W piątek, po kolejnej nieprzespanej nocy, bo gdy tylko wlazłam pod kordełkę i się rozgrzałam, plułam jak stary wielbłąd, stwierdziłam, że pierdolę takie leczenie i albo sama wyzdrowieję, albo umrę.A gardełko napierdalało tak, jakby mi ktoś tępą żyletką jeździł i piłą poprawiał. Już nawet woda ze solą nie pomagała, a co dopiero te cudowne isla https://isla.pl/?gclid=EAIaIQobChMI3fuv6OKh3QIVmMqyCh0zUgQWEAAYASAAEgKuKPD_BwE i argentin-t https://www.doz.pl/leki/p9099-Argentin-T z nanosrebrem, a jakże. Pomagało jak umarłemu kadzidło.
A wątroba puchła i puchła i już prawie eksplodowała :)
W sobotę Synowa zaprosiła na randkę z Alienkiem mimo groźby przeniesienia zarazy.
W międzyczasie dowiedziałam się, składając życzenia z okazji rocznicy ślubu, że u Pierworodnego wreszcie drgnęło. Landlord sprzedał chatę, więc council nie miał wyjścia (starają się od lat o mieszkanie z councilu) i wykwaterował ich do 3 bedroom. To tymczasowe, ale są zadowoleni. Nawet, kurde, Inżynier nic nie wiedział, nie poprosili o pomoc w przeprowadzce, pojebane, bo o każde gówno go wołali. No i że kasy potrzebują, bo mają zaległości czynszowe. Rozmawiałam potem ze Synową, a ona, że dwa czynsze im jakoś zginęły.
Japierdolę, pojebani są. Jak mogą dwa czynsze zginąć, jak można zapomnieć je zapłacić i się nie zorientować?
Tego moja biedna głowa nie ogarnia.
Przez całe życie zgubiłam jeden rachunek za prąd.
I od tamtego czasu co miesiąc notuję, co mam do płacenia i odhaczam.
Coś mi się wydaje, że będzie tych zapomnień więcej i kasę prędko przepiją, ale nie moja kasa, tylko mój kłopot z wysyłaniem, bo to ja złotówki do Inżyniera, a ten funty... Nie chcę konta na Grosiku, mam dość kont, płatności, loginów, haseł i zawracania dupy...
Randka z Alienkiem była bardzo udana. Dzieciak ma charakter, jest łobuzem i...
Umie postawić na swoim. Ale nie lubię tej dzielnicy i nic na to nie poradzę.
Nawet kotecek nie odczarował...
Tyle że niedopieszczona jestem, bo nawet z tyłu w główkę nie całowałam, tyle co gołą piętkę ugryzłam.
Dziś umówiłam się na jutro do starego ZOO, pożegnać się z Alienkiem, bo pojutrze wylatują. I starcie na Messengerze z Synową, bo bez opamiętania kupuje, kupuje, kupuje, to, tamto, sramto. Nie, nie wytykałam brudnym pazurem, ale zapytałam, po co jej kolejna porcja książeczek czarno-białych dla noworodków (książeczki kontrastowe, na upartego można to samemu zrobić na kartce brystolu, czarnym tuszem bądź farbą). Takie cuś służy dziecku może z miesiąc, o ile oczywiście ma kto mu to pod nosem trzymać, bo noworodek nie utrzyma i mają to po Alienku. Oburzyła się, że jak to, Kalafiorkówna nie ma mieć nic nowego, tylko wszystko po Alienku? Tego to ja nie powiedziałam, ale na chuj w zagraconym mieszkaniu, bo zagracone i małe jest kolejna pierdoła, która już jest? Kalafiorkówna nie zacznie ryczeć, że nie chce książeczki po Alienku, że chce swoją.
Ojapierdolę.
A Inżynier już nie wie, skąd kasę brać. Na same jej zęby poszło tu 3 tysiące, bo po aparatach zażyczyła sobie koronki, które lecą jak najęte.
No nic, nie mój kyrk, nie moje curwy.
I tak jest ze wszystkim.
A Pierworodny oblazł z kamerką cały ten swój 3 bedroom.
Jakbym nie sprzątała pół roku i do tego piorun trzasnął w sam środek szafy - nie miałabym takiego bajzlu. Rozumiem, że to nagła przeprowadzka. Ale nawet w czasie remontu nie miałam takiego rozpiździelu! Nie ogarniam.
Nie rozumiem już nic.
W poniedziałek zasnęłam dopiero nad ranem. I już nie dostałam się do lekarza, a oglądnąwszy prywatne oferty i ceny stwierdziłam, że ubezpieczona jestem, konto na plusie, umrzeć mogę, kłopotu nie będzie.
Poszłam do Biedronki.
A w Biedronce przy kasie jest, leży i mruga na mnie.
Cholinex.
Całe osiem złotych polskich.
I klapka w mózgu mi zaskoczyła.
Nie chorowałam tyle lat, to i pozapominałam leki, nie mam nic w apteczce. Kołatało mi, że biseptol, ale to na receptę (dlatego szłam do konowała, gotowa kłócić się o antybiotyk).
Kupiłam cholinex.
Noc przespałam. Dziś już z gadrełkiem lepiej, żyletki się wyniosły.
Ojapierdolę.
Chyba z powrotem przeproszę się z vademecum leków.
W aptekach już nie ma tych pań, z którymi można było pogadać, zresztą zyski uzależnione są od sprzedania szajsu za jak największą kasę.
I do Barana: nie, nie kupię witaminy C od Zięby. Za chuja nie kupię.
Tragedią jest, że można się wyleczyć za niecałe 10 zł, a wyciągną z człowieka 200.
Ludzie to kurwy, a zwłaszcza branża zdrowotna. Bez przeprosin.
Za to kupiłam sobie
bo mam już dość mojej torby ze skóry, która waży tonę.
Jak się biała zbrudzi i nie dopierze, będzie czarna. A co :)
I potem na emilku promocja, tom wlazła i... Tadam za 439 złotych mam bilet w obie strony, z full wypasem i możliwością zmiany daty podróży, jakby co, full bagażem, priorytetem i dobrym miejscem. Synowa kombinuje, że mam rzucić zamykanie (już widzę minę Bossa) i lecieć, gdyby ona nagle miała cesarkę przed 15 grudnia, zanim przylecę. Myślę, że to posrany pomysł, bo kto mnie z lotniska odbierze? Inżynier się nie rozdwoi przecież, nie da rady być z nią i zapieprzać na lotnisko z Alienkiem, z nami do domu i znów do szpitala. Jak im się zapali, to prościej Alienka do Pierworodnego zawieźć, zna się z kuzynami, krzywdy mu nie zrobią, a teraz mają więcej miejsca. Porozmawiam jeszcze o tym z Inżynierem, jak przyleci do dentysty, bo z nią to trudno. Ona jest pępkiem, ma ciężko, cierpi i inne takie tam. W sumie najlepsze byłoby wysłanie Alienka do Pierworodnego, ale trudno, bilet już mam. I rozumiem, że jakiejś pomocy będzie potrzebowała, chociaż jak patrzę na wszystko, to zastanawiam się, co te baby chcą. Ale co ja będę majaczyła, jak to ja źle mam.
A wrzesień miesiąc paskudny. Za trzy dni pierwsza rocznica śmierci Eksa, potem Brata i zaraz Mamy.
I jeszcze mi koleżanka pisze, ze na grobie rodziców nie ma kwiatów, a z kolei Lucy, że ma nowe zrobione dla nich. To dlaczego przedtem, kurwa, stare wywaliła? I kiedy je wstawi? Nie mam pojęcia, co ona tam kombinuje. Ja kupuję kwiaty gotowe, za robione chcą chujwieile...
Zaczęła się tam szarogęsić, a ja z bólem serca, ale nie jadę, bo nie wyrobię się. Tak wyszło.
No nic, dość lamentów na dziś....
Co ma być, będzie.
Do ciebie szłam przez puste ulice
Do ciebie szłam, znaczona księżycemDo ciebie szłam po usta i serce
Do ciebie szłam, by nie iść już więcej
Od ciebie szłam, przez łzy nic nie widząc
To tylko był dla ciebie epizod
Od ciebie szłam, bez ciebie szłam przez obcy świat
Bez ciebie - jak od lat...
Coś się dziś blogu wygło i notka taka popieprzona :)



















