Znaczy się, na zapasach jadę. Dobrze, że chleb mam, a i mąkę jak coś też, makaron jest, przetwory są, cztery jabłka i grapefruit też, cebuli dużo, w zamrażalniku zwłoki i włoszczyzna... Ufff, nawet koniec świata może być.
Pierdolę, nie wychodzę. Leje jak z cebra, ciemno jak w dupie u Murzyna, w Internecie piszą, że w mieście syf i malaria, korki, stłuczki i apokalipsa...
Listopad.
Piszę do Inżyniera z pytaniem, czy spełnił moją prośbę i kupił sobie kalendarz adwentowy (oddaję kasę, nie będę się wygłupiać i z PL kalendarza słać), a on, że nie, że dla Małej Wiedźmy kupił, a sam dba o linię :( Jest mi niezmiernie przykro, coś się dla mnie skończyło. Dotąd kupowałam kalendarze dla wszystkich, w tym roku spasowałam, bo Baran też dba o linię i nie zje czekoladki, Pierworodny i jego żona nawet thank you nie powiedzą, a MW??? Nie dbają o to, żeby dać jej co dzień czekoladkę, żeby to była ceremonia. Bo u nas w domu to było całe przedstawienie z tego. Ponieważ jak chłopcy byli mali zdobycie kalendarza poza Pewexem lub prezentem z zagranicy było marzeniem ściętej głowy, co roku, w zależności od tego, ile kalendarzy zdobywaliśmy, dzieliliśmy czekoladkę co dzień na dwa lub na cztery :) Bo przecież każdy musiał dostać ją, żeby poczuć, że nadchodzą święta... Potem już kalendarze można było spokojnie kupić, ale zawsze była ta miła chwila jedzenia czekoladki... I teraz, po tylu latach umarło :( Znów się coś dla mnie skończyło.
Śmieszna jestem, wiem, ale mi smutno :(
Nikt już nie potrzebuje moich prezentów :(
Nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi, no i nikt mnie nie szanuje :(
Ehhh...
Listopadowa chandra mnie dopadła na maksa :(
Przypomniałaś mi o tych czekoladkach:)
OdpowiedzUsuńMusze zapytac młodszej czy chce,bo tez ostatnio stroni od czekolady.
Nie przejmuj się, trochę przykro,kiedy jakieś stare przyzwyczjenia czy domowe tradycje idą w odstawkę,ale takie życie.czasami po prostu chce sie człowiek od tego oderwać.
Ja tak mam, mnie nudzą takie utarte szlaki,chcialabym ciągle cos innego ,nowego, gdzies mnie gna wewnętrznie.
Nie jestem tradycjonalistką chyba wcale.
A ja lubię tradycję. Tę "mojodomową". Nikomu jej nie narzucam, ale wciąż boli, że dzieci dorosły... :(
UsuńRuda cza iść z czasem postępem i osiągnieciami ;-)
OdpowiedzUsuńa u mnie pokażę Ci jaki kalendarz kup Inzynierowi ;-)
a i u nas deszcz napierdziela jak gupi!
czym się
Czymam się. Czytam o skórze. Pogoda czytaniowa, a kaska leci :)
OdpowiedzUsuńOni są na diecie i na odwyku, nie chcą też takiego kalendarza... :|
No tak,terz sa takie czasy,ze niemal wszystko jest,jak sie ma kase,to sie samemu kupuje i nie wiadomo co komu w prezencie podarować,by sie okazało,ze to zbędny gadżet.Ja poszłam w herbaty ,czasem książkę dorzucam, kalendarz i nie mam zamiaru więcej kombinować.
OdpowiedzUsuńzapytałam Mlodszej i jak sie domyślałam odmówiła kal.adwentowego,bo obecnie nie jada czekolady.
teraz:) sę takie czasy - miało być.
OdpowiedzUsuńMy idziemy na łatwiznę. Tradycyjnie dajemy sobie co roku to samo: Baran dostanie zakopiańskie kapcie, bo tam ich nie kupi :) Taka już kapciowa jestem :) A inni to, co zamówili, Inżynier prezent gwiazdkowy odebrał już we wrześniu :) Żadnych niespodzianek, bo nie o prezenty lotto, ale o to posiedzenie :) W zeszłym roku nawet kolędy śpiewałam, tak mi Martini dolewali, dranie :D :)
Usuń