aż po horyzontu kres, Kochany Pamiętniczku... Poszłabym.
Już dawno nie byłam tak zmęczona.
A dziś obudziłam się o 4 rano i już na mnie czekała praca na poczcie, którą odbębniłam, pościel zmieniłam, potem już rutynowo, kąpiel, śniadanie i poleciałam po zakupy, bo już nie było co jeść, nie licząc chińskich zupek, no i puszkowego zapasu.
Psiakrew, bo zima jest.
I o ile
w takiej alejce to ja mogę iść w stronę słońca, to zima w mieście jest do dupy.
Co z tego, że odśnieżone i posypane solą? Jak się poślizgnę w takiej glajdzie, to mało, że mogiła, to jeszcze na czyszczenie odzieży wydam majątek, nie licząc obuwia zniszczonego przez sól. Jak rąbnę na śnieg, to o ile sobie czegoś (odpukać) nie złamię, to wstanę, otrzepię się i znów pójdę w siną dal, lewa, prawa.
Dlatego nie lubię zimy.
No ale wypisane kartki na stole leżały i darły się, żeby je wysłać. Więc poczta, piekarnia, o pierniki kupiłam, przepyszne
i 31 z groszami za kilo, a w Zagrodniczej 60 zł i bez polewy jakiejkolwiek. I wcale nie lepsze. No cóż...Biedronka, bo kwiaty (wiem, wiem, stara wariatka ze mnie), no ale jak potem w domu mam
to chce się żyć w tym szaro-burym świecie, co nie?
Dziś pieścichłopy sponsorowały dzień...
I rzeźnik, wprawdzie nie za bardzo go lubię, ale time, time, bo praca i... skusiłam się na wątróbkę wieprzową. Nie wydałam dużo, bo była za 1,99 za kilo, ale ojapierdolę, wylądowała cała w kuble, bo była jak opona. I nie, że nie umiem wątróbki smażyć, nie soliłam, ale pomyślawszy, ile wywalilam na dentystę, zjadłam pyry z jabłkami i cebulą, z którymi smażyłam rzeczoną podeszwę... Smakowało, a zęby całe.
A potem pracowałam, w pocie czoła, nie mówię, że miło nie było, bo emilki słodkie, ale zapieprz. I zmęczona byłam szalenie.
No dobra, mea culpa, w międzyczasie chałupę ogarnęłam, choć zaklinałam sama siebie: jutro to zrób, jutro...
Napisałam z zapytaniem, czy jeszcze coś, czy jestem przydasie i w sumie nie wiem, bo odpisała tylko część załogi, a reszta milczała jak zaklęta, więc i 19, jak doszły maile z HR, że mam urlop, olałam, zamknęłam i umieram do poniedziałku.
Ale luksusowo, bom wysprzątana, zakupiona, tylko jutro bym po baterie polazła, bo akumulatorki dawno szlag trafił, a ja
fazę mam, a to nawet nie połowa inwentarza... :)
Choinki jeszcze nie ma, ale to za tydzień, jak się pozamykam i zaszczepię, mam czas. Pośpiech jest wskazany tylko przy łapaniu pcheł.
Alienek i Kalafiorkówna wylądowali na kwarantannie, bo w przedszkolu personel się zkoronawirusował,
Rodzice postanowili izolować Łobuzy do świąt i sami też - i słusznie.
Zawsze mamy Skype, a ja cichą nadzieję, że wywinę się od wigilii. I nie, że z nimi bym nie chciała, ale wigilia ma być we włościach Inżynierowej - auć. Ale Inżyniera mi żal, choć sam sobie taki los wybrał, więc...
Co ma być będzie. Ja pierniki już mam, innego ciasta nie chcę, bo nie przepadam, karp w zamrażalniku, fanką pierogów ani barszczu nie jestem, dlaczego nie może to być zwykły, spokojny weekend?
No nic, zobaczymy.
Pogadałam ze Słonkiem i tak mi kamyk wrzuciło do ogródka, że ona pracuje w knajpie, wśród ludzi i jakoś nic nie złapała. Nie zna nikogo, kto złapał. Bo napisałam, że połowa mojej załogi po forum ma koronę. Bo ma. Zapytała, jakie forum, jakby nie wiedziała z Auschwitz...
A strachu się najadłam, bo dzień po byłam w redakcji i błogosławię dziś dziewczyny, że mnie wywalały od siebie.
Ponieważ dorosłam i uważam, że ludzie mają prawo do swoich decyzji, w jęzor się ugryzłam i grzecznie powiedziałam, że znam parę ludzi, którzy to złapali, w tym moje osobiste dzieci i znam takich, którzy zmarli. Nie oceniam, nie namawiam, ale robię, co chcę.
I chociaż faktem jest, że to pic na wodę i fotomontaż oraz złudzenie apteczne, w następną sobotę pojadę sobie wszczepić kolejnego chipa, dzięki któremu będę się łączyła nie tylko z lodówką i piecykiem, ale dojdzie parę urządzeń, a i Bill Gates z Markiem Zuckerbergiem , siedząc przed swoim monitorkiem będą wiedzieli, że o, SJ, znana na całym świecie, zapierdala właśnie do monopolowego i za chwilę bez wglądu do paragonu będzie wiedział, czy kupiła najtańsze piwo (wiadomo, inflacja, praca bez podwyżki od 11 lat), czy może znalazła stówę koło śmietnika i sobie jakiegoś Chopina czy innego Sobieskiego plus soczek zaserwowała. Ale będą mieli radochę, wiedząc, co SJ na Dębcu pije...
A skazany na kwarantannę z siostrą (ta już awansem na niej jest) Alienek odkrywa kolejne talenta, tapetując Kalafiorkównie ścianę, albowiem nad jego łóżeczkiem miejsca na plakaty już nie ma. Mało, że mądry, to jeszcze uzdolniony technicznie jest.
A Papryczek 8 grudnia skończył siedem lat... Dzieli nas dokładnie 60 lat.
Życie pędzi coraz prędzej...














































