dzień urlopu za mną, Kochany Pamiętniczku.
Może nie był idealnie tak, jak zaplanowany, ale w sumie nie ma się do czego przyczepić :)
Dzień tabletkowy był, nienawidzę. Mam dwa pudełka tygodniowe, rozkładam więc piguły na dwa tygodnie. Nienawidzę wyskubywania dragów z blistrów, a jeszcze jeden muszę tabletki dzielić na pół.
Ogarnęłam, w piżamce.
Zmiana pościeli, średnio lubię, ale mus to mus - zmieniamy :) Dzisiaj będzie się fajnie spało, bo do szuflady z pościelą wrzuciłam to świąteczne mydło i pachnie przesłodko. Mam taki zwyczaj, że do szaf i szuflad wrzucam mydło. Od dawna do mycia rąk używam mydła w płynie, bo nie świni mi tak umywalki osadem. Tackę na zwykłe mydło też mam i takie tam leży. A w szafach mam jeszcze mydła z komuny, nie pachną, ale leżą i nikomu nie przeszkadzają. Żebym miała jeszcze moją poczciwą pralkę wirnikową, starłabym je na tarce i prała, ale do automatu nie wrzucę. Więc leżą - będą mieli co wyrzucać :) Hahahaha... A jak jeszcze paliłam ćmiki, to znajomy dziwił się, że nigdy nie wonieję nimi. No cóż - w szafach leżało mydło, a ja co dzień zmieniałam odzież :P
Ot i cała tajemnica :)
A, i WRESZCIE udało mi się zrobić śmierdziela jak od Mamy i Cioci.
Od 20 lat, odkąd Ciocia odeszła, nie jadłam tak dobrego śmierdziela.
Ona zawsze na mój przyjazd go smażyła...
Kupne śmierdziele to jakaś nędzna imitacja mojego rodzinnego.
A mnie twaróg od dawna nie gliwieje jak ustawa przewiduje - albo zaschnie na grudy, albo pleśnieje - i cały pogrzeb na nic.
Tym razem zgliwiał i...
miałam ucztę bogów, usmażyłam przed kąpielą, żeby ostygł, bo znając swoje łakomstwo, poparzyłabym się :)
Tak więc dzień leciał spokojnie, ale czekałam do 11, bo o 11 otwierają pocztę, a musiałam w końcu wysłać tę kartkę do Barana, bo tak, bo taką mamy tradycję, bo kartka się liczy, a czas nagli...
Inżynier sugerował kupno znaczka online, ale primo po pierwsze: znaczek online był o 3,50 droższy od stacjonarnego. Nie zauważyłam napisu, że znaczki mają taką samą cenę w realu i na stronie. Primo po drugie, nie mam kolorowej drukarki, Inżynier mnie objechał, że wydziwiam, to ma być funkcjonalne, a nie ładne... A ja całe życie prosiłam o ładny znaczek na poczcie. Jeden z moich niedoszłych miał brata z zespołem Downa, nie umiał on czytać. I mówił do mnie ze śmiechem, że brat zawsze wie, że jest list do niego, poznaje po papeterii i po znaczku i bezczelnie żąda słodyczy za oddanie listu... Mało tego, wiedział, że list jest ode mnie (brat) i raportował ojcu, że P. znów ma romans... :)
Tak, mam takie zboczenie.
No i primo po trzecie, kleju nie mam, zapomniana gdzieś w czeluściach rupieciarni guma arabska już pewno wyschła, a inne kleje? Nie wiem, czy jakieś mam. Bez kleju drukowanie znaczka nie ma sensu.
- To niech mama kupi klej...
No kupię, ale teraz musiałabym z klejem wrócić do domu i przykleić znaczek, potem znów iść na pocztę.
No nic, może się uda.
I ruszyłam lewa, prawa, w stronę słońca, a słońce pięknie świeciło i że już prawie południe było, to pomna wczoraj szłam w bluzeczce i
Tak, wiem, że wróci jeszcze chłód, ale jaki jest sens w 17 stopniach topić się w półbutach.
I szła sąsiadka, taka która każdą pierdołę widzi i zawsze chodzi w kapelutku, a do mnie: o, pani z gołą głową. Albo w windzie klepie mnie po brzuszku i mówi - przytyło się nam. Faktycznie, skoczyć z moich 50 kilo do obecnej wagi to się nam sporo przytyło, ale cóż... No i dziś - o, w sandałkach, a jutro w szpitalu...
Prorokini jakaś czy cuś?
Na poczcie 2 minuty po otwarciu kolejka jak świński ogonek, pani na końcu mówi, że pierwsi w niej stoją od... 9.
Oddałam doniczki Panu od Pomidorków, posprzątane nieświecące polary wrzuciłam do kontenerka na elektrośmieci i do Maciejki polazłam. Wózeczek mój albowiem ma rozchwierutane kółka. Pytałam Inżyniera, ale rozłożył ręce, wiem, że można to naprawić, można kupić kółka, sama tego nie ogarnę, jestem technicznym debilem. Pierworodnego nie chcę prosić, w dupie mam. Postanowiłam, że kupię sobie na Dzień Kobiet konewkę (bo stara padła, zalała mi wczoraj podłogę w kuchni, dobrze, że kafelki tam są) no i wózeczek. Konewek akurat w Maciejce nie było, a wózeczki - co z tego, że niedrogie, ale kółka też niewydarzone i jak po raz kolejny właduję w nie 20 litrów ziemi, to też padną...
Do budki poszłam, klej kupiłam, a co... Tak na zapas :)
Mamy jeszcze gospodarczy, ocalał, znalazł nowych właścicieli. Przesmradzałam przy wózkach, ale kupiłam najdroższy, ma dwa lata gwarancji (pani kazała skserować rachunek, bo blaknie, zeskanowałam, wystarczy). No i ma kieszonkę na przodzie, na której mi zależy, bo tam i portfel, i klucze (obowiązkowo musi wisieć smycz, z torebki też, inaczej mam fobię, że zgubiłam klucze :) i okularki, i chusteczki - starość nie radość, człowiek fobie różne ma :)
Konewkę też dostałam :) Co z tego, że droższa niż w Maciejce, ale w końcu pracując zaczynam na siebie wydawać, miło mi z tego powodu.
I oto przed państwem mój nowy wózeczek :)
Piękny i solidny :)
I jeszcze do Pana od Pomidorków wleciałam, zaszokowany był, bo kupiłam jeszcze bratki... I potem po południu doszła kolejna skrzynka w loggii, och i ach :)
To ta na początku. Jest cudnie...
A tu mam cebulki z boligłówek dla koleżanki, ale może i sama na jesieni parę posadzę? W domu są jeszcze kwitnące boligłówki...
Na poczcie kolejka była taka sama, a gdy do poczty dochodziłam, opuszczała ją właśnie pani, która o 11 stała na końcu kolejki. Stwierdziłam, że zaryzykuję. Okazało się, że jest bajzel większy jak ustawa przewiduje, bo ludzie przychodzili z awizami i stali bez sensu, by przy okienku dowiedzieć się, że awizo jest do placówki o jakiś kilometr dalej - dlaczego i kto to popierdolił - tego nie wiedział nawet personel placówki. A i staruchy starsze ode mnie, a może i nie, ale stare, bezradnie krążyły od okienka do stołu, bo się papiórki nie zgadzały. Błogosławiłam bankowość internetową - nawet jak spieprzyłam przekaz (a spieprzyłam), mogłam go poprawić, wycofać, no i za darmo to mam.
Jestem szczęściarą :)
Dotarłam do okienka, proszę priorytet do UK.
A tak to wygląda na poczcie
Awaria systemu... Dobrze, że terminal działał, bo musiałabym gotówką płacić, a nie miałam tyle...
I niespodziewajka - znaczek kosztował 10 zł.
Nie drążyłam, bo pani znaczek i naklejkę nakleiła i wrzuciła do kosza, więc w dupie to miałam, dlaczego płacę 3,50 mniej niż na stronie, miałam jeden bratek za friko i 50 groszy w kieszeni.
Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka :)
Do Biedronki poszłam i skusiłam się na promocję - 3 wina z rabatem, najtańsze za 1 zł.
Przy kasie okazało się, że jak kupuję 3 wina, to najtańsze mam za 1 zł, ale te dwa droższe za pełną kwotę.
Poprosiłam o kierownika, ale owszem, mogłam zwrócić te wina, ale dostałabym voucher, a nie kasę...
W sumie rozmawialiśmy jak gęś z prosięciem, ale w domu, po przeanalizowaniu paragonu spostrzegłam, że nie tylko na winach mnie nacięli, co z tego, że na parę złotych? OK, wina odżałowałam, dobre kupiłam, będę miała, jak mnie chandra dopadnie, nie zbiednieję.
Zupkę sobie ugotowałam, a jakże, na wczorajszym rosołku i na winie - z kalarepką i rzodkiewką, odkryłam zabielanie mleczkiem kokosowym, wyszła pycha.
A resztę dnia spędziłam na zasadzie "wszystko mogę, nic nie muszę". Aczkolwiek ogarnęłam gospodarczo chałupkę, żeby mieć luz jutro (zupkę na jutro mam gotową).
I nic mnie nie wzrusza, że jutro:
Ku chwale ojczyzny obchodzimy Dzień Kobiet,
cały Rok Mężczyzny.
Jutro coś wymyślę, a jak będzie pogoda, to i połażę. Jeszcze nie wiem gdzie, ale dziś zrobiłam 5258 kroków, nie licząc łażenia po chałupie, bo nie wiem, gdzie mam krokomierz, a telefonu ze sobą nie noszę, zegarek zaś gdzieś w kącie leży, bo denerwuje mnie ciągłe zdejmowanie go do mycia rąk (ponoć wodoodporny, ale nie ze mną takie numery, Brunner, nie pozmywam naczyń w zegarku) i nie lubię nic na przegubie, a kiedyś nosiłam z upodobaniem i bransoletki, i zegarki.
No cóż.
SKS :)
I wtem, nagle i znienacka, na pizzę zostałam zaproszona juterko.
Auć...






To Ty rece myjesz jak chirurg, po lokcie? Ja tam zegarka do mycia nie zdejmuje i nawet go nie popryskam, ze nie wspomne o zamoczeniu. Nosze go 24/7, a zdejmuje jedynie do naladowania.
OdpowiedzUsuńNie mam miejsca na tyle bratkow, kupilam cztery i wystarczy, bede je tak dlugo trzymac, poki beda zyly i chcialy kwitnac. Ale Twoj balkon wyglada imponujaco.
Nie, ale myję dokładnie za każdym razem, jak wracam do domu, nawet jak zjeżdżam tylko do skrzynki na listy :) Może dlatego nie miewam gryp ani excusez le mot sraczek. Moje dzieci też kiedyś tak miały, ale odkąd mają sierściuchy, to nie. Wnuki myją często, ale po sierściuchach nie myją. A ja i owszem, sierść pogłaskam, ale... staram się jak najszybciej myć ręce, a już na pewno przed jedzeniem. Może to i natręctwo, ale się opłaca :) Balkon dziękuje za pochwałę :)
UsuńBoszesz-ty-mój, dlaczego pokazujesz takie rzeczy jak serek zgliwiały??! Uwielbiam!! Moja Babcia robiła świetny, z kminkiem. Moja Mama nie znosi tego zapachu, bo ma węch niczym pies gończy i mówi, że śmierdzi w całej chacie. Ja kiedyś często robiłam i wychodził mi bardzo dobry, nie chwaląc się, ale też kiedyś ser był inny. I tak sobie myślę, że chyba jutro polecę kurcgalopkiem do polskiego sklepu i sprawdzę czy mają twaróg, ale taki normalny, który by się nadał 😋
OdpowiedzUsuńCo do Biedronki, to tam jawnie kradną i nawet się zbytnio nie przejmują, kiedy się wraca z reklamacją. Mnie raz laska skasowała za ziemniaki jak za zboże, bo jej się "niechcący" cena cukierków czekoladowych nabiła, innym razem nabiła kilkanaście zł więcej, bo nie usunęła pomidorów koktajlowych, o których cenę tylko pytałam. Zauważyłam dopiero w domu, wróciłam i oddali, ale to ja miałam uczucie, że się czepiam. 🤦♀️
-Aśka-
Te normalne twarogi też się nie sprawdzają, przecież mam je na co dzień. Miałam jakiś ekologiczny twaróg z gospodarstwa na Mazurach i ten o dziwo zgliwiał. Kupiłam w Lidlu, czasem mają tam takie cuda. Smacznego, niech Ci się uda. Kminek lubię, ale w śmierdzielu u mnie króluje koperek :)
UsuńNo to życzę Ci, żeby każdy dzień urlopu był taki jak chcesz.
OdpowiedzUsuńDziękuję, mam nadzieję, że się spełni Twe życzenie :)
Usuń