piątek, 6 sierpnia 2021

Przeżyłam

 Kochany Pamiętniczku, a jakże.

A jeszcze wczoraj wieczorem zgłosiła się do mnie siostra Inżynierowej, że jej biedne dziecko nie ma żadnej babci i tym pięknym sposobem moje babciowe konto powiększyło się o trzymiesięcznego już T., no bo jak to, biedne dziecko nie ma ani jednej babci? To życiowa niesprawiedliwość, nieprawdaż? I afera się rozpętała, bo dochodzenie wszczęła osobista rodzina, skąd ja wnuki wytrzaskuję - z rękawa?

A że poszłam spać, nie dopisując im, a post zdobył rekordowe wpisy, to ciśnienie im wzrosło :) Hahahahaha :)

A wstawszy bladym świtem i wygoniwszy Niechcieja za drzwi, bo czynszu nie płaci, te marne dwie strony co dosłali skorekciłam, dzień gospodarczy błyskawicznie odbębniłam (powrót do czystego, cichego mieszkania to jest lepsze od hotelu siedmiogwiazdkowego. Bo to moja norka...

List do ZUS napisałam na starym, wydrukowałam i pobieżyłam do tego złodziejskiego miejsca.

A, plakaty-sraty, że chuje muje, że chroń siebie i najlepiej spierdalaj. Podchodzę, podaję pismo, trzymam drugie, a tu wmela się mela, która nic nie wie, pinda zza szyby rzuca moje pismo w kąt i niańczy melę, zjawia się horda mel, przy piątek protestuję, że byłam pierwsza, pot się ze mnie leje, bo duszno, a pinda coś memła za maseczką...

Kurwa, jak ja nienawidzę ZUS...

Na przystanek dość daleko, pada deszcz, ale taki deszcz, co do ziemi nie dolatuje, krople parują w powietrzu, jest lepko, porno i duszno...

Dojeżdżam do Inżynierów.

Zła jak osa po ZUS-ie.

A moje kochane wnuczęta bawią się w...


... pieczenie królika żywcem w piekarniku. Królik na baterie, więc się po piekarniku miota, waląc nosem w szybę. Dzieci nie reagują na zwracaną im uwagę, matka szykuje się do wyjścia, Inżynier ma konferencję, na szczęście pada bateria i zabawa się kończy...

Zostajemy same, Panna K. nie w sosie, ale zajmuje się sama sobą i tak czas płynie. Wywala na podłogę puzzle, a ja nie siądę na podłodze, więc kolejny powód do awantury.

Inżynier ma do wysłania pilne pismo na poczcie, więc wzdech - pójdę z Kalafiorkówną. Zniesiona pod pachą przez ojca, wzięta i na smycz i za rękę, bo tak, nie negocjujemy z terrorystami idzie karnie, lepiej na tej smyczy niż kundel mojej koleżanki. Idealnie idzie na smyczy. Głosy oburzenia olewam, w dupie je mam. Docieramy na pocztę, kolejka jak świński ogonek, a że w środku mogą być dwie osoby, więc jesteśmy piąte. 

W necie jest taki film, jak pracuje leniwiec w biurze

i to jest DOKŁADNIE to.Takich pind, jak na tamtej poczcie jeszcze nie widziałam. Jedna pracowała, jakby brała udział w strajku włoskim, a druga snuła się za okienkami jak smród po gaciach. Facet przede mną zrezygnował, ale kobieta przede mną już litości nie miała. Kalafiorkówna zaś, gdyby nie smycz, pobrałaby wszystkie zabawki z półek, bo półki, a jakże, wystawione na zewnątrz. Wyszłam mokra jak siwa mysz.

Kalafiorkówna zaś zażądała swojego skarbu i szła prawie kilometr, dumnie dźwigając nocnik (tak, muszę wychodzić na spacer z nocnikiem), na propozycję pomocy mówiąc NIE. 

Odpuściła dopiero na piaszczystej ścieżce, bo tam jej się nóżki rozjeżdżały...



Po huśtawkach wróciłyśmy do domu, trzy piętra pokonując w 10 minut, co akurat mi nie przeszkadzało, no szła sama i tak szło jak krew z nosa.

Alienek na pożegnanie przyniósł mi, nie, nie 7 czerwonych róż, ale wciąż dopytywał, kiedy znów przyjdę do nich. Zaczyna po tych słuchawkach (tak mówi na tę terapię, słowo terapia doprowadza go do szewskiego szału) mówić wyraźnie i pełnymi zdaniami, więc to działa.


 Oprócz pożegnalnego bukietu dostałam 3 (słownie TRZY) buziaki i ojapierdolę JEDEN od K.

A skołowana byłam i zmęczona tak, że gdy wpadłam do kibelka na przedwyjściowy sik, zaczęłam sobie do niego przysuwać schodki, na które wchodzi K. Na szczęście nakładki nie kładłam... No cóż, tych kilkadziesiąt wycieczek w ciągu tych pięciu dni wryło mi się w pamięć, co nie? Na dokładkę mała zaczyna skakać z kibelka, na którym jest stawiana, bo nad nim wisi jej ręcznik, a ona wszystko MUSI zrobić sama... O mało mi się dziś nie wymsknęła, a tam szafka, futryna i kot, który się właśnie wybrał na zwiedzanie łazienki.

Home, sweet home...

Moja miłość do nich jest wielka jak cały świat, stąd do Księżyca i z powrotem i jeszcze jeden kilometr dalej, ale...

Niech się teraz dziadek męczy :) 

Przeszczęśliwa jestem, że załatwiłam w tygodniu swoje sprawy, że wracam do pracy. 

Chciałabym dożyć czasu, że siądę z jednym i z drugim i pogadam jak czekista z czekistą, nie zgadując, co chcą w danym momencie. Teoretycznie w pierwszą partią wnuków mogę, ale praktycznie z nimi nie rozmawiam...

A, może doczekam pójścia z Alienkiem na lampkę wina, kto wie :)

Pomarzyć można, co nie?

A na razie - żeby wszyscy zdrowi byli.


Podobno w fazie testów klinicznych jest skuteczne lekarstwo na COVID. Niedrogie. 



19 komentarzy:

  1. Masz ode mnie komandorie Virtuti pro meritis aviam (nie znam laciny, tak mi podpowiedzial wujek gugiel, wiec nie recze).

    OdpowiedzUsuń
  2. Wazne, ze przezylas i bez uszczerbku na zdrowiu czy ciele. Doczekasz spokojnie lampki wina z Alienkiem i nawet z Kalafiorkowna. Popatrz na mojego tescia, wnuki mu sie pozenily i teraz czeka na wesela prawnukow. A po mojej akcji dostal takiej checi do zycia, ze nawet lepiej wyglada. Zerknij jak masz chwile, bo dopisalam zakonczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja nie mam takiej synowej jak Ty, która trzymałaby mnie przy życiu :) Podejrzewam, że one raczej chętnie by się mnie pozbyły, ale może się mylę ;) Ale perspektywa jest kusząca, nie ukrywam :)Przeczytałam, skomentowałam :)

      Usuń
    2. Star, sama dałaś do zrozumienia, że dalej piszesz bloga....

      Usuń
  3. Chcieć to móc. Dożyjesz tego picia z wnuczkiem. I razem kaca będziecie leczyć klinem. :-D
    Natomiast w sprawie taniego i skutecznego lekarstwa na Covid - cyniczna część mej słodkiej i potulnej osobowości pyta - a komu się takie lekarstwo opłaci produkować?
    Ale tak ogólnie, to w górę serca, SJ!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech zwycięża Lech Kolejorz :) Nie, jestem fanką, ale jako rasowa pyra muszę tak odrzec :) Ostatnie doniesienia zalecają czarnuszkę, ja olejem z niej zalewam wszystko i?
      Pić piłam i to ostro, ale klinem się nigdy nie leczyłam :) Może z Alienkiem będziemy? Jest nadzieja :) Trzymaj się, Agniecho :)

      Usuń
  4. Pamiętam jak moja babcia prowadzała kuzyna na takiej smyczy ,która sama wymyśliła a było to prawie 40 lat temu.Ludzie głupio komentowali,a ona w dupie to miala bo przynajmniej mały jej nie zwiewał.Noecj sobie ludzie mówią co chcą,ale lepiej taka smycz niż dzieciak pod autem.
    Filmik jest z bajki Zwierzogrod.Fajna.My stare konie lubimy czasem obejrzeć,bo te bajki teraz robia takie z jajem.
    Przeprowadziliśmy się!!! Dziś mija tydzień,a ja nie jestem pewna czy kuchnie do końca rozpakowałam 🤣,łóżko nam się spsuło(tzn mąż zepsuł 😜),pies chce ciągle siedzieć na dworze i jest tak cicho,że aż w uszach dzwoni,no i oczywiście nie pamiętam co mo się śniło pierwszej nocy,ale może to dobrze,bo mi się ciągle takie pierdoly śnią,że lepiej nie pamiętać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wreszcie jesteś na swoich śmieciach. Ogarniesz, wsiąkniesz, będziesz szczęśliwa. Ja Inżyniera prowadziłam na szalu uwiązanym pod paszkami, szal mam pod dziś i zastanawiam się nad gablotką dla szala, bo ma bez mała ponad 40 lat (szal z paczki z Reichu, więc swoje lata ma) :) Ocalił życie tej Łajzy nie raz i nie dwa. A ludzie? Popierdolą i przestaną :)

      Usuń
  5. Ojprdle Jedzo alez ona jest slodka! Cudo takie male chodzace z konskim ogonem, taka mala a juz jest sexy i ta smucz tylko dodaje uroku 👌😁👌 Po tych pleckach widac charakterek, czyzby po babci? 😬 To teraz ci zycze fajnego wikendu, nozki w gore, kwiatki i wino na stol i hulaj dusza 😉🥂😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje Kitty co do malej Kalafiorkownej, przeslodka. To samo pomyslalam tylko mi sie zabylo napisac:)) SKS.

      Usuń
    2. Nie macie zielonego pojęcia, jak pozory mylą. To jest żmija. Jadowita. Okrutna. Wyrachowana (nie czarujmy się, po kimś te geny ma). Aczkolwiek gdy usłyszała, że babci już długo nie zobaczy, podleciała i... pocałowała ją w policzek. Kurwa... A przez cała pięć dni na całuska w czubek łebeczka odstawiła wielki FOCH...

      Usuń
    3. Ha ha , ale ma charakter, zuch dziewczyna👍😄

      Usuń
  6. Chodzi z nocnikiem, omg😀

    Brawo Jedzo, podolalaś wyzwaniu, teraz slodkie nierobstwo Ci się należy.Milej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie czasy. A na serio boję się małych dziewczynek, obsługiwałam dwóch chłopaków, wysadzanie dziewczynki w plenerze mnie jakoś przerasta, biorąc pod uwagę mój kręgosłup :) To już jest nocnik stacjonarny, przedtem mieli nocniki jednorazowego użytku z tektury... Internety ogarniam, a srania wnucząt w plenerze nie... Masakra :) Dzięki, Doro zastosowałam się do życzenia :)

      Usuń
  7. ten kibelek to mi by się przydał, ostatnio parę razy z obłedem w oczach szukałam jakiegoś wuca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć są jakieś składane kibelki turystyczne...
      https://allegro.pl/oferta/namiot-turystyczny-kempingowy-wc-przebieralnia-10932550671?utm_feed=aa34192d-eee2-4419-9a9a-de66b9dfae24&utm_source=google&utm_medium=cpc&utm_campaign=_UZSD_pla_sport_turystyka_turystyka_sport_turism&ev_adgr=Turystyka&gclid=Cj0KCQjw6s2IBhCnARIsAP8RfAgrFSUBdIw8pDZ-O-B5A697EqHnZ7ohMwfOU17eF82ZcSskL4sdKX4aAkZNEALw_wcB

      Usuń
  8. Może i fajny wynalazek ten przenośny kibelek.Tylko nie wiem co będzie jak na środku ulicy lub sklepu za chce się dziewczę rozbierać i rozsiadac?Juz widzę ile będzie filmików z tego w internecie i polubien.Co wtedy zrobisz? Marta uk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat tak nie działa. Trzeba znaleźć ustronne miejsce w krzaczkach. To nie tak, że zaraz robią. Umieją już wstrzymywać, aczkolwiek jak to małe dzieci, mają ograniczone możliwości. Ale i tak dla mnie to trauma, bo raz, że dziewczynka, dwa, że uparta gorzej niż osioł :) W markecie pół biedy, polecimy do kibelka :) To nie jest zły wynalazek, to więcej mojego stresu niż ustawa przewiduje. Lepiej dziecię wysadzać na jego nocnik, niż byle gdzie, w byle kiblu, na byle desce :) To zmora mojego życia - publiczny kibel.

      Usuń