jestem, Kochany Pamiętniczku...
Rano z trudem zwlokłam szlachetne zwłoki z łoża boleści, poinformowana przez Pierworodnego, że Mała Wiedźma dołączy do klubu okularników, dziedzicząc po babci astygmatyzm, ale już nie krótkowzroczność, albowiem jest dalekowidzem.
Z pozycji krótkowidza mówię, że ma przesrane jak w ruskim czołgu, albowiem ja, jako krótkowidz, po tylu latach pracy oczami nie widzę, co się dzieje na drugim końcu pokoju (czy na podłodze leży płatek z badyla, czy jakiś zabłąkany papierek), za to plamę na kafelkach widzę na kilometr, kurwa. Ludzi na ulicy nie poznaję, ale to małe miki. Za to wydruczki czytam bez okularów, nawet te drobnym druczkiem (no dobra, od jakiegoś czasu do najmniejszych wydruczków, takich naprawdę małym druczkiem na etykietach biorę szkło powiększające), ale SMS w telefonie czy inne takie badziewie to nie problem. Gorzej w markecie, bo w okularach do dali nie widzę opisu (cenę widzę), żeby ją przeczytać muszę zdjąć okulary i nos zbliżyć do półki. Ale to i tak pikuś, bo moje znajome dalekowidzki nic nie przeczytają bez okularów :)
Inna para kaloszy, że do optyka idę chyba od 5 lat, jak nie dłużej. Jestem staruchą, która od wieków pracuje oczami.
Więc wciąż twierdzę, że krótkowidze mają lepiej.
A tydzień zaczął się wyjebiście, a dziś już środa jest i...
Łaska pańska, że o 20.18 napisał mi, że dziękuje i to wszystko na dziś.
A ja od 8.00 leciałam tekst za tekstem, non stop, z zaparciem i z zatrzymaniem moczu (no co, ćwiczenia Kegla), w międzyczasie ogarniając i warzywka i maszynki, przerażona, że się nie wyrobię na zakręcie (warzywka idą jutro i pojutrze, maszynki w pierwszym tygodniu października). O 20.08 moja poczta i biurko było PUSTE, warzywka gotowe PRAWIE w całości (co przyszło, to wyszło), a o 20.18 emilek, że pani już dziękujemy. No, a mógł nie napisać i w ten sposób nie wypiłabym zimniuteńkiego piwka, na które zasłużyłam, jak pies na zupę.
Będzie dobrze, resztę ogarnę z palcem w dupie (samochwała w kącie stała)...
I dla mnie będzie już listopad, jakby kto pytał.
A po drodze kłótnia z Bossem, bo "autor mówi, że w oparciu o, bo w oparciu na mu nie pasuje". Podsyłam regułkę, uzasadnienie...
Auć.
Wywiad, w wywiadzie "bo byśmy". Odsyłam z "bobyśmy" i foch, że jak to, w jego wywiadzie ma iść błąd? Po jego trupie. Tłumaczę, że "bo byśmy" jest błędem, na którym padają nawet uczestnicy konkursów językowych, podsyłam regułkę, ale nie mam pojęcia, jak pójdzie. Mam zasadę: nie czytać tego, co wydrukowali. Nawet jeżeli moje nazwisko jest w stopce.
I co ja za to mogę, że ludziom się nie podobają reguły? Mnie też nie, ale... jeżeli mam regułę językową na swoją obronę, stosuję ją.
W pracy jestem skrupulatna w ich stosowaniu do bólu.
Na blogu nie, bo nikt mi za to nie płaci, a i nie jest to blog o językowej poprawności, ale mój Kochany Pamiętniczek :)
Co nie zmienia faktu, że Boss ma idealną korektorkę, której nie docenia ;)
Piwo nie pomogło, wciąż mam pierdalca. To będzie ciężka noc, trudno.
Od piątku mają grzać, no i dobrze, bo zimno jak w psiarni. Zwłaszcza jak siedzę koło okna...
Jesień, zima, otwarte pozostaje pytanie: będę się cieszyła kolejnymi bratkami?
Będziesz, Jędzo, będziesz. A ja z Tobą. Po numerze, jaki wyciął mi Zakład Utylizacji Społeczeństwa, zamierzam żyć 120 lat, bo tyle potrzeba, żeby odebrać mu w emeryturze każdy grosz, który mi zajumał mi z moich składek. Howg!
OdpowiedzUsuńHahahaha, jak już się kładę na łożu to sobie wciąż mówię: nie waż się, składek nie odebrałaś. A sprawiedliwie byłoby, gdyby można je było dziedziczyć. Po mojej mamie w jakimś stopniu odebrałam w rencie rodzinnej, ale składki mojego brata (i to niemałe) poszły się jebać, a zarabiał fantastycznie, mojego ojca również, bo zmarł przed emeryturą. Na pohybel ZUS :)
UsuńNo,normalnie Cie uduszę! Zadzwoniłam dzisiaj do mojego Pana warzywko i mowie mu,że jak będzie miał żurawinę to ma zadzwonić i mnie powiadomić, bo chcę, ale to po niedzieli,bo jestem chora. A on do mnie a Limy nie chcesz bo mam taką ładna,a za chwilę już nie będzie. I co,i co? Wzięłam,cholera i już połowę przerobiłam. Ledwo żyję 🥵 a jakbym nie dzwoniła z tym pytaniem o żurawinę to może przeleżałabym cały dzień... No wszystko przez Ciebie 😜
OdpowiedzUsuńLilijko, przepraszam. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, bo w sumie co złego, to nie ja.
UsuńDruga strona medalu - nie stałam nad Tobą z pistoletem i nie kazałam Ci kupować limy ;)
A co najważniejsze: zdrowia życzę, a co masz trochę pomidorków przetworzonych, to masz.
Kiedyś mi podziękujesz za inspirację :)No i dałaś radę ;)
Co nie zmienia faktu, że mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa ;)
Ojejku, Ty jeszcze tworzysz? ��
OdpowiedzUsuńA wiesz, zapomniałam poprosić Cię o pozwolenie na tworzenie... Wybaczysz?
UsuńNo ale w sumie, kto bogatemu zabroni? :)
Pozdrówka :)
Nie mam kotów do ogarniania, skleroza mnie dopada, to i piszę, żeby nie zapomnieć, co wczoraj robiłam ;)