połowa lipca i musiałam jechać do pierwszej pracki, która jak wiadomo, dba o mnie od lat, jako że to budżetówka jest. Stamtąd odeszłam na rentę, ale do dziś jestem traktowana jak członek rodziny, choć to już bez mała 25 lat minęło...
Cała wyprawa to była, ponieważ w mojej wiosce wszystkie pojazdy jeżdżą z napisem: trasa zmieniona albo zatramwaj. I te zatramwaje to jedna wielka niewiadoma, gdzie to pojedzie, trasa zmieniona jeszcze większa niewiadoma. I akurat w okolicach, w które się wybierałam, nic nie jeździ oprócz tras zmienionych i zatramwajów. Część przetuptałam na piechotę, ale zaczęły się gromadzić takie chmury, jak wczoraj, więc czym prędzej wpakowałam się w trasę zmienioną ze strachu.
Załatwiłam od ręki i nader pomyślnie, posłałam SMS Inżynierowi, wyszłam i znów była ładna pogoda, więc polazłam. Jako że mieszkałam "na tej dzielni" ładnych parę lat, aż do ślubu, a i chata Eksa tam jest, a dzielnica piękna, willowa, polazłam.
Wczoraj w mojej wiosce nawałnica była, ale moją dzielnię jakoś kołem ominęło, lało, i owszem, ale o kłopotach dowiadywałam się z neta. U mnie nic nie zalało, prąd był, net był, a deszcz jest potrzebny, co nie?
A tam...
... chodniki, mimo że nawałnica przeszła wczoraj po południu wyglądały mniej więcej tak...
... i slalomem szłam...
To w oddali to nie jakieś krzaczki, ale kompletnie zatarasowany chodnik.
Drzewa powyrywane z korzeniami, a nie ułomki przecież - za drzewem stoi gość...
Tory tramwajowe przypominały pobojowisko i patrząc na nie to była ręka Opatrzności, że tu nic nie jeździ obecnie.
Strażacy od wczoraj pracują jak te rude mrówki...
To nie gałąź na makro...
... to całe drzewo. Zatrważający widok.
Ogrodzenia też porozwalane, niby drzewko niewielkie, ale siłę rażenia ma.
To jest dwupasmówka, oddzielona od siebie alejką kasztanowców. Z jednej strony bałam się iść, bo zwieszały się przewody elektryczne. Alejka zawalona była gałęziami, a i co kawałek odrywały się jeszcze nowe i spadały, a że trzasku nie słyszę, uciekłam stamtąd, i szłam lawirując wśród gałęzi po drugiej stronie, gdzie żadne druty nie zwisały.
I tak sobie mały spacerek zrobiłam dla zdrowotności.
Zawsze chciałam tym kobietko fotkę strzelić i nigdy nie miałam aparatu. Zresztą nie lubię tam bywać, nie chcę bliskiego spotkania z kimkolwiek z rodziny Eksa, choć skoro szwagier nie pamięta mojego imienia, to pewno by mnie i tak nikt nie poznał :) Z wyjatkiem Eksa, of course :)
Doczłapałam do wiaduktu na Roosevelta. Parę lat temu rosły tu gałązeczki winobluszczu, a teraz proszę :D
I te kamieniczki, łącznie z Borejkową, ponoć na tej komin się zawalił, ale to od podwórka pewnie, od ulicy nie było nic widać.
I aż żal, że nie wszystkie da się uratować. Przepiękne są i przykro patrzeć na ich umieranie...
Nowa Kaponiera. Miała być gotowa na Euro. Euro było w 2012, dobrze pamiętam?? ;)
Platany w parku przy Operze ocalały, im żadna wichura niestraszna.
Piździło, więc zmykałam, bo woda się na aparat lała...
Dojechałam do dzielni, skoczyłam na Manhattan, a w domu w ramach relaksu czekały na mnie ciągniki.
Ale jedną rzecz załatwiłam i co ja się będę szarpała??
Mam czas, a pośpiech jest wskazany tylko przy łapaniu pcheł ;)
UPDATE
Pismo z ZUS-u w szparze unijnej było. Jak popracuję 5 lat dłużej niż ustawa przewiduje będę miała 611 zł emerytury, Brutto. Bo taki kapitał "zgromadziłam". Ta... Chuj wam w oko, bo w dupę byście przyjemność mieli. Nie moja wina, że reguły zmieniły się w czasie meczu i że moje pokolenie jest wydymane na maksa....
Ale co się będę przejmowała,, może w końcu w totka wygram.
Albo jakiś podkop pod bank??
Ktoś, coś?? :)






























Piekne te kamieniczki.rzezby kobitek tudziez. W ogole ladne robisz zdjecia.Wczoraj nad moja dzielnica rozszalala sie burza i tak szalala przez dwadziescia minut.Drzewa przed oknami moimi stoja,na szczescie nie ucierpialy choc szalal wiatr i ulewa.Co do poprzedniego postu,to rzeczywiscie opacznie zrozumialam.Moja kolezanka stawia mnie do pionu mowiac,ze teraz mamy czas na zycie wlasne.Dzieci pozakladaly rodziny,wiec nie musimy sie poswiecac dla ich rodzin.Emerytury wg biezacych obliczen wystarcza na przyslowiowe pestki.Ja przeszlam na emeryture wczesniejsza z wyliczeniem z najlepszego okresu zarobkowego.Weronika
OdpowiedzUsuń:) Nigdy nie miałam czasu na wcześniejszą emeryturę ;) Tak wyszło ;) W sumie nigdy się nie poświęcałam, lubiłam dzieci musztrować i wyprowadzać na ludzi. I chyba wtedy Pierworodny nie zrozumiał zasad. Ale w sumie wszystko w praniu się wyrówna, jedno skurczy, drugie rozwlecze ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję za uznanie. Też lubię swoje zdjęcia, bo nawet jak nie są piękne, pokazują, jak widzę świat. A moja wioska piękna jest i zawsze sobie to przypominam, włócząc się po cudzych ;)
Moja wioska moze nie jest taka piekna/chaos urbanistyczny ostatnich lat/ ale kocham moja wioske.Tu sie urodzilam,wychowalam,uczylam.Nawiazywalam przyjaznie.Lubie dzielnice , w ktorej sie wychowalam i te ,w ktorej obecnie mieszkam.Lubie Lazienki,Park Skaryszewski.Prage na ktorej mozna jeszcze spotkac liudzi mowiacych gwara warszawska i ich poczucie humoru.Lubie stare kamienice.Zdjec nie robie.Ale chyba zaczne.W Poznaniu bywalam na Targach Poznanskich/sluzbowo/Podobala mi sie Starowka.Kwatery mielismy zazwyczaj w dzielnicy Grunwald u pardzo milych ludzi.W ogole dzieki tym ludziom milo wspominam Poznan.Weronika
OdpowiedzUsuńWeroniko, ironia losu u mnie. Byłam w różnych miastach, Londyn odwiedzałam kiedyś dość często, a nigdy nie byłam w Warszawie. Dzieciństwo upłynęło mi na warszawskich książkach, Wiecha przeczytałam całego :) Moje miejsce na ziemi jest tu. Rób zdjęcia, a masz bloga? :)
OdpowiedzUsuńŻywioł kosi, drzew żal:(
OdpowiedzUsuńNo właśnie :(
UsuńBloga nie mam.Gdybys chciala przyjechac.obejrzec Warszawe to napisz na blogu kiedy ew. przyjechalabys.Nocleg z wiktem bedziesz miala zapewniony.Opierunek bedziesz sama uskuteczniac. Weronika
OdpowiedzUsuńDziękuję, Weroniko. Prześpię się z tym pomysłem ;) A prać lubię ;)
OdpowiedzUsuńW pralce bedziesz prala,nie ma lekko.Tylko jak my sie w tej sprawie dogadamy? e-mila nie podalas na blogu czy ja po prostu gapowata jestem? Weronika
OdpowiedzUsuńNie podałam :) ale i tak na razie nie przespałam się z tym. Jak coś można pisać na starajedza@gmail.com.
OdpowiedzUsuńJak sie juz ztym przespisz to pogadamy.Pospiechu nie ma,okna musze umyc coby wstydu sobie nie narobic:) W kazdym miesiacu mozesz przyjecha.Ja mam czas,ja poczekam.Chce tylko zaznaczyc,ze mozesz przyjechac do mnie bez zadnych pozniejszych zobowiazan z Twojej strony:)OK?Weronika
OdpowiedzUsuńWeroniko, to tak nie działa :) Jak już to wymiana międzystanowa. Tyle że nie spiesz się tak z tymi oknami, sierpień na pewno nie wypali, za dużo pracy i innych rzeczy mam na głowie. Na moją cześć okien się nie myje, okna myję ja. Właśnie w ramach Windows 7.1 zajrzałam na bloga (odsapnąć muszę, znów się gorąc zrobił).
Usuńja nawet tych kalkulacji nie czytam zusowskich, bo palpitacji serca idzie dostać ;)
OdpowiedzUsuńu nas krajobraz po bitwie podobny
imbirella
Przeczytałam, bo myślałam, że ZUS z dobroci serca sam mi emeryturkę wyliczył. Za pół miesiąca mogę przejść na emeryturę i tak sobie pomyślałam: och, Kuba wyspa jak wulkan gorąca, czy może tam., gdzie chłodniej. A tu czarno na białym: szoruj, babciu, do roboty :D Jeszcze rok temu miałam wyliczone 800 zł z groszami, im dłużej pracuję, tym bardziej kwota maleje :) Ale może na Kubie starczy na przeżycie?? :)
UsuńHiszpania sprzyja emerytom :) - żyją jak w raju , ale nie wiem czy na polskich emeryturach też się da ;))
OdpowiedzUsuńimbirella
Trzeba będzie obadać. Wyborcza od czasy do czasu drukuje takie krzepiące reportaże, jak to nasi emeryci żyją tu i tam za swoje emerytury. Tyle, że oni w sumie mają większe emerytury, jak ja pensję. Za tę moją ustawową emeryturę to pewnie w Bangladeszu mogłabym szaleć :D I to jeszcze ciągnąc rikszę :D
OdpowiedzUsuńRano machnę fotki moim okienkom... pogadamy tedy co to znaczy mieć brudne okna... takie to u mnie nadzielni mam tylko ja...
OdpowiedzUsuń