Dla lekarzy. Pielęgniarek. Ratowników medycznych. Abstrahując od osobników, którzy z tego zawodu zrobili sobie różne dziwne posadki i pourządzali się na nich wygodnie. Myślę o szarych, szeregowych pracownikach służby zdrowia. Chwała im i cześć.
Idę sobie alejką i... jak zwykle koło Biedronki urzęduje ekipa. Pani z obtłuczonym oczkiem siniec i opuchlizna już częściowo zlazły, rozmawia też radośnie ze stojącym nad nią damskim bokserem. Towarzystwo na ławeczce zrelaksowane i wyluzowane, choć dopiero samo południe jest. A dwa kroki od ławeczki pod ścianą leży ich kompan. I nikt z ławeczki nie zwraca na niego uwagi. Zajmują się nim przechodnie. Pochylają, dzwonią.... Facet albo pijany w 3 dupy, albo też mu się cos stało. I poszło.... Zupełny brak kontroli nad odruchami fizjologicznymi. Współczuję ratującym... Do pissoir de Paris jeszcze ten upojny zapach jagodzianki na kościach. Ja z odległości kilku kroków na świeżym powietrzu z trudem omijałam zjazd do Rygi...
Byłam dziś u kardiologa z moim holterem wreszcie. Najpierw naraziłam się na atak kolejkowiczów, bo jak to, bez zapisu i nie na godzinę. Chciałam się zapisać, ale rejestratorka uparła się, że nie, bo z wynikami to od razu, nie na termin i nie na godzinę. Udało mi się przeżyć i grzecznie odkolędowalam swoje dwie godziny, zanim nadeszła moja kolej (nie wiem, po co ludzie umówieni na konkretną godzinę koczują pod drzwiami). A co się nasłuchałam w kolejce, to włosy mi dęba stanęły. O wszystkich dolegliwościach, o chorobach i choróbskach, ojapierdolę. I nawet pytano mnie, czy przeczytam, co pani doktor napisała. Przeczytać przeczytam, ale nie czytałam, bo kobieta chciała, żeby jej wyjaśniać co to jest.... Czy ja wyglądam na lekarza? Nie jestem kompetentna. I dowiedziałam się, że najgorzej na emeryturę przejść, bo wtedy zaraz wszystkie choróbska wyłażą.... I cukrzyca, i reumatyzm, i inne takie tam, że albo kolędować po lekarzach, co przy służbie zdrowia pewna śmierć, albo od razu wziąć i umierać. Zatem od razu wezmę i umrę, bo jakie mam wyjście??
Byli to ludzie mniej więcej w moim wieku. Ojapierdolę.... I paczyli na mnie, bo nie gadałam, ale pisałam sobie z Sikorą, która ma już w pracy taryfę ulgową.... I tak mi te dwie godzinki zleciały, już nie mogłam się doczekać, aż wejdę, w przychodni ciasno i duszno, zero wentylacji, gdy wtem rozszedł się niebiański aromat i wparowała para żuli. On i ona. On cichy i pod ścianą przemykał, ona zaś roszczeniowa, od proga wszystkich po kątach porozstawiała, kurwy leciały na prawo i na lewo i ta twarz, zapisana alkoholem. Na mojej też alkohol piętno odcisnął, nie da się ukryć, ale... Myję się, nie chodzę do lekarza w stanie wskazującym, no i zawsze przedstawiam się, jak alkohol kupuję :) Korytarz tak ciasny, że dwie osoby przejść obok siebie nie mogą, a pani pruje jak czołg i szuka dermatologa. Ojapierdolę, współczuję gościowi z całego serca. Wyrzucić nie może, przyjąć musi...
Ciekawa jestem, kto zapłaci za wizytę??? Głupio gadam, kto. Ja. Z moich składek.
Wiem, to też ludzie i nie wiem, jak mi się jeszcze zycie potoczy.
Ale...
Nóż mi się w kieszeni otwiera.
Za tych wszystkich, co nie doczekali wizyty, bo jednak tacy ludzie - nie ma co się oszukiwać - generują większe koszty, w sensie że na przykład sprzątanie karetki czy też łóżka po takim żulu to cała operacja. Kosztowna.
Wszystko rozumiem.
A jednak...
Sroczy Zaułek się rozpadł.
Maruda już od dawna na swoim.
Baran urządza wymarzony domek i oswaja nową pracę.
Inżynier od dzis kręci "Inżynier sam w Sroczym Zaułku", bo Dziewczynę wysłał do domu. Sam wleci do mnie w piątek.
Pierworodny z małżonką i Małą Wiedźmą zlądowali w PL. Ale... oficjalnie o tym nie wiem, nikt się do mnie nie odezwał, SMS nie machnął, nie zapytał.
Powinnam sama zapraszać, pisać, że wiem, że tęsknię?? Bo tęsknię za Wiedźminką, za Pierworodnym też, a i Ją bym zobaczyła, w ciąży jest. Że mnie wkuriwają?? No i??? Przeżyłam PRL, to i ich najazd bym przeżyła. Powiedziałam tylko dawno temu, że pierwszy czerwcowy weekend odpada, bo Inżynier zaklepał go jeszcze w ubiegłym roku. Przylecieli na ślub znajomych, Inżynier też. I ma swoje sprawy do załatwienia. Ale mogli zapytać, czy mogą wlecieć na początku tygodnia, jak już wiedzieli, kiedy będą lecieć, co nie??
A może jednak jestem najwredniejsza na świecie??
Czepiam się??
Poszukać weterynarza do uśpienia mnie??
PS Pijącym czytaczom polecam Casato dei Medici Riccardi. Z Lidla... Kupując przedstawiłam się imionami, nazwiskami i ksywką. Znaczy się, na pewno nie jestem AA... :) Czerwone, wytrawne i dawno nie piłam ;) Chianti. Lubię. I pełną lodówkę chińskich i tajlandzkich piw mam, a to na wieczorek z Inżynierem... Chociaż raz nie będę piła do lusterka :)
No mogliby,korona z głowy by nie spadła,dać Ci znać i chociaz na chwilę się spotkać.Ale wiesz,to takie zakręcone towarzystwo, ze nie wiadomo,jakimi krętymi drogami ich tok rozumowania przebiega.
OdpowiedzUsuńPewnie nagle i wtem zadzwonią.
.........
Paskudnie się z takimi delikwentami pijanymi użerać, leczyć i w ogóle.To miałaś pecha w tej przychodni.
No ale co Ci w koncu ta lekarka powiedziała,wsio ok?
Będę żyła aż do śmierci. W sumie zlała mnie, ale... Na złość będę żyła i nie przejdę na emeryturę, żeby nie spać do 9 i nie złapać cukrzycy.... Oprócz chandry nic mi nie dolega, a na coś umrzeć trzeba. Nie boję się śmierci, boję się umierania... W samotności. Tego, że nie pójdę z Małą Wiedźmą na piwo... Jakkolwiek to nie brzmi... Że życie nie jest modern family, Że nikt po mnie nie zapłacze.Ale cieszę się, że jesteś, Doro :*
UsuńKurna,nie gadaj, nie pracuję i potrafię spać do 9 tej, mogę złapać to i owo ! Od jutra zatem wprowadzam jakiś nowy plan dnia,bo mam zamiar tez na złość wszystkim żyć długo i zdrowo:)
Usuń***Ty wiesz, jestem twoją fanką
nie lubię wytrawnych ! ale właśnie mi się przypomniało o nalewce z jabajabaju chyba już minęło 3 tyg ? jutro posmaczę dziś padam na pysk jeżdżę do swojego weta i z kicią padam na pysk normalnie a i na chandrę się nie umiera , fajnie że z Inżynierem się wyściskasz :-)
OdpowiedzUsuńU mnie w sobotę będzie 3 tygodnie, u Ciebie ciut później... Liczę już dni... Ramziowi kibicuję, kciuki 3mam, i dlatemu nie mam kota, Nie stać mnie i nie znoszę takich historii... a wino ma bardzo głeboką dupkę i to świadczy o jego jakości :D Mylisz się, chandra czasem zabija i Ty dobrze o tym wiesz....
UsuńTak? Głeboka dupka świadczy? Ja z wytrawnych to takie pół na pól lubię, merlota lubię, i białe półwytrawne.najgorzej wchodzą mi trunki słodkie.
OdpowiedzUsuńMam na myśli wgłębienie w dnie butelki :) Im bardziej butelka wchodzi na dnie do środka, tym lepsze wino. Nauczył mnie tego Baran w trakcie rozpijania mojej skromnej osoby :) Ten sposób nigdy nie zawodzi.
UsuńRozumiem:) Dobrze wiedzieć!:)
OdpowiedzUsuń