wtorek, 23 września 2025

Potwierdziło się

 Kochany Pamiętniczku.

Jestem starą wariatką i panikarą. 

Teams jest bardzo fajnym programem.

Na początku nie miałam głosu, ale to dlatego, że Pani A. nie włączyła mikrofonu...

A ja szukałam błędu w moim lapku i w słuchawkach.

Widziałam wszystkich, którzy byli na szkoleniu, ale tak naprawdę tylko Panią A., bo tylko ona i ja włączyłyśmy kamerki. Reszta miała kwadraciki z inicjałami. Można bez pokazywania ryja (taki rodzinny szlagwort, kulało się czasem do człowieka dziecko, na pytanie zaś, po co przylazło, odpowiadało: pokazywać ryja i nie, nie było to dla nikogo obraźliwe), ale co to za frajda?

Przerzuciłam się ze słuchawek na aparaty słuchowe - jakość dźwięku była o niebo lepsza, ale i tak niewiele rozumiałam z tego, co mówił prelegent z firmy zewnętrznej. Z jednej strony przeszkadzało  mi to, że nie widziałam jego ust (tak, mi to zawsze pomaga, nawet z aparatami), bo gość w sumie pokazał zamiast swojego pyska dwie (sic!) ilustracje, jak siedzieć przy kompie (co sobie mogę znaleźć w necie i co nijak ma się do naszych warunków, jak wiele z tych durnych przepisów), i jak można spaść ze schodów i z fotela (i tu się kłania mój zdrowy rozsądek, że kupiłam nowy fotel). Do tego gość pewno miał urodę radiową, że się nie pokazał, głosu radiowego za to nie miał - gadał tak szybko, jak karabin maszynowy i rozumiałam piąte przez dziesiąte.

W sumie mogłam też wyłączyć kamerkę (albo i nie), włączyć film i zamiast 45-minutowego wysłuchiwania zdań, z których wyławiałam poszczególne wyrazy, pooglądać coś miłego. Sprawdzianu żadnego nie było (przy stacjonarnych szkoleniach był zawsze, tutaj bym nie ogarnęła nic, bo też nic z tego szkolenia nie wyniosłam).
Absurd - szkolenie trzeba powtarzać co 5 lat.

Czyli to jakaś trampolina dla krewnych i znajomych królika. 

Bo przecież firma za to płaci i pewno niemało.

Gość na zakończenie zapytał, czy są jakieś pytania, a cisza była jak makiem zasiał...

Ikonki zaczęły znikać, pożegnałam się z Panią Anią i tyle było mojego ponadmiesięcznego martwienia się o szkolenie BHP.

Jestem jednak starą panikarą i  to muszę sobie wyryć na jakiejś tabliczce i powiesić na ścianie.

Ochłodziło się, nareszcie, ale już mi się dziś nie chciało jechać szukać okryjbidy. 

Pomyślę o tym jutro...

 

4 komentarze:

  1. Panikara - tak, ale stara??? No wez!
    A poza tym te goopie szkolenia to pieprzenie w kolko tego samego, przeciez przez piec lat nie zmianiaja sie, czy moze ktos wymysla inny rodzaj siedzenia przy kompie? Ale lepszy taki onlajn niz mialabys gdzies jezdzic i wysluchiwac na lajfie tego, co znasz na pamiesc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, oczywiście. Ale wkurwiło mnie to też, że znów poszła moja prywatna godzina. Przed nie chciało mi się wyjść, bo lubię wyjść i wracać bez patrzenia na zegarek. Po wzięłam się za obiad i potem też już mi się nie chciało wyjść, bo były godziny szczytu, a chciałam spokojnie jechać do miasta. I tak mi dzień między palcami przeleciał :) To całe BHP, tak samo jak badania okresowe to pierdolenie kotka za pomocą młotka. Rozumiem - przy przyjęciu do pracy, ale potem? Pracodawca za to na okrągło płaci, więc to takie perpetuum mobile.

      Usuń
  2. No jesteś, jesteś:) Prawie dorównujesz mi w tej dziedzinie! Ja czarnowidzę ( okulista potrzebny albo psychiatra?) i panikuję , co pewnie wkurza innych, więc duszę w sobie te niepokoje , a to jeszcze gorzej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się wywnętrzam temu, kto się nawinie. Najczęściej cierpi najmłodsze dziecko, ale innym też marudzę. Nawet pracowym ludkom :P

      Usuń