migusiem...
Oczywiście, już widzę, jak pracuję 8 godzin.
To znaczy - bardzo chętnie, ale moja praca wymaga dostania pracy.
No nic, cztery dni będzie się działo, alleluja.
A tak w ogóle popierdolona jestem na maksa.
Jest mi źle, bo wszystko muszę robić sama, nikt nic za mnie nie zrobi.
Nikt nigdy za mnie okien nie umył, odkąd zaczęłam je myć...
Śniadania ani innej zarazy też mi nikt nie poda.
Nie zrobię, będę chodziła głodna.
Pranie, kurze, sprzątanie, wszystko sama.
Nawet ze śmieciami nie mam kogo wywalić, więc po co ja mam dzieci?
Ale hola, hola...
Spójrz na to z drugiej strony, SJ...
Nie musisz nikomu nic robić.
Jesz co chcesz.
Sprzątasz, kiedy chcesz.
Nic nie musisz.
I tak się na szali waży: dobrze z tym - źle, a ja sama nie wiem, czego chcę.
Cieszę się, że jeszcze daję radę ze wszystkim.
I tego się, Kochany Pamiętniczku, trzymajmy... :)
Ale zimnego piwa mógłby mi ktoś nalać...
Ehhh...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz