nie pasowała mi patelnia, Kochany Pamiętniczku. No co, jak można gotować na takich cudach wiankach. Ale dałam radę :P
A wczoraj miał być żurek, ale nie było liści laurowych (znaczy się niedobitki były), za to znalazłam słoik majeranku. Jak pięknie pachniał i jaki świeży był. Pietruszka zaś okazała się być pasternakiem, co mnie nie zmartwiło, bo zawsze chciałam zobaczyć pasternak. Jest smaczniejszy od pietruszki, więc bez wahania wpieprzyłam toto do żurku, a z reszty zrobiłam surówkę z jabłkiem i marchewką, jak znalazł na dzisiejszy obiad :P
Trzeba umieć sobie radzić...
Żurek wyszedł MLASK, Postman zjadł, oblizał się i do pracy wziął. Hahahahahahaha, bo w żurku był i czosnek, i cebula, i tłusty boczek, czyli rzeczy, których on kijem nie dotknie. Wychodzę z założenia, że jak ktoś nie wie, to zje i nie marudzi, jak dobre. Pytał, czy daję czosnek, ale ja w zaparte idę i łżę w żywe oczy. Powinien etykiety czytać, w samym zakwasie jest czosnek. Ale dobrze, że nie czyta. O cebulę nie pytał, więc nie pchałam się z transparentem przed orkiestrę ;) Nawet pieprzu nie reklamował, choć wyławiał go równie pracowicie, jak kiedyś Zmorka :P Baran wrócił, nie zjadł, ale na dziś do pracy wziął. Synowa on line załkała, że zazdrości Inżynierowi żurku, więc posłałam jej słoiczek. Inżynier sforsował korek i wpadł na memłon, krótko, bo krótko, bo long is way to W., żurek też wciągnął ze smakiem :)
I zonk...
Nie tylko pietruszka okazała się pasternakiem, ale majeranek okazał się być oregano. Wzięłam słoik, wyglądało na majeranek, powąchałam, węch mnie zmylił, a nie spojrzałam na etykietę, bo słoik był podżemowaty, wyszłam z założenia, że skoro ja wszystko pcham w słoiki po koncentracie i musztardzie, to i Baran pcha po dżemie :)
Ale żurek był ojapierdolę, zatem mam nowy przepis na żurek z oregano :)
Polacy, nic się nie stało :P
Pierworodny & Co. dotarli w całości do teściów. Niebiosom dzięki, bo bałam się, że za te wrzaski "Mała Wiedźma, Papryczek", po polsku, of course, zwiną ich już na lotnisku... :)
A dziś siedzę, seriale oglądam i bigosu pilnuję, żeby go nie ukradli. Ciepło, ale pogoda barowa.
Ciekawe, co dziś się wywinie?
No bo ja przecież jestem taką grzeczną dziewczynką, że to nieporozumienie, Kochany Pamiętniczku.
I kurację zaczęłam, srebrem koloidalnym, witaminą C i solą. Bo nic innego w chacie nie ma. Kiedy wlazłeś między wrony, to i krakaj, jak i one :P Działa, nie wiem co, ale działa, mniej kaszlę i się tak już nie duszę.
I nie, żebym się czepiała, ale powinna chociaż thank you powiedzieć (napisać) za żurek, co nie?
Bo znając sklerozę Inżyniera zapytałam, czy żurek dał.
Odpisał, że dał i smakowało.
No ale nie bądźmy drobiazgowi i nie czepiajmy się bimby :P
No nie czepiajmy się,ale byłoby miło.
OdpowiedzUsuńCudny ten żurek,nowatorskie podejście,a co, ja kiedyś do zupy dodałam sporą garść świeżej szałwii,bo myślałam,że to hm,już nie pamiętam co, ale że jakieś inne zioło, i też był ok i smakowało:)
No nie byłabym sobą żeby nie zapytać o...wkład zasadniczy do tego żurku. Czyli jakaś wędzonka, polska zwyczajna czy cokolwiek. Wybacz, że jestem taka ciekawska ale tak się składa, że w dalekim świecie udowadniam jak wyżej.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i tak po prostu zazdroszczę.
No nie byłabym sobą żeby nie zapytać o...wkład zasadniczy do tego żurku. Czyli jakaś wędzonka, polska zwyczajna czy cokolwiek. Wybacz, że jestem taka ciekawska ale tak się składa, że w dalekim świecie udowadniam jak wyżej.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i tak po prostu zazdroszczę.
Zamawiający mają specyficzne podejście do tematu, więc wywar był na maśle klarowanym, a później dodałam do tego boczek wędzony. W PL gotowałabym na kościach wędzonych (do nabycia u mojego rzeźnika za zawrotną cenę 5 zł za kilo :) Ten smak nie do podrobienia :) I nie było kiełbasianego wkładu, w domu dodaję białą :)Żurek musi mieć w sobie wędzoną nutę, koniecznie. Pozdrawiam i na pewno nie ma czego zazdrościć, wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma :)
OdpowiedzUsuńMożna doprawić wędzoną papryką:)
OdpowiedzUsuńHaha, dobre z tym zurkiem :) Moj brat kiedys carbonare zrobil z kolendra zamiast natki i nie byl to dobry pomysl :) Natomiast moj facet co chwile jakies pozornie dziwne kompozycje smakowe trenuje i czasem naprawde fajnie mu to wychodzi.
OdpowiedzUsuńWesolych Swiat Jedzo:) pozdrawiam
Też pomyliłam natkę z kolendrą w UK i wyszła ohyda :) Dziękuję, nawzajem :)
Usuń