poniedziałek, 26 grudnia 2016

I już prawie

po świętach, Kochany Pamietniczku...
Jest cudnie.
Wigilijną kolację spożyliśmy skromną, ale i tak full zostało.
Potem prezenty, muszę przyznać, że ja się nie popisałam, ale za to chłopcy zaszaleli.
Zamówiłam tylko kalendarz (tradycyjnie), no i dostałam pięknie umięśnioną ekipę strażacką, koniak, kosmetyki i... pozytywkę. Pudło z ciastkami - pozytywka. Cholerstwo gra samo z siebie i ciekawa jestem, co będzie, jak na lotnisku moja walizka zacznie grać:)
A potem śpiewaliśmy kolędy, a jeszcze później ruszyłam z Baranem w tany i hulaliśmy do upadłego, o dziwo, nie bolało mnie ani kolano, ani pięta, a i dziś mnie nic nie boli, choć szaleliśmy :)




Trzech Murzynków w tym roku złapaliśmy ;)






I kolejka sobie pięknie wokół choinki jeździ...

W pierwsze świeto wleciał Inżynier z żoną i Alienkiem, na obiadek i słodkie, of course, zgodnie z obietnicą. No i dostałam to, o czym od dawna marzyłam - klawiaturkę do iPada, wmontowaną w ochraniacz. Fizyczną klawiaturkę, która bardzo ułatwia pisanie, chociażby tych wypocin. Bo na tej dotykowej tez można pisać, ale nie tak szybko :) Więc to pierwsza notka, pisana na tym ustrojstwie z przyjemnością :) Trochę sie tu po wstawianiu zdjęć kićka, ale nie chce mi się bawić w ustawianie łamów. No i perfumy dostałam, takie przez duże P, sama sobie igdy bym nie zafundowała, no może na siedemdziesiątkę. Bawiliśmy się, jak zwykle, w swoim towarzystwie znakomicie, no cóż, tak już mamy :)
w jednym momencie jednak mi zgrzytnęło, i nie wiem, czy to moje przewrażliwienie, starość, złośliwość, czy inne chujwico...
W trakcie miłej pogawędki wlazło sie na temat kotełków. Takie tam pierdolenie o Szopenie, ale Synowa marzy o trzecim kotku. Wolno jej. W moim mózgu zaś uruchamia się lawina, że przecież mieszkanie małe, jak cholera, że dziecko, że jedna pensja, a kot rasowy znów za grube pieniądze, ale trzymam mordę w kuble, bo nie mój cyrk, nie moje pchły. I pokazują model kota. Ojapierdolę. I tak jak kocham (platonicznie) kotełki, tak z takim w jednym pomieszczeniu nie wysiedzę. Łysa pokraka, jak z sennych koszmarów. I mówię, żartem (a jednocześnie bardzo serio), że jak coś takiego będzie, to już nie przyjadę. Na to Synowa z błyskiem w oku: to już wiadomo, co trzeba zrobic.
Uśmiechnęłam się, ale...
Dla mnie to nie był żart. Sama opowiadam kawały i o teściowych, i o głuchych i inne takie tam.
Ale...
Z całokształtu mam inne odczucie, i tyle.
Może się mylę.
Z jednej strony mam ochotę pożalić się Inżynierowi, z drugiej - chyba skończy się na memłonie Barana.
Jest mi źle i przykro....
Widzę, że Inżynier jednak chce mnie u siebie, bo chociaż w żartach, to stwierdził, że ma prawo zabrać swoją matkę, choć chłopcy zgodnie twierdzili, że nie było o tym mowy, że będą mnie oddawać.
Bo co ja się będę, Kochany Pamiętniczku, wywnętrzała, ale do dziś czuję kościsty Barani uściski, którym mnie obdarzył, bo ma fantazję, chłopak (też Cię kocham) ;) Bo wiem, że i Postman, którego się czepiam, jak pijany płotu,
 po swojemu mnie lubi. Mniejsza z większym. Jak trzeba, pogłaszczą, jak trzeba, w dupę kopną, na ogródek czy do innej komórki wywalą, ale chcą.
Powiedzieć - źle, nie powiedzieć - też źle. Dupa jelenia...
A tymczasem wiosna na ogródku już jest 

Narcyze już kiełkują, a ja sobie w sandałach tuptam, bo trzynaście stopni jest i słoneczko grzeje. Taka zima, to ja rozumiem, to może trwać i 9 miesięcy, mi to rybka :)
A dziś Baran workholik już w pracy, mimo że tu Boxing Day, czyli dzień wolny od pracy. A u nas obradują, czy pracować w świeta i niedziele. A ludzie pracują, choć nawet nie sa w handlu :P Ale na rano, to wróci w miarę wcześnie i się tym Paskudem nacieszę.
Jak to przeleciało, kurcgalopkiem.
Z kraju zaś żadnych wieści ani o najeździe Tatarów, ani od Kierownika, czy mimo braku pojazdu dotarł do moich biednych badylków.
no nic. Brak wiadomości to dobre wiadomości.
Bo inne dobre nie są. W niebiosach chórów zabrakło, to i Chór Aleksandrowa do siebie ściągnęli, pewno anielskie zastrajkowały... A i Last Christmas fałszowali, zatem i George Michael
 tam powędrował...


Zapowiadają wybuch wulkanu we Włoszech, że będzie się działo, a Baran zacierając kościste łapki stwierdza, że przecież Internet będzie, to mogę pracować on line.
Dobrze mi tu, ale... troszkę za domkiem tęsknię :)
 I znów
 to rozdarcie, że wszędzie dobrze, gdzie mnie nie ma..









7 komentarzy:

  1. Widze to tak,Ty o trzecim kocie powiedziałaś co powiedziałaś,więc jej się zrobiło przykro to i odparowała złośliwie i tez niby w żartach.

    Szeroki piekarnik ze aż 3 murzynki wlazły:)

    U nas dzisiaj też ciepło,8 st. jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kociara zawsze kociarę broni. A na serio, dziecko plus 3 koty w tym małym mieszkaniu? I nie, że ratuje kocią biedę, nie. Kot MUSI być rasowy. No, nieważne, teściowa ani nie ma klasy, ani nie jest rasowa :P
      Piekarnik normalny, murzynki szczupłe były :D ;)

      Usuń
    2. Nie żebym broniła, patrzę obiektywnie na to co napisałaś i wyszło mi,że obie poczęstowałyście się złośliwością:)

      Też bym z tym rasowym nie przesadzała,taki kot wymaga specjalnego traktowania,bo nie ma futerka. Po za tym,uważam ,ze kupowanie akurat tego rasowca to tylko naganianie interesu hodowlanego, takie ,,łyse" koty urodziły się przez przypadek,co już spowodowało,że zaczęli je masowo hodować.

      No lae co poradzisz,nie wpłyniesz na decyzje,a relacje możesz popsuć,wiec wiesz,trzeba sie zdystansować.

      Usuń
  2. ale po co Wam 3 murzynki ? każdy musi mieć swój ? Pasibrzuchy !
    Narcyzy już kiełkują bo widać w zacisznym słonecznym miejscu to myślą że to już :D poza tym oni tam wszystko szybciej muszą mieć !
    co do kotów to jak piszesz że mają małe mieszkanie a może to będzie taka motywacja do zmiany ? i te łyse są miłe w dotyku ale mimo że nie mają sierści to i tak linieją zostawiają takie jakby kuleczki tej skóry fuj , wiem znajomi mają , zdecydowanie wolę sierść :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jednym murzynku jest trucizna. Na kogo wypadnie, na tego bęc :D Tu na serio juz wiosna, a jak będę wyjeżdżała, to już lato bedzie do drzwi pukało. Choć dziś trzeba było samochód skrobać ;) Toś mnie tym kotem pocieszyła... :) Dobrze, że nie będę tego musiała przeżywać, żadna siła zatem mnie nie zmusi do wizyty :)

      Usuń
  3. oj aż żem dwa razy na adres spojrzała ! wcale nie jak u Ciebie

    OdpowiedzUsuń