sobota, 15 marca 2025

Źle

 nie było, Kochany Pamiętniczku.

Rękawów sobie nie wyrwałam, ani na mordę nie padłam. Będzie się działo w przyszłym tygodniu, bo tym razem zamykamy w piątek, nie w poniedziałek. No nic.

Wczoraj już nie zdobyłam się na wyjście z domu, zwyczajny niechciej, ale za to chałupkę ogarnęłam. Jak gram, wyświetlają mi się reklamy i jedna często - o hodowli roślin. Ale apka jest płatna, więc odpada. Wyczaiłam jednak, że jak wkropię trochę soku z  cytryny do grudnia, to zakwitnie. O dziwo, u mnie zadziałało, napisałam to AMP, bo narzeka na swoje grudnie. Mój jeden sam z własnej i nieprzymuszonej woli ma pąki, ale te lenie dostały cytrynę - i - 

Zimno było, ale dziś już nie było zmiłuj, bo chleb mi się kończył. I wystarczył jeden dzień przerwy z niewychodzeniem, a już ledwo girami powłóczyłam do wysokości Aldika, potem się dupsko rozruszało i wracałam już do domu tanecznym krokiem, jak nowo narodzona. Jednak nie mogę zaniedbywać wychodzenia choć na pół godziny z chaty, bo starość nie radość.

A pod domem mam wrak, ktoś już go zgłaszał do SM, przyjechali, obfotografowali (jakieś dwa tygodnie temu) i nic, cisza. Mieszka w nim ktoś (tak, tak amerykanizujemy się jak widać coraz bardziej), a dzisiaj widzę, że ktoś szybę z tyłu mu wybił (nie dziwię, się, bo wrak blokuje miejsce od dawna, a miejsc parkingowych na osiedlu brak), ale gość sobie zapewnił maksimum prywatności, osłaniając wszystkie okna taką matą... Jestem ciekawa, kiedy wkurw osiedlowy wygra, bo to i bezpieczny nie jest taki dziki lokator. Większość bezdomnych jest jednak bezdomnym na własne życzenie. Nie wiem, co mnie w życiu czeka, ale poszłabym do schroniska - a że nie można tam pić? No problem. Mogę nie pić, nie mam z tym problemu.


 Zakupy spokojne, ale po drodze widziałam, jak SM męczyła Pana od Pomidorków... Wracając zapytałam, co się stanęło, mówił, że ich zdaniem źle parkuje (a parkuje dobrze), dobrze, że mu chuje mandatu nie wlepiły. Nie zajmują się sprawami, którymi powinni się zajmować, a czepiają się bez daj racji ludzi.

Słoneczko grzać zaczęło (Inżynier przeszczęśliwy, pierze i zmywarkę na full włącza), jakiś ptasior zupełnie się mnie nie bał (nie znam się na ptasiorach)



 Po drodze do Lidla już widać budowę



 ciekawe, co tam wymodzą. A budowa europejska - fotowoltaika zamiast prądu, no, no...

A te jebane smrody z pislandowa wciąż mącą i mącą, pchają nas w objęcia rusków i łuczywami znów będziemy świecić.

Mentzen Aspergerem się pochwalił. Nie mam nic do ludzi w spektrum, są takimi samymi ludźmi jak my, ale... Uważam, że na takie stanowiska powinny kandydować i na nich być ludzie zrównoważeni, niemający problemów z własną psychiką. Bo to jest odpowiedzialność za cały naród, za całokształt życia wszystkich. Co innego niepełnosprawność fizyczna - tę zawsze można złagodzić. I tak, wiem, że aspergerowcy często są jednostkami wybitnymi umysłowo. Ale ich psychika nie ogarnia normalnych ludzkich reakcji. Koniec, kropka. 

W Lidlu znów dorwałam fajne piwo, kolekcjonuję takie egzemplarze (znaczy się kupuję i wypijam), bo bawią mnie etykiety.



 

Korytarz ogarnęłam, aczkolwiek z niechęcią.

Kapuśniako-ogórkową ugotowałam, bo kapusta wołała o ratunek, a i dwa kiszone zaschły, ale dobre były. Zupka wyszła pyszna i na dwa dni. Zatem jutro wolne, bo wszystko ogarnięte. 

Do rosołku dorzuciłam  kości wędzone, bo takie kupuję. I skrobiąc je rozmyślałam o dzieciństwie. Zdobycie mięsa na wsi było nie lada wyczynem. Mieliśmy swoje kury i gołębie (do dziś mam dreszcze na myśl o rosole z gołębia, ale wtedy jedliśmy go prawie co niedzielę i nie było to dla mnie niczym dziwnym - może ta rzeka gówna na balkonie wtedy to zemsta wszystkich zjedzonych przeze mnie srajd?). Kolega ojca od kieliszka pracował w zakładach mięsnych w K. i oprócz mięsa, które wynosili tam na lewo (bo wynosili), miał też karki pracownicze na mięso. Odstępował je ojcu (na pewno nie za darmo, ale jako dziecko nie wnikałam w to), ojciec przywoził wtedy do domu sporo żeberek. I do dziś widzę, jak pracowicie z tych żeberek rodzice oskrobują mięso (z surowych), potem mielą je w maszynce (nie dotrwała do moich czasów, a solidna była, brat wywalił, likwidując mieszkanie, a szkoda), no i mieliśmy fantastyczne mielone.

A ja dziś na mielone wybieram sobie w sklepie co fajniejsze kawałki, w zależności od tego, co mi fantazja podpowie: szynki, karkówki, łopatki, czasem wołowinę, proszę o zmielenie (gotowego mielonego nie kupuję, bo nie wiem, co zmielono) i wiem, co mam... Luksus. Ale kto bogatemu zabroni?

I pomyślałam o tym, pakowanym w biały papier z czerwonymi napisami (do dziś widzę te kostki) 25 dekagramów mielonego garmażeryjnego, też nie wiadomo, co tam było mielone...

Ale nawet najpiękniejszy kawałek wołowiny, zmielony dwa razy na moją prośbę i nierozrobiony na tatara nie smakuje już tak, jak ten tatar u Minty, a nawet w dworcowym bufecie, którym ojciec przekupywał mnie, gdy z polecenia mamy wyciągałam go z knajpy, jako jego ukochana córeczka... 

Kości wędzone, a ile wspomnień we mnie obudziły :) 

A zwłoki to kiedyś obgryzałam, a teraz jakieś inne są, nie smakują mi, a wyrzucone do śmieci już po paru godzinach zaczynają nieładnie pachnieć. Bo mięsa nie można do bio wyrzucać (bio często wynoszę), tylko do zmieszanych, a te się u mnie długo zbierają i tak chcąc nie chcąc zwłoki muszę błyskawicznie wynosić...

Dobrze, że nie muszę ich w dywan zawijać :D 

11 komentarzy:

  1. Kiedy pomysle, ze kiedys dawno jadalam tatara i kaszanke, a teraz nie wzielabym tego do ust, chociaz mieso nadal jadam, ale znacznie mniej niz kiedys, ale stalam sie niezwykle wybredna. Wedlin praktycznie w ogole nie jem, ten caly ruch wegetarianski zdazyl mi namieszac w glowie. Nigdy jednak nie zrezygnuje z nabialu, bo to moj zywiol, mleko, twarogi, sery i jaja moglabym jadac na sniadanie, obiad i kolacje. Weganka nigdy nie zostane.
    Grudnik dostal kilka kropelek cytryny i ostatnie ostrzezenie, ja darmozjadow nie bede trzymac w domu, wystarcza mi futra i slubny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama mam fazy. Fazy na niejedzenie mięsa, fazy na jedzenie mięsa garściami, fazy na sezonowe warzywa, które mi szkodzą :) Mleka nienawidzę, ale przetwory mleczne kocham, i owszem :) Mam nadzieję, że grudnik się poprawi. A z ciekawości - gdzie go możesz bezkarnie eksmitować, bo w PL to nie takie proste ;)

      Usuń
    2. AMP - dobra kaszanka nie jest zła :) A dobra bułczanka jest jeszcze lepsza :) Nie mówiąc już o surowej polskiej, jednak moja wątroba jej nie lubi. A, i metki dawno nie jadłam, a uwielbiam :) Trzeba będzie znów do rzeźnika iść, ale metka ostatnio rzadko bywa ;)

      Usuń
    3. Ostatnio odkryłam jaja od zielononóżek. Są nieco droższe od zwykłych jaj, ale smaczniejsze, no i jak się doczytałam - pomagają na oczy i na cholesterol :) Poszukaj, poczytaj, może i na Twoje oczęta się nada :)

      Usuń
    4. Surowej kielbasy w zyciu nie jadlam, wiec mieli ze mna bal na wielkanoc i przy roznych zurkach. No i jesli kielbasa wedzona za bardzo jedzie czosnkiem, to nie pozwalam slubnemu chowac jej do lodowki, sama tez nie wezme do ust.
      Jak wszystkie zielone odpady wyrzuce grudnika do bio puszki.
      U nas nie widzialam jajów zielononozek, mnie wystarczy placic za bio-jajka ponad 5 euro za 10 sztuk, jeszcze drozej placic nie bede.

      Usuń
    5. Nie mów hop, póki nie przeskoczysz. Jaja wszędzie drożeją na potęgę... Jeszcze dużo przed nami...

      Usuń
  2. O dokarmianiu grudnikow cytryna nie slyszalam, ale wiem z autopsji, ze tabletki antykoncepcyjne swietnie sie sprawdzaja, jesli chce sie miec w domu kwitnace fiolki afrykanskie :-))) Nawet ostatnio zaczelam szukac czegos na ten temat w necie, bo wiadomosc mialam od kolezanki, a chcialam potwierdzenia naukowego i o dziwo, znalazlam artykul z poczatku lat 80. o tym, ze chyba w Stanach naukowcy na to wpadli, ze pewne hormony swietnie sie sprawdzaja w przyspieszaniu rozrostu roslin :-) Co wydaje sie lekko dziwne, bo to co u nas ma spowodowac zahamowanie rozwoju, u roslin powoduje efekt odwrotny 🧐🙃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomnialam sie podpisac ;-)))
      -Aska-

      Usuń
    2. No nie, Aśka... Przypomniałaś mi, że u ginekologa nie byłam... hmmm... 20 lat. To skąd ja hormony wezmę? Wiem, wiem, źle, paskudnie. Ale i mammografii nigdy w życiu nie robiłam, bo mam za małe cycki nawet teraz. Jestem szczęściarą, żyję :)

      Usuń
  3. Smak rosołku podkręciłam kawałkiem świeżego imbiru i kawałeczkiem laski cynamonu. Niestety nikt nie zauważył. Pamiętam, że kiedyś były stoiska garmażeryjne. Kaszankę kupuję, ale tylko w jednym sklepie. Metkę też dobrą mają , ale nie pamiętam czy berlińską czy cebulową. Teraz pranie pościeli powinnaś wozić do syna, nie dość, że tanio to na świeżym powietrzu wyschnie. Foto mam na starych zasadach ale na nowych też założę, tak, że doskonale rozumiem radość z skorzystania. Mieczykowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za podpowiedź, imbir mam, wypróbuję, cynamon takoż. Ja do rosołu wrzucam 1-3 goździki. Ale jak dodam cynamon, to może mi wyjść zupa piernikowa :) Mojej psiapsi mąż na dodawanie śliwek suszonych do pieczeni strajkował, mówiąc: albo mięso, albo kompot :) Nie, nie ma absolutnie opcji wożenia pościeli na włości - nie ma tam na czym powiesić, wielki ogród zarośnięty zielskiem. W łazience wciąż wilgotne ręczniki, jak jest cieplej, a ja na wycugu, swój wywalam na jakieś krzesełko ogrodowe i mam suchuteńki. Jest hasło: rekuperacja. Stara jestem, nie dla mnie te wynalazki :) A w mojej loggii pościel pięknie schnie na świeżym powietrzu, zresztą wożenie jej zbiorkomem jest bez sensu :)

      Usuń