Monday dziś, Kochany Pamiętniczku...
Nawet nie miałam czasu, żeby się zdołować, choć to najbardziej depresyjny dzień w roku. Pracowałam, jak łysy mrówek ze śrubką okrętową nr 5 w dupie.
Ciśnienie podniósł mi tylko Boss, który wparował w podskokach i rozczulając się nad moim nowym pokojem, że och, ach i co to firma dla mnie zrobiła (a gówno zrobiła, prosiłam o zmianę pokoju dwa lata, a ten sama urządziłam i dlatego jest przytulnie, a dział techniczny od wkręcania kołków i takich tam do dziś nie dotarł), oznajmił, że jest ekstras. Na moje, że ja już mam godziny w miesiącu wypracowane, wyszczerzył się i rzecze, że ekstras w zakresie obowiązków. Żeby chociaż marnych dwóch stów premii nie dać. Kij mu, wiadomo w co. I jeszcze, że teraz mamy mniej stron, co gówno prawda. Poza tym podpisywałam cyrograf na pracę na godziny, nie na strony. No nic. Jakbym mu powiedziała, że muszę kupić dodatkową sieciówkę, nie zrozumiałby.
Ale nigdy nie wiadomo, co kogo w życiu czeka, a karma to suka. Coś o tym wiem...
A nadgodziny mam sobie odebrać... w maju, jak będzie mniej pracy. Ta, kurwa, zwłaszcza w tym nowym systemie godzin.
No nic, nie zrobię sobie krzywdy :)
Ale swoją drogą, kawał...
A, zamilknę, na co mi skok ciśnienia wieczorem...
Ewentualnie zawsze mogę się rozchorować, ale to mi z kolei pensję obniża...
A, przejebane, co nie, Kochany Pamiętniczku?
Kapustę w sobotę po raz pierwszy w życiu zakisiłam, nie do wiary, co nie?
Zmodyfikowałam sobie przepisik, a smaczne toto tak, że pół zeżarłam już.
Nieukiszone ni kropelkę :)
Znaczy się, kisić będę, jak kolejną kapustkę dotacham do domu.
Ale do tej opcji potrzebuję Manhattanu.
A na te depresje i smutki, i smuteczki mam
Za niedługo zakwitnie siedem boligłówek i cztery narcyzy... Bratki na balkonie wyglądają, jakby jeszcze dychały ostatkiem sił, nawet mają nowe pąki, ale nie sądzę, żeby dożyły do wiosny. A może zdarzy się cud?
Trzeba żyć, na przekór różnym świniom.
Niech się wkurwiają, że człowiek żyje :P I badylki też :)
A Alienek wrócił do domu większy i cięższy, razem z opakowaniem. Za zaświadczenie od lekarza, że może lecieć zakosili w UK 30 funtów. Zaświadczenie ważne 6 dni, więc na powrót do UK konieczne nowe. W PL zdarli za nie 200 zł... W sumie zaświadczenia, że Alienek może latać kosztowały więcej, jak bilety w obie strony z głównym bagażem.
A Inżynier mieszkanko odmalował na cacy. Edek był grzeczny i leniwy i nie pomagał, a Arya była nieszczęśliwa, że jej pomagać nie pozwalano. Bo bardzo chciała być przydasię ;)
Jutro będę siedzieć w pracy, jakby mi za to płacili, bo kolęda jest. Po raz pierwszy w życiu z rozmysłem omijam.
I z tej strony za dużo się nazbierało na nie.
Aby do czwartku, Kochany Pamiętniczku, potem będę miała wyjebane.
Na wszystko.
Jak amen w pacierzu...
Czy boliglowki to hiacynty? Jezeli tak, to udana nazwa - ja ich w domu nie przyjmuje, bo za bardzo wonieja, do bolu glowy :)
OdpowiedzUsuńTak :) Ba noc są eksmitowane do drugiego pokoju, choć to niewiele daje, bo nie mam drzwi. Czasem trafiają się osobniki niewoniejące ;)
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńSeniorzy będą mogli dorabiać do emerytur, ale nie będzie to wpływało na wysokość ich świadczenia. Ostateczna wersja „Przeglądu systemu emerytalnego", który został skierowany do komisji, zakłada koniec możliwości przeliczania świadczeń – podał „Dziennik Gazeta Prawna".
Obecnie pracujący seniorzy nie tylko zyskują dodatkowe środki dochodu, lecz także podwyższają sobie w ten sposób emeryturę. O doliczenie wpłaconych składek mogą występować co kwartał. Jak wynika z ostatecznej wersji „Przeglądu systemu emerytalnego", niebawem może się to zmienić.
Trudno to nazwać podwyższeniem, za rok pracy wzrosło mi o 20 zł brutto, no ale zawsze coś, przy tej waloryzacji... Wiem, że będę pracować do usranej śmierci, chyba że coś pierdyknie. I nie wiem już czy śmiać się, czy płakać :D Ot, dobra zmiana. Łaskawie pozwalają mi dalej pracować :P A na serio, nie pchałam się na emeryturę, nawet nie składałam wniosku, przenieśli z urzędu, tak bym głupia jechała na połowie tej kwoty :)
OdpowiedzUsuń