środa, 28 listopada 2012

Szaro, buro, nijako...

Praktycznie cały dzień przy włączonym świetle. Patrzę przez okno i w sąsiednich blokach też w wielu mieszkaniach pali się światło od rana do wieczora. Nie pamiętam takiej jesieni, żeby co dzień było tak szaro i tak mgliście. No cóż, zatem to pierwsza taka jesień ;) Zapamiętać. Zapisane, więc nie pójdzie w zapomnienie.
W domu cicho, ciepło i spokojnie (odpukać, nie śmie się zmieniać) :)
Łażę pod tej mojej chałupince i... jestem szczęśliwa. A jednocześnie widzę pełen pogardy wzrok szwagra i słyszę jego lekceważące słowa: z tych gratów komornik by nie miał żadnej pociechy... A to w kontekście wyczynów rodziny Eksa... Cieszę się bardzo, że nie miałby żadnej pociechy, bo to są KURWA moje graty, nie jego. Większość mebli pamięta jeszcze mój rodzinny dom, choć nie był to dom szlachecki, jak Eksa, choć meble te to faktycznie złom, ale ja lubię ten złom, a i o dziwo, dzieciakom też on nie przeszkadza. Ostatnio Pierworodny coś plumknął, że jak już "tylko niech się Mama nie gniewa" mnie nie będzie, to on chciałby toaletkę wziąć. Toaletka żadne tam cudo, ale widać mu się jakoś kojarzy. Reszta mebli to zbieranina od Sasa do Lasa i przy remoncie pójdzie na śmietnik, ale...
Mieliśmy tyle mebli, co na kredyt dla młodych małżeństw kupiliśmy, a wiadomo, że nie były to żadne cuda.
W momencie, gdy została nam połowa kredytu, mój genialny Eks wparował do sklepu z meblami sam i kupił: szafę wąską dwudrzwiową, jedno łóżko pojedyńcze i komodę za 75 tys. zł :) O mało zawału nie dostałam i już nie pamiętam, jakich argumentów użyłam i jakim cudem odzyskałam kasę, bo to nie była gotówka, tylko czeki czy jakieś bony, już nie pamiętam... Jednoosobowe łóżko, psiakrew, na zmianę mieliśmy na tym spać???? Ja za te 75 tys. kupiłam meblościankę, którą później umeblowaliśmy pokój chłopców, kanapę, dwa fotele, odkurzacz, pralkę i parę innych cudów wianków :D Mój Eks to był naprawdę chłop z fantazją ułańską.
Meblościanka po rozmontowaniu do dziś zagraca przedpokój. No i?? Jak się komuś u mnie nie podoba, nie musi tu bywać.
Dzięki temu genialnemu szwagrowi mam też drący się już dzis lenteks, bo mieszkanie, które mam, miało być "rotacyjne". Miałam wujka, który miał stolarnię i za 200 marek (fakt, że wtedy było to niemało) miał nam położyć PRAWDZIWĄ podłogę. Już ekipa zjeżdżała, gdy kochany szwagier rzekł do mego Eksa: zwariowałeś, dajesz babie 200 marek na podłogę w mieszkaniu rotacyjnym?? Twoja baba ma posrane... No i mąż rzekł: NIE. Bo to ON zarobił tę kasę na saksach... Oczywiście, ja NIE PRACOWAŁAM, wychowując dwójkę dzieci, prowadząc dom, kolędując w kolejkach i "w wolnych chwilach" zajmując się na czarno chałupnictwem, nie licząc tego, że miałam już wtedy swoją rentę!!!! No bo po co głupiej babie, co nawet szlachcianką nie jest podłoga drewniana... :)

Ale... nie żałuję. Jak los da, wywalę za niedługo ten lenteks, znów poustawiam moje stare mebelki, których żaden komornik nie będzie chciał, kurzołapy, zaparzę herbatkę, albo otworzę butelkę dobrego wina, zapalę świeczuszki albo burdelówkę, w zależności od nastroju, może nawet adapter wyciągnę albo odpalę winampa z Baker Street, bo pasuje do nastroju, pooglądam stare zdjęcia lub te najnowsze... Bez kasy, bez kłopotów, żeby tylko zdrowie było i spokój. Zwykła chłopka i mieszczanka, żadna tam szlachcianka, psiakrew :D Mój jeden dziadek był zwykłym chłopem i to nawet swojego gospodarstwa nie miał, na folwarku robił i z 13 dzieci gnieździł się z 2 małych pokojach... Mój drugi dziadek był szewcem i co z tego, że miał swój warsztat i czeladników, był mistrzem i radnym miejskim, jak przed wojną nie było go nawet stać na liceum dla jednego z synów, który chciał się uczyć tak bardzo, że do seminarium poszedł, żeby się tylko móc uczyć i tym samym wydał na siebie wyrok śmierci???
To są moje korzenie. Nie wstydzę się ich. Moim chłopcom dałam je w posagu, też się ich nie wstydzą. Sztywni zaś robią się na wzmiankę o szlachectwie, które po mieczu wszak mają, bo rodzina zdążyła im to bardzo skutecznie obrzydzić, podkreślając wciąż kim to oni nie są.

Tak mi się myśli plotą w ten pochmurno mglisty listopadowy poranek.
Dobra wiadomość dla czekających na weekend. Już środa.  Nie chce mi się iść po Politykę :) Może później.
Zaczęłam znów grać w Grepolis, bo jest świat bez podbojów :)
I zaczęłam oglądać Tajemnice Smallville od początku, bo nie pamiętam, na którym sezonie utknęłam, a jest ich 10 :)
Nigdy nie dorosnę, albo inaczej - dziecinnieje na stare lata.
A co? Wolno mi :)

I u Inżyniera będą może duże zmiany. Ale to czas pokaże. I oby na lepsze były. Ma ciekawe życie i dobrze. I wyśmiał marudzenie Kolegi :)

Ale mi się napisało :D :)


6 komentarzy:

  1. szkoda że dzieli nas TYLE km, po tym całym opisie miałabym chęć w Twoim towarzystwie wypić kawę i posłuchać jeszcze
    malaczarna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. malaczarna, tym niemniej serdecznie zapraszam, kawę też mam, z ekspresu, rozpuszczalną, inkę, i nawet jakąś z cykorią. Może się kiedyś skusisz na odwiedziny w wiosce, gdzie harcują koziołki?? Jak nie teraz, to po ślubie... Będę czekała :D

      Usuń
  2. eeee faceci- po jednych pieniądzach:-), matko 13 dzieci na dwóch pokojach a ja wyje ze z mamuska mieszkamy na dóch w czwórke, no ale...ale czasy troche inne i kazde dziecko chciałoby swój kat, swoje biurko....nasuwa sie jedno...jak życ? :-)
    pozdrawiam madzik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madzik, nie martw się, będzie lepiej... Ja zaczynałam na 16 m kwadratowych we czwórkę plus chałupnictwo, a pacz, pałac teraz mam :)
      I zaproszenie do spółdzielni po odbiór docelowego M-5, a jakże ;)

      Usuń
  3. malaczarna
    wszystko jest możliwe, gdyż mamy plan z p.mężem odwiedzić to miasto, szkoda że na liście gości nikogo z tamtych stron nie ma bo i by było szybciej, a tak możemy na razie tylko planować, ale kto wie co przyjdzie do głowy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem zapraszam na kawkę :) I rogale marcińskie kupię ;)

      Usuń