czwartek, 29 listopada 2012

Dziś na obiad: chłodnik litewski

Tak wyszło. Myślałam, że to buraczki zamroziłam, ale nie, chłodnik ;)  Odgrzany, gorący też dobry :) Jak jeszcze parę dni popada, będę tynk ze ścian jadła ;) Bo w zamrażalniku jeszcze zupa ogórkowa, cyc kurzęcy, zwłoki i przeterminowana resztka lodów. Plus kawałek chleba baltonowskiego i masa zieleniny: pietruszki i koperku tudzież maggi :)

LOL :)

6 komentarzy:

  1. ale co w deszczu nie idziesz po zakupy ?
    no dobra mam plan jak mnie zabierzesz do ikei to ja Ci te zakupy przywiozę hehehe ( tak jakby droga do ikei nie była zachlapana deszczem heh )
    no gupi plan no

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, chętnie bym z Tobą do Ikei pojechała. Nawet byśmy nie zmokły, bo tylko hyc na autobus, przesiadka na tramwaj i już hyc pod Ikeą :) To co, jesteśmy umówione??
      Nie idę, bo mam lenia, a w domu wszystko mam, to po co się włóczyć? Pora zapasy wykonczyc ;)

      Usuń
  2. a zielona ryba najżarłoczniejsza jest hahahaha

    OdpowiedzUsuń
  3. Całkiem spore zapasy,do jedzenia tynku jeszcze daleko:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem, wiem, ale za parę dni zacznę tynk jeść i chudnąć :D :) W sumie jakiś miesiąc na oko bym przetrzymała, licząc makaron, ryż, kasze, herbatę... :) Zabrakłoby mi tylko warzyw i owoców, bo te mam na bieżąco i właśnie po zielsko chciałam iść...

      Usuń