Kochany Pamiętniczku.
No auć, bo wszystko auć.
I tak
tu na razie mamy rżysko, ale będzie San Francisco. Najbardziej podoba mnie się ta siedziba budowlańców na razie. Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma, ale Inżynier mówi, że w kontrakcie ma nawet kibelek po ich stronie, burżuj jeden.
Problemem pozostaje więc tylko inflacja.
Odpadają problemy z pilnowaniem budowy. I wciąż mi włosy dęba stają na coraz bardziej łysym łbie, jak wspomnę awantury z Eksem, że go nie wspieram, gdy kłócił się z rodzoną matką, że mu działki koło kamienicy, w której mieszkaliśmy na strychu po ślubie nie dała, bo on by tam systemem gospodarczym sam chatę postawił, bo ojcu kilka postawił. Ta, nie sam, wszyscy chłopacy, sztuk cztery gonieni byli do roboty, teść kasę miał, a i pacjenci w ramach "zapłaty" zapierdalali. Eks zaś, inżynier od silników, jak mu coś w silniku stukało, jechał do kolegi ze studiów, "przyjaciela", który warsztat miał, a ja płaciłam rachunek za naprawę, w której znaczącą częścią był mój rok urodzenia (bo mój, chociaż niższy, był wyższy w cenie). I nie, że nie umiał, bo cudze doprowadzał do stanu idealnego, oczywiście za darmo, bo jak brać pieniądze od przyjaciół?
Więc niebiosa strzegły przed budowaniem pałacu na M. systemem gospodarczym. Syn "psiej mamy", który kupił działkę od teściowej do dziś nie skończył budowy, a minęło już prawie 30 lat, budował systemem gospodarczym...
Niebiosa strzegły zatem mnie :) Może i blokowe M3 ciasne, ale przytulne i własne mam...
Uczciwie za nie zapłaciłam, choć pozory na to nie wskazują.
Nieważne.
Na stanie
tak wyglądają 2 kg żurawiny :) O jeżu kolczasty, jaka dobra jest, odrobina, która nie załapała się na słoik, bo tak małego słoika nie miałam już, dodawana była eksperymentalnie do wszystkiego, nawet z jajem na twardo smakuje zajebiście i chuj :)
Kolejne 3 litry żurawiny zamrożone czekają, aż będę miała czas i dokupię małe słoiczki, bo w duże nie opłaca się jej pakować.
Wydałam na żurawinę w tym roku 120 zł... Cukru nie liczę :)
Sex education sezon 3 ogarnięty.
Poniedziałkowy poranek przyniósł zapierdal, ale piękny zapierdal. Bo osiem godzin minęło jak minuta. Śpię przy szeroko otwartym balkonie, zimno jest jak cholera, co czuję przenosząc się z podusi na podusię, ale za to jak cudnie...
Ale do kibelka leciałam jak petarda, bo zimno, a i rano balkon zamykałam z hukiem, bo 15 stopni na rozgrzane pod kordełką cielsko to nie jest komfortowo :) Na całe szczęście coś mnie natchnęło i wywlokłam spodnie dresowe i T-shirt, ale i tak do siedzenia koło okna okrywałam się chustą, bo piździ jak za cara na Skieletczyźnie.A, i kapcie zakopiańskie założyłam.
Pracując uczciwie dowartościowałam się przecudnej urody dziełem Alienka
przedstawiającym dinozaura (Alienek, biedactwo zakaszlane przez jebany kaszelek stracił Tomatisa, nie wiadomo, kiedy następna sesja, co nie zmienia faktu, że dla mnie Alienek pozostaje ósmym cudem świata, bo nikt mnie nie kocha tak, jak on). I wbrew prognozom, że jest z nim nie tak, umie liczyć do 10, widząc cyfry pisane. Po polsku i po angielsku. I napisał literkami magnetycznymi na lodówce, że kocha babcię (ma tylko jedną, kurwa, mnie), nieważne, że tego nie napisał, nie rozróżnia jeszcze wszystkich liter, interpretował napis, że mnie kocha :)
Skończyłam prackę o 17.16, z czystą pocztą i biurkiem, kopnęłam się w tę tłustą kubańską dupę i powlokłam się do Lidla (dobrze uczyniłam, bo pogoda jak marzenie, a widok ludzi w pikowanych kurtkach z misiem na kapturach wprawiał mnie w euforię, bo było 17 stopni). Moi co prawda miała bluzę z długim rękawem i szaliczek na ponętnej szyjce, ale stópki nie mniej ponętne w sandałkach...
Jedyne, co mnie przeraziło, to rachunek przy kasie, nie, absolutnie nie szalałam, jest coraz gorzej, kurwa. A ja nawet badyli nie kupiłam...
No nic.
Po powrocie wlazłam na pocztę i a jakże, 17.40 tekst od Bossa. A... Mało, że mam w chuj nadgodzin za czekanie na ekstrasy, to jeszcze doszedł dodatkowy dzień, bo nie zamkną się w czwartek (bo się nie wyrobią, ja tak), więc mam dodatkowy dzień pracy... Nie, sorry Winnetou, nie ma mnie już dziś...
Mam harmonogramy na 2022 r. i zastanawiam się, czy mam je rozpisywać?
Śniło mi się, że wyjebano mnie ze wszystkich miejsc pracy.
Więc?
Jak żyć, Kochany Pamiętniczku, jak żyć?
Jeszcze gra radio Pogoda, ale za chwilę będzie Przeminęło z wiatrem i cały pogrzeb na nic...
iPad się przekręcił tak jakby (swoje lata ma, chyba z 10 już liczy), więc po naradzie z Inżynierem ustaliliśmy, że jestem zepsuta do szpiku konsumpcjonizmem i z tego powodu kupię nowe ustrojstwo (a D. mówiła zawsze, kup pierścionek, to lokata kapitału, na co ci takie zabawki, nic za nie nie dostaniesz. Sama kupowała kolejny pierścionek. Fajnie, że ma ich tyle i jest urządzona na lata, ale, kurwa, nie mam z nią kontaktu, a ocaliła mi życie. Nie ma jednak ani maila, ani nie mogę do niej wysłać SMS, bo coś jest nie tak w systemie, chyba mnie zablokowała. niechcący, do takich wniosków doszedł Inżynier, ogarniając całokształt... Choruje na raka i nie mam z nią kontaktu, odkąd odeszła z pracy, bo ja GŁUCHA jestem i nie zadzwonię, nie wiem nawet, czy odebrałaby telefon, skoro SMS są zablokowane. Ot i pożytek ze złota.). Planowałam to już w zeszłym roku we wrześniu, a i tak rok minął. Inżynier sugerował oddanie iPada na recykling, ale moja dusza zaprotestowała i wygrałam, sugerując, że lepiej dać go na wykończenie wnukom, znaczy się, działa wciąż, więc jak coś to gadające kotki czy inne tam cuda wianki jak znalazł. Lepsze to niż recykling, nie będzie żal jak na dnie z honorem legnie w małych łapkach...
I... mam wyrzuty sumienia, że wydam własną, ciężko zarobioną kasę na zabawkę, bo przecież mogłabym ją wydać na bardziej szlachetny cel...
Kurwa mać.
A srajdy parapety zasrały na maksa, zatem za zawrotną sumę 50 zł polskich bez dwóch groszy zanabyłam kolejne odstraszacze, nie wiem, czy się sprawdzą, iPhone'a, nawet starego nie położę na parapecie okna, bo każda srajda może go strącić.\
I tak mija dzień za dniem...
I jest tak
Kurwa, co jest ze mną nie tak?
Ponoć na Szwajcarskiej można w szpitalu lec i się zaszczepić. Poinformowała mnie koleżanka. Oczywiście, nie sugerując, że muszę i że nie doniesie Bossowi.
No więc, kurwa, stoję znów przed dylematem.
Rozerwana na pół.
A tam, jak coś iPada dostanie któreś wnuczę i będzie się cieszyło w chuj, że ma najnowszego iPada od babci, co nie?
Szklanka jest zawsze do połowy pełna ;)



Bierz kochana nowego iPada i sobie nie żałuj:)). Bardzo straszny dinozaur jest śliczno, piękny 🙂.
OdpowiedzUsuńNo ja dinozaurami jestem straszona od dawna, na ich widok wpadam w panikę. Co nie zmienia faktu, że je lubię ;)
Usuń24 września wychodzi nowy model i ten chcę, więc jeszcze trochę.
Pewnie, że bierz i to szybcikiem, bo się jeszcze rozmyślisz i czym wnuczęta będą się bawić?
OdpowiedzUsuńNo, byłyby poszkodowane. Ale nowego nie dotkną, dostaną stary, z tą myślą nie oddaję za zniżkę. Te parę groszy mnie nie zbawi, a dzieciaki będą miały frajdę :)
UsuńDinuś świetny!
OdpowiedzUsuńNo i niech się inzynierowskiego domu mury, pną do góry, bez problemów z fachowcami.
Dzięki, Doro, sama się o to proszę ;) No z Alienka artysta całą gębą jest, nie da się ukryć ;)
UsuńWow, wyglada to super, piekna duza dzialka i zapowiada sie piekny duzy dom👌Brawa dla Inzynierostwa👏
OdpowiedzUsuńDzięki,jestem przerażona. Będzie duży i tego się boję, bo czasy są jakie są. A poza tym wiem, jak szybko mija życie i inne takie tam. Ale co tam, niech się cieszą i używają. Skoro mają na to szansę, niech korzystają. Ja się broniłam przed M3, że za małe, za ciasne, że nie pójdę. Dziś nie żałuję decyzji, a i M3 dla mnie samej to apartamenty, zwłaszcza że sama za nie płacę i ogarniam je.
UsuńDopiero co oglądałam nasze fundamenty,bo pokazywałam znajomej zdjęcia z budowy. Patrzysz dziura w ziemi,za chwilę mury ,dach,okna ,drzwi... i już.
OdpowiedzUsuńWymądrze się tylko w jednej sprawie,otóż każdą firme,nawet najlepsza trzeba pilnować i kontrolowac. W miarę możliwości podjechać w każdej wolnej chwili i zajrzeć w każdy kąt. My budowaliśmy systemem gospodarczym obydwa domy i daliśmy radę,nie taki diabeł straszny... A satysfakcja wiadomo ogromna.
Kurcze,ja robię tyle przetworów,a nigdy nie robiłam żurawiny,a lubię. Trzeba naprawić ten błąd 😉. Jest tylko jeden problem 🤷♀️ jestem cholernie przeziębiona i nie mam na nic siły.
Lilijko, ja to wiem. Dziecku nie śmiem nic mówić, wie lepiej ode mnie. Firmę polecali mu znajomi, którzy z jej usług korzystali, na wszelkie moje "ale" odpowiada, że... wie lepiej, ma kontrakt, inne takie tam.
UsuńNic, matczyne serce drży, ale co pan zrobisz, jak nic nie zrobisz?
Cieszę się, że Twoje budowy się udały, mam nadzieję, że i im dobrze pójdzie.
Przykro mi, że jesteś aż tak chora, powrotu do zdrowia życzę. A żurawinę warto przetworzyć, teraz są tygodnie, że można ją kupić.
Pańskie oko konia tuczy. Sprawdzać trzeba. Nawet nie ze względu na zakładaną nieuczciwość, ale bo przecież zwykłe pomyłki się zdarzają.
UsuńA i projekt wszystkiego nie opisuje, a czasem dobre pomysły przychodzą w trakcie procesu budowy.
Napiszę Ci, że jak budowaliśmy naszą chałupę ( a mieszkaliśmy na placu budowy w baraku i cały czas mieliśmy wszystko na oku a przynajmniej tak nam się wydawało ) to nasz wykonawca zrobił szalunki pod fundament i już miał tam lać beton, gdy coś nam nie stykło wizualnie, wyrwaliśmy mu z ręki projekt i okazało się, że okręcił go o 180 stopni. Niby to samo a jednak zupełnie co innego. :-DDD
Powodzenia Inżynierostwu w zmaganiach!