środa, 29 września 2021

Coraz

 szybciej płynie czas, Kochany Pamiętniczku.

Znienacka wrobiona zostałam na wtorek w niańczenie Kalafiorkówny, albowiem że znienacka pojawiła się szansa na dokończenie Tomatisa z Alienkiem, co to przepadł przez katarkowanie rzeczonego. Jako że tydzień mam na luzie (na imprezę firmową na Golęcinie nie pojechałam, przekalkulowawszy taksówkę w obie strony plus mój introwertyzm), a i maszynkom napisałam, że w tym tygodniu będę korekciła, jak dorwę, nie ma opcji ślęczenia (nie za tę kasę), chcąc ulżyć Inżynierowi (musiałby jakieś 1,5 godziny trzymać K. przed TV, a to nie zawsze działa), zgodziłam się. We wtorek Kalafiorkówna aniołyszkiem chrzanionym była i czas płynął nam wspaniale, aczkolwiek okazało się, że nie do 17.30, a nie wiadomo do której siedziała będę, albowiem nie wiadomo kiedy się terapia skończy, a że teraz ciemna noc już szybko zapada, zostałam z Kalafiorkówną, a Inżynier pojechał po resztę ekipy. No i mnie do domu odwiózł, zaś patrząc, jak zapierdala ze śrubką, okrętową numer pięć, żeby wszystko ogarnąć, me matczyne serce załopotało...

Zapominając, że jeszcze nie tak dawno sama ze śrubką okrętową numer pięć zapierdalałam w poskokach...

A kasztany jakieś mikre tego roku są...


I jęczał, skunks, że matka nieszczepiona, że on umrze, jak mnie zarazi i takie tam. Więc jest akcja ogarniania szczepienia, na razie do sforsowania pierwszy mur: dostać się do lekarza rodzinnego, kurwa.

No nic. Poszłam, kazali dzwonić jutro, bo na dziś nie ma miejsc. Pocieszające jest to, że jak rodzinny zgodzi się z moi, to do alergologa są dwumiesięczne kolejki. Lekko licząc. I tego się trzymamy :)

W rejestrowanie moi do rodzinnego wrobiłam Pierworodnego, albowiem że nie chce mi się wstawać tak, żeby od ósmej dreptać pod przychodnią. Zarejestruje, OK, nie uda się, też płakać nie będę.

Chytra baba ze mnie, co nie? :)

A w międzyczasie portret mój, pędzla Alienka


urocza jestem, zaiste, nie da się ukryć. Tylko "batia ma mało włosów". Fakt.

A moje dziecię najmłodsze oczami Alienka wygląda tak


Prawda, że przystojny z niego gość?

No co, mnie się podoba i tak już zostanie :) 

Dziś, day two. Miało być bez siedzenia, ale... No, coś się przesunęło i powtórka z rozrywki. W międzyczasie wiadomość z Ławicy od Zmorki, która do tej Mołdawii na winobranie leciała, fotkę swoją (seksowną) z lotniska dostała, nie mam pozwolenia, więc nie publikuję, a potem już 


Kalafiorkównę (marudną dziś jak cholera, nawet Inżynier wyszedł z siebie i stanął obok, gdyby to było moje osobiste dziecko, zabiłabym i każdy sąd by mnie uniewinnił, ma panienka charakterek, nie wnikam w wychowanie, dostosowuję się do reguł) pilnowałam przy kolacji, gdy samolot z pierwszego planu mignął mi za oknem kuchni, sfocić nie zdążyłam, ale po powrocie do domu dostałam wiadomość, że wylądowali i na pytanie, czy latanie jest lepsze od seksu takoż dostałam pozytywną odpowiedź, zatem niech się Zmorka bawi do upadłego, trzymamy za nią kciuki :) 

Dodatkowy stres zafundowały mi dziś sierściuchy jebane. Bo rytuał jest, że wykąpana Kalafiorkówna karmi mokrym żarciem sierściuchy, inaczej jest awantura gorsza niż ta na granicy...

I zauważyłam, że Arya nie zjadła swojego jedzenia, za to żre je Edek. 

Wywaliłam sierściucha spasionego


to ten, co mi dupą na twarzy spał w UK, no popaczcie, jak on łypie na mnie. Żarło schowałam, bo biedna Arya, zagłodzi się na śmierć.

Państwo zaś, wróciwszy do domu, Edkowi żarcie dali. Komentarz Inżyniera: jest dorosła, wie, co jest, nie chce, niech nie je. 

Inżynierowa: jakby Edek nie jadł, byłby to znak, że jest chory. Hrabina ma prawo głodować.

Nie jest łatwo ogarnąć cudze reguły, aczkolwiek staram się na maksa.

Zapisuję wszystko skrzętnie w kajeciku.

I tylko serce mi dziś pękło na pierdyliard kawałków, gdy Kalafiorkówna, rozebrawszy się do półnaga i odmawiając włożenia jakiegokolwiek T-shirta z szuflady, którą zarządza, rzekła do mnie: idź sobie do swojego domu.

Serio?

Z chęcią bym poszła.

Przede mną jeszcze dwa takie dni i sobotnia nocka, bo młodzi chcą wyjść.

Też bym chciała.

I tylko te pieprzone łapki Alienka, który aczkolwiek dziki jest, ale nigdy mnie słowem nie zranił i moje uczucie do dziecka, które łatwo nie ma, pozwalają mi zacisnąć zęby i...

A, nie wiem, czy Stardust mnie zablokowała, bo coś, czy jej się rączka omsknęła, ale wiem, że jak mnie ktoś nie chce, nie pcham się na siłę.

Bywa :) 

W międzyczasie zaś wszystkie okna pomyłam, ale to już temat na inną bajkę, w następnej notce.

I wiele innych rzeczy się dzieje, ale czasu nie mam...

Życie pędzi coraz prędzej...



6 komentarzy:

  1. Cieszę się, że już koniec września, bo bliżej wyjazdu do domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech Twe życzenie się spełni :) Tak, dom to bardzo ważna rzecz i nie wyobrażam sobie mnie na Twoim miejscu. Trzymaj się, Dorciu :*

      Usuń
    2. Dzięki, jest ok, nie ma nudy w moim zyciu, do wszystkiego sie mozna przyzwyczaić., Szkods tylko, że taka dluga podróż. Teraz jeszcze mam corkę tutaj, ale daleko i tez problem by się spotkać, bo w weekendy pracuje, a my wtedy mamy wolne, i tak to.

      Usuń
  2. Napisz do Stardust na maila. Mnie też się kiedyś zdarzyło, myślałam że mnię wywaliła bo ją uraziłam czy co, a się okazało że to system coś pokręcił. Wysłała mi kluczyk jeszcze raz i wszystko działa do tej pory. Mnie się wydaje, że Stardust się szybko i łatwo nie obraża.
    Ten Edek wygląda jak sztuczny kot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edek poczuł się oburzony pomówieniem, co zamanifestował podsuwając mi do głaskania już nie siebie, ale tylne podwozie, dobrze, że pańcio ustawił go do pionu :) Te jebane sierściuchy myślą, że ja jestem stworzona do ich głaskania, nie przyjmują innej wersji, mimo że im mówię prosto w pysk, że tak jest. Edek dziś DO CAŁOWANIA mordkę podsuwał, pogięło go, a na moje, że ja się z facetami od dawna nie całuję, polizał mnie! Kurwa. Nie piszę, a tam :)

      Usuń
  3. 😀😀😀cudne są te inzynierowe puchstki, ja bym wyciumkała, czasem moje smignę po futerku, Rysiulek lubi ciumkanie.

    OdpowiedzUsuń