sobota, 16 lipca 2016

Wieczór

z Ich Troje.
Obśmiane przez chłopców moich do bólu.
Do wypęku.
A dla mnie ważne, bo tak.
I jutro zabiorę się za likwidowanie tego etapu. O ile nie dopadnie mnie alzheimer, będę się z tego śmiała przez łzy.
Aczkolwiek nie żałuję, że przez łzy.
I już nigdy nic mnie nie będzie bolało.
Już nie boli, nie ma co.
Chłopców zranić nie chcę. Więc trudno...
Może by to po nich spłynęło, jak woda po gęsi, a może nie.
Nie wiem.
Nie zaryzykuję.
To moje życie i sama płacę moje rachunki...

Jedyne co boli to - kłamstwo. Ale skoro jest szczęśliwy i spełniony, mimo że doszedł do tego kłamiąc, nieważne. Niech mu będzie.
Ale karma jest suką.

I tyle w temacie.

Ich Troje - może i to nie Phil Collins i inne takie tam gwiazdy, ale część mojego życia.

Nic nie boli, tak jak życie, nieprawdaż, Kochany Pamiętniczku?

Odważni nie żyją wiecznie, tchórze nie żyją nigdy.

I ten etap zamknęłam już.

Nie boli.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz