piątek, 9 grudnia 2016

Jeszcze

bliżej święta, Kochany Pamiętniczku.
Kolejną osiemnastkę (plus VAT) zaliczyłam bezboleśnie.
Z rana zadzwonił Pierworodny, co wprawiło mnie w szok, ale...
Rozmawialiśmy o jego pracy i hotelach w Londynie.
Po trzech godzinach od rozmowy dostałam życzenia. Nie wiem, czy się obudził, czy Synowa mu przypomniała :) Na kartkę się nie szarpnęli, ale c'est la vie :) Taki model.
Nawet mnie to nie zdenerwowało, Kochany Pamiętniczku.
Jak mówi Inżynier: to jest mój brat :P :)

A potem było z górki.
Z trudem znalazłam w szafie rajstopy, w które się wbiłam i które oczka nie puściły (od 5 lat nie miałam na dupie rajstop) i pomaszerowałam na chrzciny Kradziejki.
Tymczasowa kaplica nie trzeszczała w szwach, więc tak sobie myślałam, po kija będą budować olbrzymi kościół?
Nie z moich pieniędzy.
Jedna z nielicznych mszy, na których miałam aparaty.
Kazanie przyprawiało o zwichnięcie szczęki i dobrze, że innych kazań w życiu nie słyszałam. Mogłam się wtedy naprawdę modlić... To było coś warte.
Imprezka spoko.
Kierownik Budowy wleciał w poniedziałek z prezentem, sumitując się. Niepotrzebnie, to był dzień Kradziejki, nie mój i nie chciałam, aby ktoś wiedział. Bo i po co? Tym bardziej, że obchodziliśmy jednocześnie jej roczek.
Dostałam

To wszystko na te głupie nogi, bo na łeb już za późno. I męczył mnie, a on męczydusza jest do potęgi. Że tak, że siak, że gimnastyka, że joga. Że źle oddycham, źle stoję. Nosz, kurwa, mam tak od 62 lat i nie mam zamiaru tego zmieniać. Dobrze mi z tym. I taka umrę.
Instruktor się znalazł.
Stopy na tym bolą jak cholera, ale na kuleczkach jest OK. Leżąc na plecach nie mogę jednak mieć kulecki, ból jest nie do zniesienia. Odpuszczę. Te moje 18 lat :)
Inżynier śmiał się, że jestem skrzyżowaniem Papryczka i kotełków. Kuleckami się bawię.
Ano.
Jedną kuleckę zabrałam do pracy i serio, po jeżdżeniu na niej łatwiej mi wstać.
Ale Kierownik Budowy zaczął akcję nękającą, że lekarz, że USG, że sranie w banie.
Nie będę żyła wiecznie. Umrę po prostu trochę schorowana i tyle.
Zagroziłam zbanowaniem i odpuścił.
Wiem, że czasowo. Ale nie ze mną te numery Brunner.
Mam wysoki próg bólu i nie mam zamiaru tracić życia na kolędowanie po konowałach.
Trudno :)
 Tydzień minął marudząco, bo chodziłam i marudziłam, że nie ma pracy.
Dziś, tj. w piątek, nie marudziłam, bo co wyszłam na korytarz, to ersatz chaupki miałam i mi mijało. W pokoju też mam swoje światełka i świeczuszkę mam. A że reszta w polu? Wola boska i skrzypce. Co ma być, będzie. Jak nie padnę, to wylecę, jak nie wylecę, to padłam. I tyle...

 Weekend zapowiada się pracowicie, ale domowo. A reszta? Na razie niezapisane kartki...

4 komentarze:

  1. Ale, ze niby co Ty masz robic z tymi pileczkami?

    OdpowiedzUsuń
  2. Masaż stóp, to są piłeczki o różnej twardości, stajesz na takiej i masujesz poszczególne części nogi. Ale ten masażer mnie już torturujr, na piłeczkach jest OK :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam jedną piłeczkę z wypustkami ,jest super do masowania stóp. Te drewniane nie są takie dobre,mam ale ..na strychu.

    OdpowiedzUsuń
  4. http://www.majesticsport.pl/environment/cache/images/500_500_productGfx_025e1692e7cc2ea05717657721800920.jpg

    o taka,jest twarda i na zmęczone stopy działa świetnie

    OdpowiedzUsuń