jest dziś, Kochany Pamiętniczku, Goya...
i Smak słów.
Bo sen zwariowany do bólu miałam, piękny, nierealny...
I już wiem, że choć to było coś wielkiego, to jednak...
Czas jednak odmienił nas.
I nie, że nic się nie liczy, ale cóż...
To se ne vrati.
Jest, ale nie vrati - trochę boli, ale jednak, patrząc z perspektywy zdrowego rozsądku i tego, co teraz jest - jest OK.
Ale sen przypomniał mi tę zapomnianą piosenkę, której nie słuchałam od bardzo dawna.
Lubię słów twoich smak, bo w takiej chwili twoje słowo tak jak owoc smakuje mi...
Banalne, ale piękne, w danej chwili.
Wczoraj ranek witał mnie tak (a nie było pięknego snu)
A dziś po pięknym śnie rankiem była gmła. Jeszcze nie taka zabójcza, gęsta, ale już jesienna gmła.
Taka kolej losu.
I do 12.56 siedziałam, czekając na pracę (jutro ma jechać do drukarni).
Żeby mnie kurwica i szlag nie trafił, pranie zrobiłam, obiad wstawiłam, dokończyłam dokumenty z kartonu, który męczę już 4. dzień.
Pylica ma się znakomicie, rozwija się :) Skończyłam i schowałam niszczarkę, poczekam na oliwę, bo nacięła się biedna do wyrzygu :)
O 12.56 wleciał emilek od D., z radosnym: o zdążyłam na ostatnią chwilę, co jest świństwem, albowiem powinnam już w cuglach zamykać pocztę, w 4 minuty nie skorekcę 5 stron A4, taka zdolna to ja nie jestem.
Cóż było robić, skorekciłam, opierdoliłam i kazałam słać, co się da. Że idę bez plecaczka, ale koło 15-16 wrócę.
Dosłała. 2 strony. Jest nadzieja, że jutro nie będę się nudziła, bo do 15 ma pojechać do drukarni wszystko (marzenie ściętej głowy, ale cóż).
Poszłam. Mdlejąc z upału, bo były 24 stopnie, w słońcu pewno więcej.
Sól kłodawską zdobyłam, co jest wyczynem, bo w marketach jej nie ma, a zielarnia otwarta od 9 do 15, więc...
I jako że mokry miałam kark i włosy na nim, do fryzjera zajrzałam. I było PUSTO :)
Się ostrzygłam, piękna jestem niesłychanie, chociaż coraz bardziej łysa.
I coraz lżejszy ma portfel, bo z napiwkiem (a jakże, daję, bo tak mnie nauczono, no i zawsze mnie wciska bez zapisów, których nienawidzę, co z tego, że dziś był luz) już 60 zł. Za 20 minut pracy. A ponoć inflacja spada. Tak, wiem, przedsiębiorcy nie mają łatwo, ale ja też nie mam. Wzdech, ale lustereczko za to mi mówi, że jestem najpiękniejsza na świecie, a to jest warte 60 zł.
Potem pokulałam się do Rossmanna, kupić te nieszczęsne chusteczki, zarazem kupiłam na zapas rzeczy, które się niedługo skończą, plus suplementy, w których działanie nie wierzę, no ale co może mi zaszkodzić cynk i selen (moja teściowa była wielką fanką selenu) - może choć trochę poratuje moją łysą główkę?
Wyszłam lżejsza o stówę z groszami.
I wolnym walcem, mdlejąc z gorąca, choć wodę mineralną kupiłam (nie taka droga, jak na lotnisku, ale też nie za tania), dowlokłam się inną trasą. Jeden przystanek autobusem, darmowa PEKA sama się nie wyjeździ, wizyta w Stokrotce po lody (były takie, jak lubię, więc na zapas, bo w innych marketach nie ma), plus pokrzywa z Herbapolu, którą gdzie indziej też wywiało no i... 70 zł poszło w siną dal...
Czyli jedno wyjście z chałupki i 230 z groszami, doliczając nieszczęsną, ale znakomitą sól (5,80 za 1,1 kg - wow, ale bonus).
Nie umiem wychodzić z domu bez celu. Celem był Rossmann, a to co drodze, to wypadek przy pracy.
Ale 12 wizyta u okulisty...
No to muszę wyglądać jak człowiek, żeby mnie zaraz ciąć nie chciał.
Mam nadzieję, że się uda.
W sumie pocieszam się, że jak się nie zgodzę na krojenie, to nikt mi nic nie zrobi :)
I wciąż widzę, jak Alienek z trudem wciąga na ławę drewnianego konika (sporego), po czym bierze nóż (też drewniany) i konika operuje.
A potem próbuje zoperować mnie...
Auć...
W polityce, zgodnie z moimi przewidywaniami dzieje się - memiarze mają pełne ręce roboty.
I odkryłam najbardziej pojebaną grupę na fejsiku - Zieleń nieplanowana. Obłędna, jebnięta.
Jest cudnie.
I tyle dziś z kronikarskiego obowiązku, Kochany Pamiętniczku :)



Ja dzisiaj nie ruszalam sie z domu, a i w domu ruszalam sie malo, bo fatalnie sie czulam, a tetno nie chcialo znormalniec i stalo jak zamurowane na 40, czekalam az mi bardziej spadnie, wydalam nawet dyspozycje, co maja robic, gdybym nagle odjechala. Jutro niestety musze wyjsc, wpasc na chwile do roboty i do veta po kropelki dla Krulovej Miecki (70€). W piatek dentysta, a on na wsi, wiec dluzsza jazda autem i ryzyko.
OdpowiedzUsuńBędę ciotką Klotką. Jak się źle czujesz, nie powinnaś jeździć, przynajmniej nie sama. Może weź taksówkę, skoro nie chcesz (albo nie masz kogo) poprosić o podwózkę? A i u dentysty może być znieczulenie, po którym nie należy prowadzić. Ja tam jeżdżę zbiorkomem - nie mam problemu. A jak mi będą nie daj borze w oczkach grzebać, dziecko mnie zaopiekuje bez proszenia. Bo matka jest tylko jedna... Idę szukać, czy zobaczę starlinki, od dawna się na nie czaję...
UsuńJa do szpitala to pojade sobie taksowka, bo koszty parkowania by mnie zjadly, ze szpitala chyba tez, ale za te druga moze mi kasa chorych zaplaci.
UsuńU nas jest bezpłatny transport sanitarny, jeżeli nie masz nikogo bliskiego, kto mógłby zapewnić transport. Pewno trzeba pokonać sporo biurokracji, ale jest coś takiego.
UsuńTo my w Kolobrzegu po ratunek do optyka. bo okulary się rozpadly- a Pan dal śrubkę , naprawił i nie xhxial ani grosza, to kupiłam kropelki do oczu.Jestes piękna niesłychanie i .asz tanią fryzjerkę! Moja wsiowa liczy już sobie wtrójbasób! Pogoń te ślamazarne wytwórnie wypocin!( albo i nie, jak dają dochód!😀) 🥰
OdpowiedzUsuńAle moja fryzjerka tylko spryskała mi włosy wodą, podcięła i wysuszyła - żadnych innych zabiegów. To tzw. strzyżenie męskie, bo ja chodzę do męskiego, damski, bawiący się z moimi włosami w to, co modne, to koszmar - moich włosów nie daje się zmusić do innego układania :) Więc cena z sufitu jednak, bo 20 minut pracy na spokojnie, a na chybcika (jak mnie wciska międzzy inną wizytę) to i 15 starczy :)
UsuńNie mam konta na FB, ale ten profil Zieleni Nieplanowanej jest otwarty i można obejrzeć. Przy niektórych fotkach można się nieźle ubawić, albo wręcz zdziwić, że ludzie takie rzeczy potrafią dostrzec 😄
OdpowiedzUsuńAle to pozytywnie zakręcona jest ferajna, a co :)
Usuń