urlop, Kochany Pamiętniczku :)
Gdy ogarnęłam tę kuwetę, poleciałam na zakupy i po drodze wpadłam na mamę koleżanki Pierworodnego z podstawówki, kochał się w niej kiedyś, ale nie wyszło. W koleżance, nie w mamie, of course :)
Prawie godzinę gadałyśmy jak głupie na chodniku. Widać i ona, i ja byłyśmy spragnione ludzi. Nigdy ze sobą tak długo nie gadałyśmy. Aczkolwiek to jedna z nielicznych osób w bloku, z którą przez lata rozmawiałam, a i jej córka nie omijała mnie szerokim kołem. Jej syn udaje, że mnie nie zna, nigdy nawet dzień dobry nie bąknął,. bywa :) Ale w bloku coraz mniej ludzi znających się z zamierzchłych czasów. Wynikało z rozmowy, że aczkolwiek gołodupcem jestem, tak w technikach jestem NO1 :) I pomyśleć, że mogłam mieć za ścianą...
A, wróć...
Nie piszemy scenariuszy, ale lubię babkę :) Szkoda, że wyszło jak wyszło latami, ale cóż, życie.
Biedronka. Manhattan. Must have.
Okna pomyłam tak, że stojąc przed nimi, zastanawiałam się, czy jeszcze mam okna, czy wylecę na zewnątrz. Zobaczymy, jak to będzie w promieniach porannego słońca :)
Alienek do końca zdrowy nie jest, ale mają parcie na food trucki, bo ciąży im życie w domu. No nic, zobaczymy. Mnie na serio nie kręci takie wyjście, bo będą tłumy, ale z drugiej strony spółka Alienek i Kalafiorkówna.
Poczekamy do jutra, co ma być, będzie.
Zatem WINDOWS contra ME :) ME winner. Poprane wszystko, do okien się nie zbliżamy, bo możemy przez nie wypaść (szyb chyba nie ma)...
Skrzydłokwiat, mający w dupie cały świat od 3 lat, zakwitnął :)
Pozazdrościł piwonii?
Odkryłam to, myjąc okno w kuchni :)
Chyba mi przeszło, bom wkurwiła Barana, posyłając mu
taki kawałek Manhattanu :) Nie ośmieliłam się jednak zapytać, jak żyją w UK...
Piąty dzień bez glutenu, momentami jestem głodna, ale nie aż tak, żeby zwariować, jak mówią internety, jednak moja dolna proteza jest do dupy, co mówiłam pani doktor, ale..
No cóż, chyba myślała, że nie mam na to kasy, ale bała się to wyartykułować... A wystarczyło zapytać.
Przede mną wyprawa do Umarlaków, jak Inżynierowi zreperują auto (auć, ile tam diagnozowania, to nie maluszek, że rajstopy zdjęłam i jechał w siną dal), ale chce ze mną jechać, bo potem wyprawa do Wrocka [do ZOO, a jakże, spuśćmy na to zasłonę milczenia, bo ktoś kto jest pojebany, no dobra, zakręcony na zwierzęta, a oglądający je namiętnie w zoo, jest po prostu kretynem, ale że to chodzi o moją synową, to wyjdę ja na idiotkę, zwierzęta w ZOO są niewolnikami, ale co ja tam wiem], a jak znów samochód jebnie gdzieś, to wiadomo, łatwiej matkę starą załatwić niż dwójkę zwariowanych małolatów :)
Nie, żebym się buntowała, kocham przygody na drodze szybkiego ruchu :)]
I tak, Kochany Pamiętniczku nic nie jest proste. Nic nie wiadomo.
Przyjmę jutro każdą opcję na klatę...
Nie ma innego wyjścia.
Żyć trzeba.
A w poniedziałek minie 41 lat, jak na ten z najpiękniejszych światów cudem przyszedł Pierworodny :) Serio, to już 41 lat?
A ja oglądam właśnie
Sweet Tooth na Netfiksie, wspominając od wczoraj Mare of Easttown...
Nie wiem, dlaczego nie wrzuca mi linków.
I Marzi czytam, mam pełne ręce roboty, a życie takie krótkie :)



Jedzo, mnie tez rusza ogladanie zwierzat w ZOO. Naprawde nie rozumiem sensu tego zjawiska w obecnych czasach. Dzieci moga sobie obrjrzec kazde zwierzatko swiata na internecie i tyle im wystarczy. Jedynym powodem dla trzymania zwierzat w niewoli moze byc ratunek, udzielanie pomocy, takie zwierzece sanktuarium, ktore im daje opieke inprzywraca do zdrowia, i w miare mozliwosci wypuszcza na wolnosc. Do dzis pamietam kondory z oliwskiego Zoo.. Wielkie, piekne, potezne smutne ptaki , zamkniete w klatkach o wysokosci pokoju w bloku ( no moze dwoch) , i prawdopodobnie z przycietymi lotkami ,,,One juz nie lataly i nawet nie probowaly - zamiast szybowac wysoku ku sloncu ponad Andami, podskakiwaly niezdarnie na paru galezich kikutach... Serce mi sie krajalo wtedy, i kraje mi sie obecnie. Nie ma takiej klatki, ktora moze zwierzeciu zastapic wolnosc - o czym ludzie tez mogli sie ostatnio przekonac. Tak to wlasnie boli. A Tobie Jedzo zycze superowego wikendu 👍🤗
OdpowiedzUsuńKitty dziękuję, na pewne rzeczy nie mam wpływu, słysząc, ze nie jestem ich godna (nie jestem godna bycia kotełkiem w next life), więc odpuszczam. Nikt mnie już nie zaprasza na wycieczki do zoo, więc rozkoszuję się moimi badylami... I tak warto żyć. :)
UsuńZgsdzam się z Toba i z Kitty .
OdpowiedzUsuńDoro, jak zawsze jesteśmy zgodne :)
UsuńNajlepszego dla Pierworodnego.
OdpowiedzUsuńDziękuję,przekażę,wkrótce :)
Usuń