszystko poszło się jebać.
On już taki umrze. Niedorosły. Piotruś Pan. Ale mnie boli, jak cholera. I tej jego żonie bym oczy wydłubała. Jej się wszystko należy, a on do roboty... No nic. Nie przeskoczę tematu.  O synowych innym razem żółć wyleję, za dużo pisania :)
Next day zaatakowałam kolejne markety budowlane, ale nici. Nie ma Oceanica nigdzie.
Za to kupiłam sobie kartę do aparatu, bo te 2 GB co mam, no w sumie 4 GB, bo mam dwie, to pic na wodę i fotomontaż.
Na porządny maraton  nie starczają. Więc zanabyłam 32 GB za obłędną kwotę 70 zł polskich.
W ramach akcji dopieszczania moi.
Należy mi się, jak psu zupa.
Z urzędu.
I postanowiłam pojechać do starego ZOO, w celu pofocenia... samolotów. Bo jak byłam z wnukami, to co chwilę podchodziły do lądowania piękne maszyny, a ja bez aparatu byłam. I rozmawiając ze Zmorką obiecałam jej stado wróbli, bo latają u nas stadami, ale zanim wyciągnę telefon, wklepię kod, to spieprzają, gdzie pieprz rośnie.
Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.
Mam zdjęcia wszystkiego... prócz samolotów i wróbli.
Co nie znaczy, że nie będę na nie polowała dalej :)
A teraz z włóczęgi...

Miasto moje, a w nim...
Nowy Bałtyk, ze starą drukarnią w tle.
Tęsknię za starym Bałtykiem, gdzie niejeden film widziałam i nieraz w knajpie jadłam, ale... nowemu też nic nie brakuje, co nie? :) 


 Stare miesza się z nowym wszędzie i za to tak bardzo kocham moją wioskę... Żal będzie odchodzić stąd...
 Tu już stare zoo, słoń się skrył...
 Dla mnie największa bomba tu... Black swain...



 Małą dziewczynką byłam, gdy ten wilk tu już szczerzył kły. Dla ciekawych historii starego zoo

https://pl.wikipedia.org/wiki/Stare_Zoo_w_Poznaniu


 Udało mi się, co nie? A zapach, ojapierdolę. Cudem nie zemdlałam :)

 Te  osiołki naraziły się jednemu z poznańskich świętojebliwych radnych, bo w biały dzień na oczach dzieci seks uprawiały. Owoc tego seksu długo nie pożył, zdechł. Kara za grzechy, jak nic...










 Batura. Dzbanecznik. Trujący :)



 W takiej grocie, gdy byłam młoda, siedział niedźwiedź.
 A dziś wszystko zarosło pajęczyną. I dobrze :)


 Małpie niedobitki. Patrząc na nie, te biedonie, myślałam, coby było, gdyby małpom dać aparat fotograficzny. Czy potraktowałyby ludzi z drugiej strony krat tak, jak my traktujemy je?

I kto temu żółwiowi skorupę rozwalił?


 W pawilonie śmierdziało gorzej, jak w miejskim kiblu za komuny, więc zwiałam, nie sprawdzając, co tam jest...
 Tu dopiero odetchnęłam, ale i tak nie doczekałam żadnego samolotu...



 Za to upolowałam motylka...
 i pszczółkę, czy inna osę też...


 I ani jednego wróbelka, ale za to... Piekny leń, co nie??

 I odwieczny koń z brązu. Stoi tu od wieków...
 A na taki badziew plus picie (woda mineralna droższa jak na lotnisku!) będąc z wnukami wydałam prawie 100 zł polskich. Ojapierdolę. Cieszę się, że nie mam dzieci w wieku okołozoologicznym :)
I kto mówi, że na betonie kwiaty nie rosną? I że moja wioska nie jest KOLEJORZ? :)

A dziś od rana leje, więc poleciałam w przerwie między deszczami (co nie do końca mi się udało, o czym świadczą moje włosy) na Manhattan, a potem ogarnęłam tę kuwetę i w ramach samobiczowania wyprasowałam pranie, leżące od pół roku z haczykiem...
I takie mnie naszły refleksje...


Kto tak dziś umie wyszywać? Tego ściegu nie znam nawet ja... Ręczniki starsze ode mnie i to sporo, z czasów, gdy każdą sztukę bielizny znakowano. Tu akurat numery 16 i 22, bo takie trafiły do prania. Są wciąż białe, aczkolwiek nie śnieżnobiałe. Wyobrażacie sobie wyszywanie swoich monogramów na ścierkach i numerów? Na ścierkach do wycierania? Służą mi do dziś, chociaż gdzieniegdzie zaczynają się już przecierać. Moja mama je krochmaliła, ja kilka lat temu wyrosłam z krochmalenia...
I takie cuś

Wciąż całe, aczkolwiek wyblakłe i sprane. Polski len...
Ilu ludzi odeszło, a takie rzeczy wciąż trwają.
Ciekawa jestem, kto doceni to, gdy ja odejdę...
I tym optymistycznym akcentem kończąc idę leczyć chory palec, z nadzieją, że jednak nie wda się sepsa i jeszcze jakieś notki popełnię :P
No i te cholerne wróble upoluję...


sobota, 26 sierpnia 2017

Ojapierdolę

Kochany Pamiętniczku.
Działo się.
Poleciałam na tę rozmowę, okazało się, że 2 minuty po tym, jak zamknęłam kompika, pani od warzywek wysłała emilka, że  prezes się spóźni o pól godziny.
Dotarłszy na miejsce najeżyłam się, ale postanowiłam czekać, śląc do synowej SMS, że homoniewiadomo...
Prezes wpadł minutę przed 14.30, kajając się, że ojapierdolę.
No to rzekłam, że przechodzimy do konkretów, bo szkoda czasu...
Bo na randkę lecę
Zacukał się i pyta, czy mi to nie koliduje z pracką.
A ja na to, że nigdy, że śrutututu majtki z drutu.
Zapytał: ile...
 A ja na to sypnęłam kwotą, z duszą na ramieniu.
Jak na warszawskie realia, kwota spoko, a redakcja nam się tam przeniosła.
- Netto?
Na szczęście refleks mnie nie opuścił i rzekłam: oczywiście.
Zatem za pracę dostanę dwa razy tyle, co dotąd.
Oni nie zbiednieją, a ja jestem usatysfakcjonowana :)

 Taksi sobie zafundowałam i zdążyłam odebrać moje wnuki.
To były szalone chwile.
Dziś zbyt trzeźwa nie jestem, ale muszę odreagować...
Tak, jestem szczęściarą, mam superkuper wyjebane w Kosmos wnuki.
Mądre.
Urocze.
Urodziwe.
Cót. mjót i  ożeszki ziemne.
Niewychowane na maksa.
Rozpuszczone jak dziadowskie bicze.
Niesłuchające nikogo.
Szalone. Nieznające słów: proszę, dziękuje, przepraszam.
Jak mam, kurwa, uczyć znaczenia tych słów siedmiolatkę? Skoro uczyłam ją wciąż, a ona ich nie zna? Co ja mogę, widząc ją góra cztery dni w roku? Skoro mój padający na pysk z przepracowania syn nie ma czasu ich uczyć, a synowa do swojej mamy i ojca mówi bezosobowo, a ostatnio powiedziała im: odpierdolcie się ode mnie...
Tak, wiem, jestem straszną, wredną, okrutną babcią. Ustawiam do pionu.
Nie miziam, nie głaszczę, wymagam.
Moje wnuki spędziły miesiąc w sympatycznej rodzinnej atmosferze: odpierdolcie się...
Ale...
Budząc się o szóstej rano, z sublokatorem w łóżku ("bo ja sama spać nie będę, muszę mieć lampę, i inne takie tam", a ja akurat nienawidzę kogoś w łóżku i światła w nocy), lecąc w podskokach do łazienki, coby nie straszyć bezzębiem, klecąc śniadanie, bez aparatów, bo głowa mokra i aparaty szlag trafi, rozdzielając walczące na poduszki aniołki, ściągające serwetę z gorącymi napojami,śpiewając, tańcząc, recytując, karcąc, stawiając do kąta na 10, tłumacząc, dlaczego...
Podczas gdy mama kładzie sobie na włosy maseczkę, włącza wibrator i inne takie tam, co jej zajmuje 1,5 godziny, co kurwa można robić 1,5 godziny w łazience?), a ja odpieram atak na łazienkę, skaczące sobie na łeb dzieci, dosłownie, z tego sztuk jeden miało już złamaną rękę...
Sklep. Wkładamy do koszyka wszystko, co w zasięgu ręki.  Bo dzieci to zjedzą, bo jak tego nie dostaną, to umrą w męczarniach.
Lidl.
Każde dziecko musi mieć swój wózek.
I jeżeli jedno dziecko ma w wózku arbuza, a drugie nie, to...
Nie ma innej opcji.
Ojapierdolę...
I jak tu żyć, Kochany Pamiętniczku, jak żyć??




Kurwa mać...

 Ciąg dalszy nastąpi...

I..
Dziękuję Synowej nr 2.

Ona wie za co...




sobota, 19 sierpnia 2017

Okna

pomyłam, Kochany Pamiętniczku, drugi raz w tym miesiącu, ale przez te ulewy brudne były jak świnie...
Duży pokój sobie odpuściłam, jako i lustra, albowiem prawdopodobnie w poniedziałek wieczorem zlądują wnuki, zostawiające - cytuję drugą babcię - takie słodkie odbicia łapek.
Hmmm... Polemizowałabym.
Ale co sie będę wysilać, skoro i tak mnie czeka sprzątanie, a moje nieposprzątane mieszkanie jest idealne w porównaniu z mieszkaniem Synowej.
W sumie, nieważne.
Kwiatki przewloklam do dużego pokoju, bo tu łatwiej będzie upilnować Papryczka.
Przynajmniej taką mam nadzieję.
I sprawa się rypła, bo okazuje się, że we wtorek będzie na mnie czekał prezes (ojapierdolę, sam prezes) warzywkowy, jako że warzywka się przeniosły do stolycy, i jak o tym pisałam, nie zapłaciły mi. Mamy rozmawiać o finansach. Zagram va banque, bo...
W sumie robię im korektę za darmo, jak ma rozum, zapłaci mi, tym bardziej, że nie śpiewam stawki, za jaką powinnam rzeczywiście pracować.
Kciuki mile widziane.
Na fejsbuczku poczytałam sobie co nieco i...
W sumie mogę się zgłosić gdzie indziej i popolować.
Nie jest źle. Trzeba tylko uwierzyć w siebie, nawet na stare lata, na kompletną starość :D

Przy zamykaniu wrześniowego numeru zonk.
Pół dnia łaziłam i marudziłam, o 14 klops.
Wszystko się zwaliło i co minutę otwierały się drzwi, bo każdy chciał na gwałt...
Ile gwałtów można znieść?
Już szykowałam się do wyjścia, gdy wpada JJ z pytaniem, czy w tytule wstępniaka JB nie ma błędu...
Ojapierdolę.
Było co raz.
Otwieram słownik, bo zamiast mózgu miałam już galaretę i gdybym się uparła, obroniłabym wersję co raz, chociaż oczywiście powinno być coraz.
I tak, Kochany Pamiętniczku, jestem wdzięczna JJ, który co miesiąc wpędza mnie do grobu, a co cztery go zakopuje, ale nie jest taki najgorszy co nie?
Tak się w moim korektorskim żywocie różnie plecie.

A dziś na Manhattanie zorientowałam się, że zamknęli mój ukochany mięsny.
Więc koniec z tatarem, z mieloną wołowiną, bo w okolicy nie ma innego takiego, gdzie wołowinę mielą i tłuką na życzenie...
Zatem przejdę na wegetarianizm chyba, chociaż po wczorajszej (kupnej) wersji obiadu wege długo się zbierałam do pionu :P

Mój drugi pracodawca, budżetówka, jest nie do podrobienia.
Pracowałam tam kilka lat, po urodzeniu Inżyniera odeszłam stamtąd na rentę.
Bo tak pasowało.
Mało, że spłacili mi 75 tysięcy ówczesnych złotych z kredytu dla młodych małżeństw, chociaż wychodząc z założenia, że nie jestem już ich pracownikiem i płacę sama za swoje grzechy (pieniądze wróciły do mnie), to do dziś co roku dostaję niezłą kaskę za wczasy pod gruszą.
Pani z działu socjalnego namówiła mnie na aparaty słuchowe, w sensie, że mam wziąć wycenę i dostanę kasę... I to dzięki temu mam aparaty, które zmieniły moje życie...
A jak już byłam sama z chłopakami, to zawsze mnie kopała w dupę: pani SJ, nie ma pani alimentów, sama się pani męczy, bogatsi od pani biorą kasę, pisać, pisać, że dzieci kurtek na zimę nie mają.
Dziękuję pani z działu socjalnego.
I wtedy opłacało się chwilę popracować w budżetówce.
Nigdy tego nie nadużywałam, ale...
Żeby prywatni pracodawcy choć w 1/10 dbali o ludzi tak, jak tam.
I nie, że to za nasze podatki, chociaż może się mylę.
Wszędzie pracowałam uczciwie, dając z siebie 120 procent,

Alem się rozpisała, ojapierdolę :P

Zatem: we wtorek o 14.00 proszę o kciuki.

Z góry dziękuję :D 
 


czwartek, 17 sierpnia 2017

Tradycyjnie

wolnym walcem leci, Kochany Pamiętniczku.

Nic dziwnego, że Inżynierowi nie starcza, przypadkiem odkryłam, ile wydała na dodatkowy fotelik do wykorzystania w PL.
Więcej, niż ja zarabiam miesięcznie.
Ale OK, nieważne, nie moja kasa.
Przypadkowo też dowiedziałam się, ile kosztują chusty, które namiętnie kupuje. Ponad 1000 zł, a ma całą wishlistę.
No ale oczywiście, kto bogatemu zabroni, no kto?
Przesunęło mi się wolne, bo warzywka jednak zamykam w poniedziałek.
Tak wyszło, nie z mojej winy.
Napisałam, ale nawet mi nie odpisała. A przecież mogliby przyjechać w niedzielę, a ja podskoczyłabym do pracy, zostawiając mieszkanie na łasce losu.
Nie to nie, w dupie to mam.
A dupę mam pojemną...

Namęczyłam się z tym numerem, wokół totalny luz.
Dostaję artykuł i nagle coś mnie "tyka". Raz jest rezystAncja, raz rezystEncja. Oba wyrazy są, ale ni chuchu nie kojarzę znaczenia. Sprawdzam na wujku. Jeden z biologii, drugi z techniki. Pytam autora, a ten się śmieje: jest jakaś różnica?
Nosz, kurwa, jest. Zasadnicza. Trudno rezystEncję w silniku zrobić.
Z takimi ludźmi pracuję, a jedyne, co mam od Bossa to wieczne uwagi, jak to moja praca mało warta, że mam za duże wymagania.
No pewno, powinnam lecieć przez korytarz z dzikim okrzykiem: proszę, proszę, jaki błąd znalazłam.
A na co dzień mam dużo innych, równie wstrząsających, aczkolwiek śmiesznych, ze względu na to, że ludzie mają powłączane słowniki i wychodzą im cuda typu grzybów sadzawkowych zamiast sadzakowych.

No ale wiadomo, cięcia, cięcia, za dużo kosztujemy.
Zatrudniają nowych redaktorów. Będzie się działo. Jestem ciekawa, czy znów będzie jak w starej firmie, że jak nie ma gdzie kogo posadzić, to wypierdala się korektę.
Bo jakkolwiek po dziewczynie, która zaciążyła został pokój, to dla kolejnych dwóch osób, które szukają już nie.

Rano, idąc do pracy, co rusz natykałam się na malownicze skupiska butelek po piwie.
I tak mi to piwko od rana po głowie krąży...

Oj tam, oj tam...



Tak żegnał stary pies...

środa, 9 sierpnia 2017

Zanotować

w kajeciku, Kochany Pamiętniczku: nie lajkować na fejsie.
Bo polajkowałam i skomentowałam i dosłali mi namiary na sklep.
Złodziejski, bo aczkolwiek sandałki w cenie całkiem, całkiem, ale wysyłka już 13,50.
W sumie cena wyszła taka, jak w sklepie z wysyłka za frico, ale tu doniosą mi paczkę do pracy i nie będę musiała kolędować na poczcie.
W sumie wytrzymają mi (prawdopodobnie) te stare do końca, a przyszłego lata mogę nie dożyć, jako że znów na świecie wrze i Trampek grozi rzucaniem atomówek...
No ale wtedy na chuja mi kasa, której nie mam, debetu nie będę musiała spłacać, a co się położę w sandałkach nówkach nieśmiganych i wciągnę ostatnie piwko, to moje, co nie?

Obym fałszywym prorokiem była.

Ale ten świat naprawdę zwariował,
Ze szczętem. 


Ku pamięci: Alienek dziś sam przewrócił się z plecków na brzuszek, jak matka poszła do WC.
Skubany.
I nie mógł się sobie nadziwić, ale z brzuszka na plecki jeszcze nie umie :D
Mała rzecz, a cieszy :D

sobota, 5 sierpnia 2017

Frezje

pachną jak szalone, Kochany Pamiętniczku.
A ja nie mogę się oderwać od serialu.
Moja nowa fascynacja.
A place to call home.

piątek, 4 sierpnia 2017

Nic

nie dzieje się bez przyczyny, Kochany Pamiętniczku.
Mija kolejny miesiąc, a u mnie kafelkowa dziura w łazience kwitnie i rozkwita...
Wracam ci ja dziś do pracy, w redakcji cisza, spokój, pusto jak po cholerze, troszkę roboty było, ale spoko.
Kto nie na urlopie, to na delegacji, kto nie na delegacji, to chyba na blaukach.
Trochę pracy na mnie czekało, ale pan powiedział, że zamykamy w poniedziałek bez napinki, że może przejść na wtorek.
Trzymam za słowo, nie że będę znów kiblowała po godzinach.
Wolnym walcem pracowałam może jakieś 3 godziny.
Klima się spsuła, więc się umęczyłam, bo nawet nie mam jak przeciągu zrobić, a jak zostawiam drzwi otwarte, to psu na budę, a i niedobitki na korytarzu gadają jak zwykle - wrzeszcząc. Ten ludek tak ma.
Warzywka załatwiłam, pani się sumitowała niezmiernie, tak jak myślałam to przez to, że nie upominałam się o dopisanie nazwiska w stopce, ale mnie znudziło comiesięczne zwracanie uwagi. Będę za to rozmawiała z gościem z nowej firmy i chcę się upomnieć o godziwszą stawkę. Może się uda. Jak mówił nieoceniony Trojan, najpierw trzeba stracić, żeby zyskać.
Poasystowałam też D. w jedzeniu, a ta je dużo i często.
Zero naczalstwa, to nikt nie popędzał. Ona wszędzie ze sobą nosi telefon, ale nawet ludzie nie dzwonili.
Tak żeśmy sobie pojojczyły na życie, podpytałam o parę spraw, bo jak tabaka w rogu jestem, trochę się dowiedziałam, że nie wszystko złoto, co się świeci (choć od dawna to wiem), no i tak jakoś zahaczyłam o te nieszczęsne kafelki, a ona, że ma kogoś kto to zrobi i skóry nie zedrze.
Oajpierdolę, jak mi to załatwi, to kupię jej największą czekoladę albo dobre wino, bo i to, i to lubi :)
Mówi, że za taką robotę gość weźmie  ok. 25 zł, to mnie urządza jak ta lala.
A nie będę musiała żadnego kiblotłuka ze spółdzielni widzieć na oczy i z tym przemądrzałym prezesem rozmawiać.
Taka kwota nie zrujnuje mojego budżetu, a dobrze mieć kogoś, kto robi różne rzeczy w razie czego, a i kontakt super, bo D. urodziła się do załatwiania wszystkiego przez telefon.
Tak myślę, że pewno dlatego szłam i szłam do tej spółdzielni i dojść nie mogłam.
Druga dziewczyna w redakcji zaszła w ciążę, taka jedyna do tej roboty. Mają kogoś na zastępstwo, ale to zawsze zastępstwo. Nie ta dyspozycyjność (oczywiście nie wzięli nawet na czasowy etat, ale z doskoku). Wracają koszmary Bossa, jak mnie przyjmował to niezbyt oględnie cieszył się z mojego wieku, że mu na żaden macierzyński już nie zwieję, wywiadówek i  pilnowania dzieci nie mam :D
Nic nie powiem, karma wraca. Ale po cichu myślę, że może czasem też o tym pomyśli :P 

Oczywiście, rozumiem, że młodzi muszą gdzieś startować, zdobywać doświadczenie, ale to  nie takie łatwe wszystko, co nie, Kochany Pamiętniczku?

czwartek, 3 sierpnia 2017

Okna

umyłam, Kochany Pamiętniczku. Chyba wszystkie robale z miasta uparły się na nich seks uprawiać, tak były osrane od zewnątrz.
I jako że jutro lecę do  pracy, ostatnim rzutem na taśmę zmieniłam pościel, poprałam (wieje, schnie błyskawicznie) i sobotnio ogarnęłam tę kuwetę. Zatem jestem dwa dni do przodu, co lubię.
Myjąc okna zrobiłam taki przeciąg, że łeb urywało, więc pokombinowałam i zostawiłam okna otwarte, wprawdzie temperatura w mieszkaniu nie spadła ani o jeden stopień, ale za to dzięki przeciągowi da się oddychać i egzystować.
Trzeba umieć sobie radzić :D I książeczka doszła, zatem idę poczytać :D


środa, 2 sierpnia 2017

Jeżu

kolczasty, Kochany Pamiętniczku, mało wczoraj wioski nie  wyjebało w Kosmos, tak waliło. Czytać można było bez lampy, bałam się nawet okno uchylić i po dwóch godzinach miałam wrażenie, że się uduszę w mieszkaniu.
Tak, że noc ciężka jak cholera, dobrze, że w mojej dzielni grad nie padał, w innych wielkości piłek golfowych leciał. Choć sam grad to przespałabym, nie słyszałabym nawet rąbania o parapet.
I komu przeszkadzało to zimnawe lato? Jak ktoś potrzebuje gorąca, niech wypieprza na Madagaskar czy inne Kanary :) Żądam powrotu zimnego lata.
Pani od warzywek odpisała mi, że pracodawca się zmienił. A mnie to guzik obchodzi, pracowałam i zapłata się należy jak psu zupa. Tak się zastanawiam, czy za te pieniądze śmieszne opłaca mi się  
robić, no ale pecunia non olet.
Miałam wrócić w czwartek, ale piszą mi, że  może w piątek coś będzie, rękawów znów sobie nie wyrywają. Pierdolę...
Film na Onecie wyczaiłam "Zamieszkajmy razem", z Jane Fondą i Geraldine Chaplin. Nie tylko ja się starzeję, jak widać, ale i gwiazdy też. Te zestarzały się przecudnie, a  figury mają cud, miód i orzeszki laskowe. Film wzruszający, jest na VOD za darmo, polecam.
W poniedziałek przyszła nowa karta do bankomatu, ale powiedziałam sobie, że pomyślę o tym jutro. Jeżu kolczasty, nienawidzę tych stale zmieniających się stron bankowych. Ostatnio za rączkę prowadził mnie Inżynier, nawet nie marudził, złagodniał pod tym względem na moje stare lata. Dzisiaj płaciłam za neta, więc sobie myślę: aktywuję kartę, będę miała z głowy. O dziwo, poszło łatwo, ale w piśmie było tak enigmatyczne sformułowanie co do płacenia, że poszłam do piątki. Moje obawy okazały się słuszne, nie przyjęli płatności. Musiałam jeszcze dodatkowo aktywować kartę w bankomacie, więc spacerkiem polazłam, wróciłam mokra jak mysz, a to już przed dwudziestą ruszyłam. W pokoju 27 stopni, chłodniej nie będzie, dupa. Ale karta działa i mam to z głowy.

Tak jak nie jadłam od dawna mięsa, tak w te upały mnie naszła nieprzeparta ochota na mięso. Musiałam zjeść teraz, zaraz, już, jakbym w ciąży była. Wczoraj wpieprzyłam 6 cebul nadziewanych mielonym (MLASK), a dziś nagotowałam mięsa, miało iść do słoików, ale nie chce mi się ich wyparzać, duszone się skurczyło, starczy na 3 dni. Boję się wkładać mięso do słoików, nigdy tego nie robiłam, boję się jadu kiełbasianego. zresztą jaki to  ma sens, skoro dobre wychodzi i zaraz znika? Ale jestm dziś objedzona po pępuszek.

W panikę wczoraj wpadłam i przeczołgałam się znów na kolanach, bo nagle zaczęło mi śmierdzieć palonym plastikiem. Kompik nadawał jak złoto, nic się nie fajczyło, a plastikiem jechało. Otworzyłam balkon i jak pizgnęło... Ktoś na dworze musiał jakiś plastik palić, ale w taki upał po co?